Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Muzyka pod krawatem

Czterech gości w krawatach i białych koszulach, z prostym, akustycznym instrumentarium, robi prawdziwy show. – Śpiewamy lekko, ale o rzeczach ważnych – mówią muzycy zespołu Albo i Nie.

Kiedy w domu kultury na katowickiej Koszutce mieli premierę płyty, trzeba było zorganizować drugi koncert – tak wiele osób chciało ich posłuchać. A przecież funkcjonując na pograniczu sceny chrześcijańskiej i piosenki poetyckiej, wydają się niszą w niszy. Niespecjalnie się tym jednak przejmują – robią swoje, a publiczność to docenia. Właśnie wydali płytę z kolędami.

Ten piąty, niewidoczny

– To, jak wyglądamy, sporo mówi o tym, co gramy, choć tak naprawdę ciągle szukamy swojego gatunku – mówi Wojtek Zakowicz, gitarzysta zespołu Albo i Nie. – Ludzie postrzegają naszą muzykę jako „kulturalną”.

Czasami słuchacze żartują z nich, że wyglądają „jak sen teściowej o zięciu”. Z kolei Piotr Rogucki – juror z talent show „Must Be the Music”, gdzie śląscy muzycy doszli do półfinału – powiedział, że słuchając Albo i Nie ma wrażenie, jakby „podglądał kąpiące się oazowiczki”. A znany saksofonista Robert Chojnacki podczas wspólnego koncertu pomylił kiedyś chłopaków z… firmą cateringową.

Ale ich wizerunek, który jest efektem podpowiedzi wizażysty po jednym z wygranych przeglądów, okazał się strzałem w dziesiątkę. Jednakowe ciuchy razem wybierali w sklepie. – Teraz nie wyobrażam sobie grania tych piosenek w innym stroju – zwierza się Marcin Solik, którego głównym instrumentem jest w zespole mandolina. – Strój, który mamy, idealnie pasuje do naszych tekstów – niebanalnych, mądrych. Mogę tak mówić, bo nie są mojego autorstwa – śmieje się Marcin.

Większość tekstów Albo i Nie napisał Piotr Adamski – kolega ze studiów basisty Michała Rostańskiego. – Piotr to piąty, „niewidoczny” członek zespołu – zgodnie stwierdzają muzycy. – Nie lubi, żeby o nim dużo mówić, woli pozostawać w cieniu. A my – przeciwnie – chcemy go z tego cienia wydobyć. Teksty Piotra przyniósł Michał na pierwszą wspólną próbę z Marcinem, który właśnie kupił mandolinę i chciał ją wypróbować. Piotr, poeta, nie wierzył w to, że z jego wierszy mogą wyjść jakieś piosenki. Koledzy byli odmiennego zdania – podeszli do nich entuzjastycznie i tak wszystko się zaczęło. Jednocześnie do Marcina i Michała dołączył o dziewięć lat młodszy wokalista Bartosz Zdechlikiewicz, który śpiewał w tej samej co oni scholi w parafii Ducha Świętego w Bytkowie, dzielnicy Siemianowic Śląskich. Na koniec pojawił się w zespole Wojtek Zakowicz – gitarzysta z talentem do grania solówek, którego pozostali podobno nie mieli. – Byłem fanem zespołu Tea, w którym wcześniej grał Wojtek, więc kiedy usłyszałem, że ma pojawić się na próbie, trochę się stresowałem – opowiada ze śmiechem Bartek.

Ukryta opcja

Jednym z pierwszych utworów Albo i Nie była „Fraszka”, która – paradoksalnie – pojawiła się dopiero na drugiej płycie zespołu: „Pewnej nocy w środku lata naszła chłopa myśl kudłata/ Że mu życie mija pędem, a co gorsza błąd za błędem/ Przy kominku na kozetce usiadł diabeł i tak szepce:/ Mam dla Ciebie garść pomysłów, jak te błędy wziąć w cudzysłów/ Załatwimy to, co trzeba, Ty zapłacisz skrawkiem nieba”. Dzielny chłop przepędza jednak w tekście kusiciela: „Poszedł diabeł więc do piekła, tak jak mu chłopina rzekła/ Bo nie wiedział diabeł tego, że chłop modlił się do Niego”.

Muzycy Albo i Nie też się modlą przed próbami. – Jesteśmy taką „ukrytą opcją chrześcijańską” – śmieją się. – A tak poważnie: wiele naszych tekstów jest o przeżywaniu wiary, bo piszą je osoby wierzące. Wszyscy jesteśmy katolikami, w naszym życiu jest obecny Bóg, więc od tego chrześcijaństwa nie uciekniemy.

Nagrody zdobywają jednak głównie na festiwalach piosenki poetyckiej, studenckiej czy nawet turystycznej. Także na tych najbardziej renomowanych, jak łódzka YAPA czy Wrocławski Przegląd Piosenki Studenckiej.

– Najbardziej cenię sobie udział w tych konkursach, w których zdobyliśmy nagrody publiczności – zwierza się Marcin. A na brak publiczności nie mogą narzekać. Czy przeważają wśród niej dziewczyny? Zdania w zespole są podzielone. – Na pewno kiedy wychodzi na scenę czterech facetów elegancko ubranych, to musi to działać na płeć piękną – twierdzi Bartek, jedyny kawaler w zespole. Wprawdzie tylko do października przyszłego roku, ale jednak.

Z kolei Wojtek w sprawie fanek jest bardziej sceptyczny: – Kiedy grałem w zespole Tea, mieliśmy wybitnie żeńską publiczność. W Albo i Nie rozkłada się to mniej więcej po połowie.

– Słuchaczy mamy bardzo zróżnicowanych, widać to po lajkach na Facebooku – dodaje Marcin. – Nasze posty lajkują zarówno nastolatki, jak i panie po sześćdziesiątce.

Żwawa „Cicha noc”

Członkowie zespołu Albo i Nie zgodnie twierdzą, że wychodzą na scenę po to, żeby dobrze bawić się z ludźmi przychodzącymi na koncert. – Jesteśmy dla nich i staramy się ich nie zawieść pod żadnym względem – podkreśla Bartek Zdechlikiewicz.

– Ludzie chodzą na nasze koncerty także po to, żeby sobie potupać, więc nie chcemy być zbyt poważni – dodaje Marcin. – Choć staramy się to wypośrodkować, bo śpiewamy wprawdzie lekko, ale o rzeczach ważnych.

Humor pomaga też rozładowywać spory, które czasem zdarzają się w zespole. – To raczej chwilowe spięcia – ocenia Bartek. – Nasza relacja to nawet więcej niż przyjaźń. Jesteśmy jak rodzina, zresztą nasze rodziny też się przyjaźnią, spędzają razem wakacje.

Właśnie z takiego rodzinnego spędzania czasu wzięła się płyta z kolędami „Cudów czas”.

– Graliśmy je najpierw w naszych domach w okresie świątecznym, dopiero potem pojawiło się kilka propozycji koncertowych i trzeba było opracować materiał. Trzy razy występowaliśmy już podczas Orszaku Trzech Króli, w Katowicach i Poznaniu – opowiada Wojtek. – Myślę, że nasze wykonania kolęd są trochę inne od tych, które najczęściej słyszę. Gramy bardziej wesoło, z pełną energią, nawet „Cicha noc” jest u nas żwawa.

– Z roku na rok inaczej przeżywa się Boże Narodzenie. Człowiek podchodzi do niego dojrzalej, więc też trochę inaczej śpiewa – twierdzi Bartek.

– Ale powód jest zawsze ten sam: że Jezus się urodził. Właśnie z tego powodu warto śpiewać i grać – dodaje Wojtek.

W tym roku też szykuje się sporo kolędowych koncertów. Najbliższy będzie miał miejsce w siemianowickim Parku Tradycji 27 grudnia, czyli dzień po świętach.

Cała czwórka czeka już niecierpliwie na Boże Narodzenie. Dla Bartka będą to ostatnie święta spędzone w stanie kawalerskim. Dla wszystkich natomiast będzie to znów czas cudów.

– Te cuda niekoniecznie muszą wiązać się z jakimiś wielkimi fajerwerkami – twierdzi Marcin. – Małe, ale ważne cuda dokonują się w nas, w naszych rodzinach. •

« 1 »
oceń artykuł

Reklama