Nowy Numer 8/2018 Archiwum

To dobre rozwiązanie

Z prof. dr. hab. Andrzejem Barczakiem, ekonometrykiem i wychowawcą całego pokolenia polskich ekonomistów, o zakazie pracy w niedzielę rozmawia Andrzej Grajewski.

Andrzej Grajewski: Przeciwnicy ustawy zakazującej handlu w niedzielę straszą, że spowoduje ona wiele negatywnych konsekwencji dla gospodarki. Podziela Pan te opinie?

Prof. Andrzej Barczak: Nie podzielam ich. Uważam, że to argumenty emocjonalne, niepoparte żadnymi badaniami, ani tym bardziej wiedzą ekonomiczną. Istniały takie prognozy, ale nie miały one oparcia w faktach, a więc były nieuprawnione. Co będą robili Polacy, jak zacznie obowiązywać zakaz handlu w niedzielę, jak się będą zachowywać właściciele supermarketów, o tym się przekonamy w przyszłości. Jestem jednak przekonany, że nic złego się nie wydarzy. Gospodarka jest elastyczna i potrafi się dostosować do warunków, w jakich musi funkcjonować. Dużo jeżdżę po Europie i wiem, że we Włoszech, Francji czy w Niemczech supermarkety w niedzielę są zamknięte. Co więcej, we Włoszech nie mogłem zatankować samochodu, gdyż nieczynna była nawet regionalna stacja paliwowa. Podobnie jest we Francji i w Szwajcarii.

Można więc powiedzieć, że na Zachodzie regułą jest zakaz handlu w niedzielę?

Oczywiście i nikt tego nie kwestionuje. Gdyby tam ktoś używał argumentów ekonomicznych na rzecz utrzymania handlu w niedzielę, jak to miało miejsce w polskiej debacie, nikt by go nie potraktował poważnie. Tam firmy handlujące dostosowują się do ludzi, a nie odwrotnie. Na początku lat 90. wielkie zachodnie korporacje przeforsowały zgodę na handel w niedzielę i osiągały z tego ogromne zyski. Dzisiaj stoją w obliczu konieczności reorganizacji i zapewniam pana, że bez problemu dostosują się do nowej sytuacji.

W jaki sposób to zrobią?

Po prostu przedłużą czas pracy w dni robocze oraz w soboty, jeśli będzie taka potrzeba.

Czyli argument, że w sklepach spadną obroty, przez co będą mniejsze wpływy podatkowe do budżetu państwa, jest nietrafiony?

Kompletnie, gdyż nie ma żadnych twardych danych, które pozwalałyby stawiać taką tezę. Wiadomo natomiast, że obroty w piątek i sobotę przed dniami świątecznymi, objętymi obecnie zakazem handlu, znacznie wzrastają i rekompensują handlowcom wszelkie potencjalne straty. Należy więc zakładać, że z takim zjawiskiem będziemy mieć do czynienia także w przypadku niedziel objętych zakazem handlu. Po prostu ludzie będą robić zakupy wcześniej. A ponieważ sprawunki na zapas są zazwyczaj większe, obroty z pewnością nie zmaleją. Gospodarstwa domowe generują popyt. I zaraz jest odpowiedź handlu w postaci podaży. Jeśli ktoś ma kupić buty, a dotąd dokonywał zakupu w niedzielę, to teraz także je kupi, tylko że zrobi to w piątek lub sobotę. A poza tym teraz nie trzeba chodzić do supermarketu w jakikolwiek dzień tygodnia. Wystarczy, że klient siądzie wieczorem przed domowym komputerem i w internecie kupi sobie dowolny towar. W tej chwili 40 proc. zakupów robi się w ten sposób.

Ustawa, o której mówimy, handlu w internecie nie zakazuje.

Właśnie, a to moim zdaniem jest forma, która w przyszłości całkowicie zmieni handel. Rozmawiamy o handlu w niedzielę, ale dla młodego pokolenia często nie ma to już żadnego znaczenia. Młodzi większości zakupów dokonują w świecie wirtualnym. Im zakaz handlu w niedzielę nie będzie przeszkadzał. Według mnie za kilkanaście lat w ogóle nie będzie supermarketów, gdyż handel przeniesie się do przestrzeni wirtualnej. Wielkie hale supermarketów, w których dokonujemy dzisiaj zakupów, będą używane jako magazyny Amazona [amerykańska firma, jeden ze światowych liderów sprzedaży w internecie – red.]. Gospodarka cyfrowa za 15 czy 20 lat kompletnie zmieni nasze obyczaje, także handlowe. O tym trzeba myśleć, a nie bronić anachronicznego pod każdym względem handlu w niedzielę. Ten model wkrótce trafi do lamusa i jego obrona nie ma żadnego sensu.

A co z czasem wolnym, który część z nas spędza właśnie w galeriach handlowych? Obrońcy handlu w niedzielę mówią, że odbieramy ludziom prawo do tego spaceru.

To oczywiście argument kompletnie załgany. Ludziom, którzy go używają, nie chodzi o naszą wolność do spacerowania po galeriach, ale o nasze pieniądze, które mamy tam wydać. Jeśli galerie będą zamknięte, zaczniemy wreszcie naprawdę spacerować na świeżym powietrzu, korzystając z wielu atrakcji, które są praktycznie już w każdej przestrzeni miejskiej. Ludzie potrafią się przyzwyczaić do nowych warunków.

W tej debacie zwrócono uwagę na jeszcze jedną ważną okoliczność. Otóż właściciele polskich średnich sklepów byli zmuszani do otwierania ich w niedzielę tylko dlatego, że wielkie sieci handlowały w ten dzień. Sami nie mieli zysku z niedzielnego handlu.

Z pewnością to także ważny element nowych regulacji. Zwiększa szansę polskich przedsiębiorców, co jest wartością samą w sobie.

Długo będziemy musieli się przyzwyczajać do nowych reguł?

Nie sądzę, aby trwało to długo. Będzie to przebiegało w sposób naturalny, zwłaszcza że młode pokolenie w ogóle tego nie odczuje. Musimy patrzeć w przyszłość, a nie w przeszłość. Wolny czas, jaki mamy w niedzielę, powinniśmy spędzać aktywnie, na świeżym powietrzu albo korzystając z dóbr kultury. Zamiast do galerii handlowej rodzice pójdą ze swymi dziećmi do parku albo pojadą na wycieczkę do Krakowa, chociażby po to, aby pokazać im oryginalny „Hołd pruski”. W tym kontekście zamknięcie galerii handlowych powinno być ważnym impulsem do rozwoju własnej aktywności i kreatywności.

Podnoszony był także argument, że likwidacja handlu w niedzielę spowoduje, że pracę straci kilkanaście tysięcy ludzi, głównie młodych, którzy wtedy dorabiają.

Nie sądzę, aby tak się stało. Na Zachodzie coraz częściej organizowane są protesty pracowników wielkich sieci handlowych, którzy domagają się zwiększenia zatrudnienia. Nie chodzi im o pieniądze, ale o zmniejszenie liczby godzin pracy. U nas będzie podobnie. W tej chwili zatrudnienie w sklepach wielkopowierzchniowych w Polsce jest znacznie mniejsze aniżeli na Zachodzie. Ludzi nie będą więc zwalniać, ale poszukiwać nowych pracowników, gdyż tego stanu obciążenia pracowników handlu, jaki jest obecnie, po prostu dłużej utrzymać się nie da. Na Zachodzie wielką rolę w tych procesach odgrywają związki zawodowe, które rzeczywiście dbają o to, aby praca była wykonywana zgodnie z przepisami i by przestrzegane były wszystkie normy.

Niestety, u nas w wielu sieciach handlowych związki nie są mocne, a bywało, że tym, którzy próbowali je zakładać, pracodawca przeszkadzał.

To element pewnej kultury pracy, do której musimy dojść także w handlu. Rola mądrze działających związków zawodowych w humanizacji pracy jest nieoceniona. U nas związki są za słabe i nie najlepiej zorganizowane, z przerostami biurokracji związkowej. Na Zachodzie wygląda to inaczej. Różne centrale potrafią się jednoczyć w akcjach na rzecz obrony praw pracowniczych.

Pojawił się także argument, że na terenach przygranicznych stracimy klientów ze Wschodu, którzy przyjeżdżali do nas głównie w niedzielę, aby robić zakupy.

Nie sądzę, abyśmy mieli ich stracić. Jeśli temu klientowi ze Wschodu będzie się opłacało, przyjedzie także w inny dzień. Zwłaszcza jeśli sklepy zachęcą do robienia zakupów np. w poniedziałek, kusząc różnymi marżami, zniżkami bądź promocjami. Jak jest popyt, będzie i podaż. Takie jest prawo natury. Uważam, że cała dyskusja wokół tej ustawy odbywała się pod wielką presją lobbingu wielkich sieci handlowych, które chciały utrzymać istniejące status quo, gdyż tak jest dla nich najwygodniej i nie muszą niczego zmieniać. Ten lobbing okazał się i tym razem częściowo skuteczny. Na skutek tego nie mamy wszystkich wolnych niedziel, ale będziemy do tego dochodzili przez dwa lata. Lepiej późno niż wcale. Jestem także przekonany, że zakaz handlu w niedzielę przyczyni się do poprawy jakości życia społecznego. W ekonomii jest specjalna dyscyplina poświęcona ekonomicznym aspektom wykorzystania czasu wolnego. Obejmuje to turystykę, działalność show-biznesu, jak również gastronomię. Ten czas wolny, spędzany aktywnie, jest źródłem wielkich dochodów dla poszczególnych przedsiębiorców, ale także całego państwa. Jeśli człowiek będzie miał więcej czasu do dyspozycji, to rynek zaproponuje mu różnego rodzaju usługi, co przełoży się na dochody w różnych gałęziach gospodarki. Będziemy mogli korzystać z usług, które nas rozwijają intelektualnie i fizycznie. To także szansa dla rodzin, które dzisiaj często nie mają czasu dla siebie. Jeśli niedziela będzie wolna, bliscy będą mogli spędzić ją razem. Dzięki temu rodziny będą mogły żyć bardziej rodzinnie, a to wszystkim wyjdzie na dobre. Społeczeństwo bez rodzin nie ma przyszłości. •

« 1 »
oceń artykuł

Reklama