• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Biała flaga?

    Ks. Marek Gancarczyk Ks. Marek Gancarczyk

    |

    GN 2/2018

    dodane 11.01.2018 00:00

    Czy już zawsze tak będzie? Czy doczekamy się zmiany?

    Czy przyjdzie taki czas, że na niedzielną Mszę św. zacznie przychodzić coraz więcej osób? Na razie nie ma powodów do radości. Od prawie czterdziestu lat liczba uczestniczących w niedzielnej Eucharystii stale maleje. Dobrze pokazuje to wykres na następnej stronie. W tym czasie były też wzloty, ale wieloletnia tendencja jest stała – do kościoła chodzi nas coraz mniej. Najnowsze dane Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego tylko pogłębiają smutny obraz. W 2016 roku wskaźnik dominicantes, czyli katolików uczęszczających na Mszę św., wyniósł 36,7 proc. i w stosunku do 2015 roku zmalał o 3,1 punktu procentowego. Również przystępowanie do Komunii św. spadło w ciągu roku o 1 punkt procentowy.

    Nie trafiają do mnie argumenty, że wszędzie w Europie, a być może i na całym świecie, jest gorzej pod względem dominicantes i communicantes (na ss. 24–26 piszemy o Kościele w Chile z uwagi na pielgrzymkę Franciszka do tego kraju, gdzie regularnie praktykuje 13–17 proc. katolików). To marna pociecha. Jeżeli wieloletnia tendencja się utrzyma, to w końcu dogonimy wiele europejskich krajów. Być może stanie się to wtedy, gdy pod względem zamożności obywateli zrównamy się z Francuzami czy Duńczykami. Byłoby to zaiste pyrrusowe zwycięstwo. Będziemy tak samo bogaci i tak samo bezbożni. Czy czeka nas tak smutna przyszłość? I proszę wierzyć, nie ma we mnie nawet odrobiny poczucia wyższości, że jeszcze jesteśmy lepsi. Tego rodzaju myślenie byłoby skrajnie głupie. Bo przecież nie o poczucie wyższości tu chodzi, ale o to, by wszystkich przyprowadzić do Chrystusa. By wszyscy oddawali chwałę Bogu prawdziwemu. Tymczasem oddających chwałę Bogu jest coraz mniej. Doskonale rozumiem, że statystyki nie pokazują wiary człowieka, ale jednak coś o tej wierze mówią. Za suchymi liczbami kryją się przecież konkretne wybory milionów ludzi.

    Wiem też, że to Bóg jest odpowiedzialny za owoce, a nie ludzie. Do nas należy głoszenie Słowa. Ostatnie zdanie jest jak najbardziej prawdziwe, ale ono nie może prowadzić do beztroski czy obojętności wobec takich, a nie innych statystyk. Powtórzę, za statystykami kryją się ludzie. Obym się mylił, ale czasem odnoszę wrażenie, jakbyśmy wywiesili białą flagę, poddali się. Przestali wierzyć, że niekorzystna od prawie czterdziestu lat tendencja może się odwrócić. Nie znaczy to, byśmy jako ludzie Kościoła przestali pracować. Właśnie skończyły się imponujące i przynoszące radość orszaki Trzech Króli. Zróbmy jednak mały test myślowy. Czy potrafimy sobie wyobrazić, że od przyszłego roku tendencja zacznie się zmieniać i za 10 lat regularnie będzie praktykować 50–60 proc. zobowiązanych? Przypuszczam, że w tym momencie mogą przychodzić na myśl raczej liczne powody, które zabijają w ludziach wiarę. Taki jest ten świat – powiemy. I nic się z tym nie da zrobić. To prawda, trzeba twardo stąpać po ziemi, ale białej flagi wywieszać nie wolno. 

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • RafałM
      11.01.2018 11:01
      To jest wskaźnik nie katolików, ale „katolików zobowiązanych”, a właściwie ochrzczonych uważanych przez Kościół za zobowiązanych do chodzenia na msze. ISKK uparcie używa tego niejasnego pojęcia, które sprawia wielkie problemy interpretacyjne dziennikarzom, nawet katolickim. Lepiej podawać coś bardziej obrazowego. Według danych ISKK na mszach w niedzielę obliczeniową w 2016 r. było 9,8 mln osób (w 2015 r. 10,7 mln), co stanowi ok. 25% ludności.
      W kolejnym roku spadek pewnie jest podobny. „Gość Niedzielny” ogłosił już wyniki za 2017 r. z diecezji tarnowskiej, w której spadek jest podobny jak dla 2016 r., ale wskaźnik wzrósł, bo… został zmieniony sposób jego obliczania. Jeżeli ISKK zamierza w ten sposób zmienić metodologię, to wskaźnik stanie się zupełnie bezwartościowy.
    • Monocyt
      16.01.2018 02:23
      zmieńcie samochody na dwa razy tańsze (tak, Toyotą Yaris czy Oplem Corsą da się dojechać gdzie trzeba!), a zamiast zbierania na tace poproście wiernych o drobna wpłatę na lokalne hospicjum lub chore dziecko w okolicy, zamiast grzmieć na obecnych na Mszy Św, że są grzesznikami przypominajcie że nasz Bóg kocha każdego a świecąc przykładem najłatwiej zachęcić innych...
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół