• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Szaleńcy Boży

    ks. Dariusz Kowalczyk SJ

    |

    GN 49/2017

    dodane 07.12.2017 00:00

    Kogo nazywamy Bożym szaleńcem? To ktoś, kto w centrum swojego życia stawia Boga.

    Książkę pod takim właśnie tytułem napisała Zofia Kossak-Szczucka. Opublikowana w 1929 r. jest wciąż aktualna, porywająca głębią treści i pięknem języka. Kogo nazywamy Bożym szaleńcem? To ktoś, kto w centrum swojego życia stawia Boga. To ktoś, kto ma Boże pasje, marzenia, wizje i kto – wbrew tzw. realiom – potrafi te marzenia zrealizować. Ludzie dobrzy, mądrzy, rozsądni, ale niemający tej iskry szaleństwa, powiedzą, że tego nie da się zrobić, że nie ma środków, możliwości. Boży szaleniec nie jest naiwny, widzi trudności, ale twierdzi, że z Bożą pomocą da się… Z czysto ludzkiego punktu widzenia rozpoczyna od zera. Ma jednak wiarę, różaniec w ręku i gorliwość, którą zapala innych. I jeszcze jedno, szaleniec Boży gotowy jest na znoszenie drwin, obelg i wszelakich innych ataków, które zawsze pojawiają się tam, gdzie dzieje się jakieś o dużym zasięgu społecznym dobro. W najnowszej, powojennej historii Polski nie brakowało nam ludzi, których można określić mianem Bożych szaleńców. Tacy byli dwaj najwybitniejsi mężowie naszych czasów: Stefan Wyszyński – Prymas Tysiąclecia i Karol Wojtyła – Jan Paweł II. Trzeba było nadzwyczajnej iskry, by wymyślić i zrealizować coś takiego jak Wielka Nowenna przed Millennium Chrztu Polski. Trzeba było Bożego szaleństwa, by przez ponad ćwierć wieku sprawować urząd biskupa Rzymu w takim stylu, jak uczynił to papież z Polski. Szaleńcami Bożymi byli m.in. ks. Franciszek Blachnicki, ks. Jerzy Popiełuszko, o. Jan Góra. Na to miano zasługuje także o. Tadeusz Rydzyk, którego pierwsze i główne dzieło, Radio Maryja, obchodzi 26 lat istnienia. Zdumiewa ogrom zajadłych ataków, donosów i oszczerstw, jakie w tym okresie musiał wziąć na siebie redemptorysta z Torunia. A jednak nie tylko nie załamał się, ale stworzył kolejne dzieła: „Nasz Dziennik”, Telewizję Trwam, Wyższą Szkołę Komunikacji Społecznej i Medialnej. Nie! Nie beatyfikuję ojca dyrektora. Pewno można go za różne rzeczy krytykować, ale to, co zrobił, budzi dziś podziw i jest dobre dla Kościoła i Polski. Oskarżany o antysemityzm nie tłumaczył, że nie jest wielbłądem, ale zaczął nawiązywać twórcze, konkretne kontakty ze środowiskami żydowskimi w Polsce i na świecie. Jednym z owoców tej działalności była Międzynarodowa Konferencja „Pamięć i nadzieja” poświęcona pamięci Polaków ratujących Żydów w czasie II wojny światowej. Módlmy się zatem, by Bóg posłał nam nowych Bożych szaleńców.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół