Nowy numer 20/2018 Archiwum

Święta (znów) z Kevinem

Jak doniosła telemetryczna wyrocznia, ponownie hitem tegorocznych świąt przed telewizorem okazał się Kevin, tym razem spędzający Boże Narodzenie nie w domu, a w Nowym Jorku.

Ponoć jego filmowe przygody obejrzało 4,5 mln rodaków. To socjologiczny fenomen, dużo mówiący o tym, czego widzowie oczekują w te dni od nadawców. Trudno zatem się dziwić, że nikt z wielkiej trójki (TVP, Polsat, TVN) i w tym roku nie zdecydował się na spektakularne premiery. Wszyscy obstawili powtórki.

Ruch okazał się skuteczny, bo znów wspólne oglądanie telewizji okazało się w Boże Narodzenie ulubioną rozrywką rodaków. Podobno spędziliśmy przed szklanym ekranem średnio 5 godzin i 39 minut. Można oczywiście z tego powodu rytualnie ponarzekać, powzdychać, że przynajmniej w ten dzień nie zaszkodziłoby odstawić telewizyjny narkotyk i porozmawiać w rodzinnym gronie. Można… ale czy rzeczywiście trzeba?

Przede wszystkim jedno nie wyklucza drugiego. Zapewne w większości polskich domów telewizja była jedynie medium towarzyszącym… rozmowom przy świątecznym stole. To w dużej mierze tłumaczy taki, a nie inny repertuar. Znane nieomal na pamięć filmy nie wymagają specjalnej uwagi, za to stanowią pewnego rodzaju wspólne doświadczenie. Tę obserwację potwierdza też wynik specjalnego wydania popularnego cyklu „Rolnik szuka żony”, które w pierwszy dzień świąt obejrzało blisko 3,5 mln widzów.

Zazwyczaj narzeka się na telewizję jako „złodzieja czasu”. A przecież czas wspólnie spędzony przy ulubionym programie może okazać się równie integrujący rodzinę jak wspólny posiłek (który poza niedzielą jest logistycznie niewykonalny). To przecież okazja do żartów, komentarzy, czasem pretekst do ważnych rozmów.

Żyjemy w czasach, gdy zachłanne nowe media kradną nam i te rzadkie chwile spędzane z dorastającymi dziećmi, generalnie preferującymi seriale samotnie oglądane „w necie”. Pora więc zrehabilitować wyśmiewaną kanapę, na której trzy pokolenia wspólnie coś przeżywają.

« 1 »
oceń artykuł