Nowy numer 17/2018 Archiwum

Napastnik ze slumsów

W polityce jak w futbolu – wielu biega za piłką, ale król jest jeden. Na boisku George Weah reprezentował Liberię 60 razy. 27 grudnia wygrał wybory prezydenckie w kraju, dla którego wcześniej zdobył 22 bramki.

Weah został 25. prezydentem Liberii, zdobywając 61 procent głosów w drugiej turze. W pierwszej startowało ponad dwudziestu kandydatów. W dogrywce rywalem byłego piłkarza był już tylko dotychczasowy wiceprezydent, baptystyczny diakon, 74-letni Joseph Boakai.

Polityczna odyseja Weaha, uważanego za najlepszego w historii piłkarza Afryki i jednego z najlepszych na świecie (w 1995 r. zdobył Złotą Piłkę), trwa od 15 lat. Po raz pierwszy startował do fotela prezydenckiego w październiku 2005 r. Sformował wtedy własną partię – Kongres dla Demokratycznej Zmiany. Był o krok od zwycięstwa, ale pokonała go Ellen Johnson-Sirleaf, zostając pierwszą kobietą prezydentem w historii krajów Afryki. W 2011 r. przyznano jej Pokojową Nagrodę Nobla. Swój urząd sprawowała przez dwie kadencje.

Leśne diabły

Wyborom z 2005 r. towarzyszyły medialne opowieści o rytualnych zbrodniach. Mówiło się, że niektórzy kandydaci (o urząd prezydenta ubiegało się wtedy aż 46 osób) w ten sposób chcą zapewnić sobie nadprzyrodzoną moc, która pozwoli im na zwycięstwo w wyborach. W jednym z hrabstw wprowadzono godzinę policyjną po zamieszkach wywołanych aresztowaniem podejrzanych o takie zbrodnie. Wkrótce potem media ponownie donosiły o znalezieniu zwłok 18-miesięcznej okaleczonej dziewczynki. „Dla wielu obserwatorów wydarzenia w Liberii, rytualne morderstwa, dzika przemoc, wyszukane tortury, żądza władzy i zachłanność na bogactwa równikowego lasu były niezrozumiałe i dawały się określić jedną wspólną nazwą – jądro ciemności” – opisuje tamten okres misjonarz o. Jacek Gniadek SVD. „W Liberii dostęp do nadprzyrodzonej mocy jest ułatwiony. Można tu wynająć niezależnych morderców, dostarczających ludzkie organy do celów rytualnych, aby na przykład kandydat na prezydenta mógł pokonać politycznych przeciwników” – dodaje. Te mroczne praktyki odnoszą się do kultu tzw. leśnych diabłów. Ma on długą historię w Afryce Zachodniej, gdzie przez lata władzę polityczną podtrzymywały i kontrolowały tajemne, magiczno-religijne stowarzyszenia. Nic dziwnego, że po władzę sięgały w Liberii mroczne postacie. Dla przykładu – rządzący w latach 80. Samuel Doe kazał kastrować i ćwiartować swoich przeciwników. Dyktator Charles Taylor, skazany w 2012 r. za zbrodnie przeciw ludzkości, podejrzewany jest o rytualny kanibalizm. Jego żołnierzami były tzw. Oddziały Małych Chłopców, głównie sierot, których rodzice zostali zamordowani podczas czystek etnicznych.

Grzech założycielski

Obecne, demokratycznie przeprowadzone wybory w Liberii są ważnym wydarzeniem w historii tego kraju. A ta zaczyna się w styczniu 1820 r., kiedy to fregata „Elżbieta”, sponsorowana przez Amerykańskie Towarzystwo Kolonizacyjne, wyrusza z Nowego Jorku na Wybrzeże Pieprzowe w Afryce Zachodniej (dzisiejsza Liberia). Na pokładzie statku płynie pierwsza grupa wyzwolonych niewolników. Po dobiciu do brzegu budują oni osadę i nazywają ją Monrowią – na cześć Jamesa Monroe, prezydenta Stanów Zjednoczonych w latach 1817–1825. Do 1892 r. osiedla się tu ponad 16 tys. byłych niewolników z Ameryki, zwanych Liberyjczykami, i prawie 6 tys. niewolników afrykańskich uwolnionych przez flotę amerykańską i brytyjską, zwanych Kongijczykami. 26 lipca 1847 r. na mapie świata pojawia się nowe państwo – Liberia ze stolicą w Monrowii. „Jak na ironię, »ojcowie założyciele« Liberii, będąc potomkami amerykańskich niewolników, sami stworzyli system oparty na nierówności i dyskryminacji. Deklaracja niepodległości stwierdzała, że państwo Liberia zostało utworzone przez i dla amerykańskich Liberyjczyków” – zauważa o. Gniadek. Ten „grzech założycielski” segregujący mieszkańców Liberii na ludzi pierwszej i drugiej kategorii był jedną z przyczyn późniejszych przewrotów, walk o władzę, podziałów etnicznych. Te ostatnie nasiliły się pod rządami wspomnianego już Samuela Doe, który dokonał zamachu stanu w 1980 r. Przejmując władzę, położył kres politycznej dominacji amerykańskich Liberyjczyków, którzy przez 102 lata rządzili krajem. Tym samym jeden plemienny nepotyzm został zastąpiony nowym, a państwo zasilało prywatne kieszenie rządzącej elity. Po trzech latach panowania Doe zadłużenie Liberii wzrosło z 750 mln do 1,4 mld dol. Wkrótce potem, w 1989 r., na scenie pojawia się Charles Taylor, handlarz bronią i diamentami. Organizuje zbrojne bojówki i w lipcu 1997 r., po sfingowanych wyborach, zostaje prezydentem. Kraj popada w ruinę, wybucha wojna domowa. Ginie w niej ćwierć miliona ludzi. W 2003 r. „The Economist” określa rządzoną przez Taylora Liberię jako „najgorsze miejsce do życia”. „W Monrowii nie ma bieżącej wody ani prądu. Wojna domowa doprowadziła do przemieszczenia prawie jednego miliona ludzi w kraju, którego ludność liczy niewiele więcej niż trzy miliony” – wspomina tamte wydarzenia o. Gniadek.

Ze slumsów na stadiony

Obecny prezydent, George Tawlon Manneh Oppong Ousman Weah, urodził się i dorastał w slumsach Klara w Monrowii. Jego historia to jedna z tych opowieści o złotym dziecku, któremu życie dało wyjątkową szansę. Pochodzi z grupy etnicznej Kru, z południowo-wschodniego obszaru Liberii, jednego z najbiedniejszych w kraju. Jest jednym z trzynaściorga dzieci. Po tym, jak jego rodzice się rozeszli, gdy był jeszcze dzieckiem, wychowywała go babka. Była protestantką, jednak młody Weah uczył się w szkole muzułmańskiej. Mając 15 lat, porzucił szkołę i zaczął grać w drużynie tzw. Młodych Ocaleńców. Tak zaczęła się jego przygoda z piłką. W latach 80. ub.w. podpisał pierwsze umowy z lokalnymi klubami. Potem grał w Kamerunie. Wtedy zwrócił na niego uwagę menedżer AS Monaco, otwierając mu drzwi do Europy. Weah występuje w Paris Saint-Germain, a w 1995 r. trafia do AC Milan. Potem reprezentuje też barwy Chelsea Londyn oraz Manchester City. W 1996 r. zyskuje tytuł najlepszego afrykańskiego piłkarza stulecia. Jeszcze w trakcie kariery sportowej angażował się w działalność humanitarną. Rozwinął też szkółki piłkarskie dla młodzieży w Liberii, aby były alternatywą dla beznadziei życia w slumsach, w których sam się wychował.

Po zakończeniu kariery Weah poświęca się polityce. Z myślą o niej w wieku 40 lat zdaje maturę. Potem kończy administrację na uniwersytecie w Miami. W swojej duchowej wędrówce na pewnym etapie życia przechodzi na islam, aby w końcu powrócić do chrześcijaństwa. Jest protestantem. W wywiadach wyraża nadzieję na pokój pomiędzy muzułmanami i chrześcijanami, gdyż, jak mówi, są „jednym ludem”. Ma troje dzieci. Jakim prezydentem okaże się bohater stadionów? Czy ten mecz życia rozegra w duchu przyznanej mu kiedyś przez FIFA nagrody fair play? Piłka jest w grze… •

Korzystałem z: Jacek Gniadek, „Konflikty zbrojne w Liberii i Sierra Leone” w: „Państwa Afryki Zachodniej”, red. Zygmunt Łazowski, Warszawa 2006.

« 1 »
oceń artykuł