Nowy Numer 8/2018 Archiwum

Warto było podnieść głowę

Wydawało się to niemożliwe, a jednak! Polska lekarka wygrała proces w obronie klauzuli sumienia przed sądem odwoławczym w Norwegii. To jednak nie koniec walki.

Veni, vidi, Deus vicit! – cieszyła się dr Katarzyna Jachimowicz, cytując słynne słowa króla Jana III Sobieskiego, które wypowiedział po zwycięstwie pod Wiedniem. (W tłumaczeniu: przybyłam, zobaczyłam, Bóg zwyciężył). Rzeczywiście, o sprawiedliwy wyrok modliło się wiele katolickich klasztorów, a także jeden prawosławny. Modlili się też niektórzy norwescy luteranie. Przyglądałem się tej sprawie uważnie i mogę zaświadczyć, że Boża łaska budowała na naturze – imponującej odwadze i inteligencji dr Jachimowicz oraz wysokich kompetencjach jej adwokata mec. Haakona Blekena.

Doktor Jachimowicz została wyrzucona z pracy za odmowę zakładania pacjentkom wczesnoporonnych wkładek domacicznych. Prawo do takiej odmowy gwarantowała jej umowa o pracę. Ustna, ale nie kwestionowana przez pracodawcę, którym była gmina Sauherad w regionie Telemark na południu Norwegii. Pacjenci, a także władze cierpiącej na brak lekarzy gminy i sama dr Jachimowicz – przez kilka lat wszyscy byli zadowoleni. Dopóki na przełomie 2014 i 2015 r. nie wtrąciły się mądrale ze stolicy. Przyjęto nowe prawo. Brutalne. Całkowicie odebrało ono lekarzom rodzinnym możliwość powoływania się na klauzulę sumienia.

Doktor Jachimowicz została zwolniona z pracy. Uznała to za naruszenie wolności sumienia. Pozwała pracodawcę do sądu. Domagała się przywrócenia do pracy oraz wypłaty odszkodowania. Doświadczona lekarka rodzinna znalazła bowiem nowy etat, ale była zmuszona wystartować od początku w nowej specjalizacji – psychiatrii. Oznaczało to cofnięcie jej kariery zawodowej o 20 lat.

Absurdalny wyrok

W styczniu obserwowałem proces z bliska w sądzie pierwszej instancji w Notodden. Doktor Jachimowicz przegrała. Na nic zdały się argumenty prawne oraz fakt, że w Sauherad – wiejskiej gminie zamieszkałej przez ludzi starszych – prośby o założenie spiralek prawie się nie zdarzają. Poza tym żaden lekarz z tamtejszej przychodni nie zakłada kobietom tych drucików. Bo nie potrafi. Czy któryś z nich został za to wyrzucony z pracy? Nie! Spotkało to Polkę, bo miała odwagę głośno powiedzieć o swej moralnej motywacji.

Sąd odwoławczy w Skien podważył tę decyzję. Stwierdził, że generalne skasowanie klauzuli sumienia lekarzy rodzinnych było zbyt daleko idącym ograniczeniem wolności sumienia. W związku z tym wypowiedzenie umowy o pracę zostało uznane za nieważne.

– To pierwszy w norweskim porządku prawnym wyrok, w którym wolność sumienia przesądziła o wygranej – stwierdził Haakon Bleken, adwokat dr Jachimowicz, w wypowiedzi dla telewizji norweskiej NRK.

Sąd drugiej instancji stwierdził, że doszło do złamania art. 9 europejskiej konwencji praw człowieka, czyli zasady wolności sumienia. Złamano też art. 14 tejże konwencji, czyli zakaz dyskryminacji, ponieważ zwolniono z pracy tylko Polkę, choć inni lekarze też zabiegu założenia spiralki nie wykonywali. Sąd uznał wypowiedzenie umowy o pracę za nieważne. Nakazał gminie wypłatę części kosztów procesowych w wysokości 600 tys. koron, tj. około 260 tys. zł. Osobną kwestią było odszkodowanie. Sąd ocenił, że gmina nie musi go wypłacić, ponieważ jej stanowisko opierało się na opinii prawnej norweskiego ministerstwa zdrowia. Skoro tak, to nie można mówić o jej winie. A kto nie ponosi winy, ten nie płaci odszkodowania. (Może powinien zapłacić ten, kto wydał wspomnianą opinię?).

Złamanie konstytucji?

Przy okazji wypłynął jeszcze jeden bardzo poważny problem. Sąd zauważył, że całkowite skasowanie klauzuli sumienia lekarzy rodzinnych naruszyło prawdopodobnie art. 113 konstytucji Norwegii. Mówi on, że ograniczenie praw jednostki przez władze publiczne może nastąpić wyłącznie w drodze ustawy. Można z tego wnioskować, że regulacja, której ofiarą padła dr Jachimowicz, została wprowadzona aktem zbyt niskiego rzędu. Czyli z pogwałceniem konstytucji. Norweskie sądy powszechne – inaczej niż w Polsce – mają prawo i obowiązek kontroli konstytucyjności prawa. Sąd w Skien nie zajął jednak w tej sprawie ostatecznego stanowiska. Uznał, że do przyznania słuszności polskiej lekarce wystarczyło stwierdzenie naruszenia jej praw gwarantowanych przez europejską konwencję praw człowieka.

Legenda na sali

Warto podkreślić niespodziewanie ekumeniczny wymiar inauguracyjnej rozprawy w procesie odwoławczym dr Jachimowicz. Rozpoczęła się ona dokładnie w 500. rocznicę reformacji – 31 października – a na sali sądowej zasiadła legenda norweskiego ruchu pro life Ludvig Nessa. Jako luterański pastor niezwykle gorliwie angażował się on w obronę życia nienarodzonych. W 1989 r. decyzją swych władz kościelnych został za to pozbawiony możliwości sprawowania posługi duchownego. Założył wspólnotę zwaną Kościołem Norwegii na Wygnaniu. Do dziś 68-letni Ludvig Nessa organizuje antyaborcyjne demonstracje. Odbywają się one przed norweskim parlamentem w kolejne rocznice uchwalenia prawa zezwalającego na zabijanie dzieci nienarodzonych. Obok pastora Nessy na sali sądowej w Skien zasiadł ubrany w habit o. Hallvard Hole. To norweski franciszkanin wykształcony w Polsce i świetnie znający nasz język.

Sprawa nabrała także wymiaru międzynarodowego. Ponad 181 tys. osób podpisało petycję w obronie dr Jachimowicz, spisaną w języku polskim i angielskim. Była ona skierowana do norweskiego ministerstwa zdrowia. Internetową kampanię przeprowadziła organizacja CitizenGo.

Niejasna przyszłość

Wyrok zapadł 24 listopada głosami sędziowskimi 2:1. Na razie nie jest prawomocny. Gmina w ciągu miesiąca może skierować sprawę do Sądu Najwyższego. Już zapowiedziała, że tak właśnie się stanie.

Mecenas Bleken ma nadzieję, że jeśli wyrok zostanie potwierdzony w Sądzie Najwyższym, władze Norwegii rozważą zmianę prawa w taki sposób, by dać lekarzom rodzinnym i ich pracodawcom większą swobodę kształtowania umów o pracę. – To, co zostało ustalone w wyroku, to fakt, że nie da się pewnych rzeczy narzucić lekarzom rodzinnym bez złamania europejskiej konwencji praw człowieka. Na razie nie da się powiedzieć nic bardziej precyzyjnego – ocenił mec. Bleken.

Jak powiedziała dr Jachimowicz, jej zwycięstwo odbiło się w środowisku sporym echem. Pewnie dlatego, że chyba nikt nie spodziewał się, że polskiej lekarce uda się cokolwiek wywalczyć. Nawet osoby jej życzliwe i cierpiące z podobnych powodów co ona namawiały ją, by odpuściła. Bo i tak niczego nie wywalczy. Okazało się jednak, że warto było podnieść głowę. Oczywiście proces jeszcze się nie skończył. Ale sam fakt zwycięstwa Polki w drugiej instancji bardzo pozytywnie wpłynął na Norwegów, także lekarzy myślących podobnie do niej. Był to dla nich zastrzyk nadziei. Pierwszy od wielu lat.•

« 1 »
oceń artykuł

Reklama