Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Spór tak, wojna nie

O wartościach rodzinnych, nowym premierze i starych podziałach mówi Kornel Morawiecki.

Piotr Legutko: Wśród opinii po exposé Mateusza Morawieckiego nie brakło i takich, że premier mówił przede wszystkim do… swojego ojca: „On nauczył mnie, że drugi człowiek, wolność, sprawiedliwość i solidarność są najważniejsze”.

Kornel Morawiecki: To exposé było adresowane do całego społeczeństwa. Rzeczywiście pojawiły się tam akcenty rodzinne, bardzo bliskie memu sercu. Choćby przywołanie mojej cioci, na której rękach umierał Marian Senger, pseudonim „Cichy”, jeden z zamachowców na kata Warszawy – Kutscherę. Ale ten akcent pojawił się, ponieważ to właśnie są ludzie, o których powinniśmy pamiętać. Dla mnie zaś najważniejszym wątkiem exposé była sprawa narodowego pojednania. I stwierdzenie: spór tak, ale wojna nie.

Wszyscy jednak dostrzegli, że oba wątki: osobisty i patriotyczny w rodzinie Morawieckich nieustannie się przeplatają.

To prawda, podkreślanie więzi rodzinnych jest ważne, ale gdyby skupić się tylko na nich, nie byłoby to najszczęśliwsze. Szukając podstawowych wartości, trzeba wyjść poza krąg najbliższych. Łączy nas przecież jedna ziemia, kultura, język, wspólny los. To są kwestie ogromnie ważne dla narodowej spoistości.

Podobno jest Pan synowi winien konia?

To prawda. Kiedyś uwielbiał ze mną grać w szachy, a byłem niezłym szachistą. On wciąż przegrywał. Tłumaczyłem, że jest małym chłopcem i nie może wygrać z tatusiem w szachy. Ale zacząłem kupować mu podręczniki i zapowiedziałem: „Jak wygrasz ze mną w szachy, to ci kupię konia”. No i nie minął rok, a syn ze mną wygrał. Wciąż mu tego konia jestem winien.

Większość Polaków widzi w Mateuszu Morawieckim ekonomistę, bankiera. Nie wszyscy wiedzą, że jego pierwszym wyborem studiów była historia. Co nim kierowało, gdy podejmował taką właśnie decyzję w 1987 roku?

Pewną rolę odegrała moda, jaka panowała wśród ludzi opozycji. Historia była wówczas bardzo popularna. Można dostrzec w tym wyborze też pewien rodzaj przekory właściwej dla młodego wieku. Ja jestem fizykiem, po studiach ścisłych, dzieci mają potrzebę zaznaczenia własnej drogi.

A może przeciwnie, zrobił to, by naukowo opisać dzieło ojca. Jego praca magisterska poświęcona była przecież Solidarności Walczącej.

No tak, ale to już było ukoronowanie studiów. Muszę przyznać, że był bardzo pilnym studentem, dużo się uczył. I nie zamykał się w historii, jego zainteresowania już wtedy były bardzo szerokie. Natomiast jeśli chodzi o historię, szczególnie dzieje Polski, miał bardzo ciekawe przemyślenia na ten temat i sam sporo mogłem się od niego nauczyć.

Święta Bożego Narodzenia to czas szczególnej bliskości. Przez siedem lat, gdy syn jeszcze nawet nie był studentem, tych świąt nie spędzaliście razem.

Najtrudniejsze święta spędziłem w więzieniu. Kiedy się ukrywałem, też nie było łatwo, bo wciąż myślałem o bliskich, jak ich śledzą, prześladują. Wiedziałem przecież, że i syn, i cała rodzina mają pod górkę ze względu na status ojca. To był pewien ciężar. Przez te lata widziałem się tylko parę razy z żoną i córkami, z Mateuszem raz, może dwa, już nie pamiętam. Chociaż, szczerze mówiąc, nie mogłem narzekać w te dni na samotność, bo byłem cały czas otoczony ludźmi z organizacji. Były też świąteczne niespodzianki, jak w 1984 roku, gdy moja koleżanka z kierownictwa Solidarności Walczącej przyprowadziła mi niewidzianego przez 20 lat przyjaciela. A działo się to w bardzo głęboko ukrytym mieszkaniu, o którym wiedziało tylko parę osób.

Syn obrywał w tym czasie za ojca.

Obrywał, ale niektórzy jego rówieśnicy ucierpieli jeszcze bardziej. Nie był tak bity jak inni kolporterzy, no i udało mu się też zdać maturę – dzięki fortelowi. Był przechowany w szpitalu i prosto stamtąd pojechał na egzamin. Jego kolega z klasy nie miał tego szczęścia, zgarnęli go z domu dokładnie w dzień egzaminu i matury zdać nie mógł. To była dla młodych ludzi szczególnie przykra i perfidna represja. Jeśli esbecy wiedzieli, że ktoś ma związki z podziemiem, to działali tak, by odebrać mu szanse edukacyjnego awansu i rozwoju.

Warto jednak przypomnieć, że SW też nie nadstawiała drugiego policzka. „Mam zaszczyt poinformować, że ma Pan ważną funkcję: odpowiada Pan osobiście za bezpieczeństwo osobiste członków SW oraz ich rodzin”. Taki list, po pobiciu Mateusza, dostał od pana pułkownik Czesław Błażejewski. Jakoś w tym czasie spalił się jego letni domek.

List był uprzejmy, ale rzeczywiście z zawoalowaną groźbą, że nie pozwolimy się bezkarnie prześladować, jeśli pewne granice zostaną przekroczone. Dawaliśmy wyraźny sygnał, że dużo o nich wiemy i będziemy się bronić.

Czy w świetle tego, co wspominamy, nie jest dla Pana szczególnie przykre, gdy o Mateuszu Morawieckim pisze się teraz i mówi jako o banksterze?

To jest bardzo niesprawiedliwe. Oczywiście syn był przez lata pracownikiem banku, potem awansował do zarządu, wreszcie został prezesem, ale przecież nie właścicielem. A ten właśnie bank pod jego kierownictwem prowadził szeroko zakrojoną działalność społeczną, wspierał kulturę i edukację, m.in. serial telewizyjny „Czas honoru” czy film „Bitwa Warszawska 1920”, wspierał też IPN w działaniach związanych z poszukiwaniem szczątków żołnierzy niezłomnych. Tak więc ten rzekomy bankster miał większy wkład w promowanie patriotyzmu niż niektóre państwowe agendy.

Jego poglądy ekonomiczne też są dalekie od bezwzględnego kapitalizmu.

Przez lata pracy w sektorze bankowym dojrzewał, zmieniał swoje poglądy na gospodarkę. Kiedyś nie był tak solidarnie nastawiony jak dziś, teraz kładzie nacisk na siłę społeczeństwa i jego spoistość. Dostrzegam wyraźną ewolucję jego poglądów z wolnorynkowych na wspólnotowe. To są akurat poglądy bardzo mi bliskie, więc się z tej ewolucji cieszę. W statucie partii Wolni i Solidarni piszemy, że chcemy zbudować solidaryzm, a i premier jest mu coraz bliższy. Ceni akcjonariat pracowniczy, promuje zrównoważony rozwój, boli go sytuacja, gdy tylko bogaci się bogacą.

Dlaczego zatem jesteście w innych partiach?

To akurat bardzo dobrze, bo konkurencja wszystkim służy. Ja uważam, że jest potrzeba zbudowania takiej struktury, która stanęłaby pomiędzy dwoma zwalczającymi się obozami, pokazałaby nową wizję przemian w Polsce, głębszą, niż pokazuje partia rządząca. Chcemy być dla PiS swoistym stymulatorem. Akurat tak się złożyło, że stery rządu objął syn, który doskonale zna moje przekonania. I też rozumie, że powstanie takiej formacji bardziej się przyda PiS niż moje wejście do tej partii. Chodzi przecież o to, by dotrzeć do ludzi podchodzących nieufnie do rządu, a podlegających ciągłej presji ze strony przeciwników obecnej władzy.

Solidarność Walczącą budowały: wzajemne zaufanie, lojalność, wierność pewnym ideałom. To są cechy kompletnie obce dzisiejszej polityce. Jak się w niej odnajduje Pański syn?

W jakiś sposób tę politykę zmienia. Mateusz zawsze był lojalny, wierny, wzbudzał zaufanie kolegów, a teraz prezesa Kaczyńskiego. Myślę zresztą, że my naszą organizację podziemną budowaliśmy na głębszych podstawach niż te, które pan wylicza. Na takich wartościach jak prawda, dobro, godność człowieka, solidarność i honor.

Wśród zarzutów wobec nowego premiera są i takie, że jest niebezpieczny, bo pod maską technokraty kryje się człowiek głęboko wierzący. Wręcz fanatyk.

Sam pan widzi, że to zarzuty od Sasa do Lasa. On ani nie jest banksterem, ani fanatykiem. Jest pragmatycznym, myślącym człowiekiem otwartym na tajemnicę. Spór chrześcijaństwa ze współczesnością wymaga od osób sprawujących władzę nadrzędnego spojrzenia, bo obie strony tego sporu są na siebie skazane. Przy czym to nie może być spojrzenie lekceważące czy ignorujące duchowe przymioty, bo to jest coś, czego potrzebujemy jak pokarmu.

W internecie ogromną popularność zdobyła anegdota o Pańskim synu, pokazująca, jak poważnie traktuje piątkowy post. Co oczywiście natychmiast wywołało bardzo zróżnicowane komentarze w sieci.

Mateusz lubi dobre wino, ale w poście nie pije żadnego alkoholu. Dla niego jest to coś zupełnie naturalnego. Gdy był młodszy, sam lubił sobie stawiać różne ograniczenia, bo wydawało mu się to konieczne i potrzebne. Nie lubił ograniczeń narzucanych z zewnątrz, uważał, że powinny one być przyjmowane świadomie i z zachowaniem wolnej woli. W imię większych wartości.

Rozmawiamy 13 grudnia. To data dla Pana szczególna. Przed chwilą widziałem w telewizji inną legendę Solidarności, Bogdana Borusewicza, który pytany o to, czy dziś jesteśmy tak zagrożeni jak 36 lat temu, odpowiedział: „Ja nie, bo jestem senatorem, ale zwykli ludzie – tak”.

Kompletnie tego nie rozumiem. Co to znaczy, że zwykli ludzie są zagrożeni? Niby czym? Że będą prześladowani, wsadzani do więzień? Tak nie wolno mówić! Nie wolno porównywać dzisiejszej sytuacji, nawet tej widocznej wrogości, jaka jest między ludźmi, do tego, co działo się w stanie wojennym! Zwłaszcza jeśli robi się to, by osiągnąć jakiś cel polityczny. Mój syn celnie mówił o tym w swoim exposé, posługując się frazą z bajki Krasickiego: „Chłopcy, przestańcie, bo się źle bawicie, dla was to igraszka, nam idzie o życie”. Mamy dziś skrajny podział w społeczeństwie i to bardzo źle. Trzeba się temu przeciwstawiać. Jesteśmy teraz z synem w innych partiach, ale liczę, że on, będąc premierem, może ten podział neutralizować. •

« 1 »
oceń artykuł

Reklama