GN 20/2018 Archiwum

(Nie)możliwa miłość

W Bożych planach było i to, że Maryja, dziewica i matka Syna Bożego, ma być poślubiona Józefowi. Jak tę miłość przeżywał Józef? Poniżej próba rekonstrukcji.

Mężczyźnie nie jest łatwo zrozumieć kobietę. A cóż dopiero taką Kobietę! Ale pogodziłem się z tym, że nie muszę wszystkiego rozumieć. Skapitulowałem. Uznałem, że najważniejsze to zaufać. Panu Bogu i jej. Warto godzić się na „niemożliwe” w tym życiu, by zyskać to, co nieprzemijające.

Miłość Jahwe, miłość Miriam

Czy ją kochałem? A cóż to za pytanie. Przecież byliśmy już po słowie. To prawda, że wzrok Miriam mnie onieśmielał. Widziałem w jej oczach niebo. Nie potrafię tego inaczej opisać. Mówiła, że mnie kocha, i na jednym oddechu powtarzała: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym sercem...”. Nie rozumiałem wtedy jeszcze wagi tych słów. Data ślubu była wyznaczona, goście zaproszeni. Chcieliśmy być razem. Marzyliśmy o wspólnym domu. Pragnąłem jej bliskości, ciepła, czułości. W tamtych dniach gorliwie modliłem się słowami psalmu: „Małżonka twoja jak płodny szczep winny we wnętrzu twojego domu. Synowie twoi jak sadzonki oliwki dookoła twojego stołu. Oto takie błogosławieństwo dla męża, który boi się Pana”. Bałem się Pana i czekałem, by to błogosławieństwo wypełniło się w moim życiu.

Ostatnie święto Paschy przed zaręczynami. Zgodnie z tradycją wsłuchiwałem się w synagodze w słowa Szir Haszirim. Pieśń nad Pieśniami to zwój przeznaczony na to święto. „O jak piękna jesteś, przyjaciółko moja…” – powtarzałem Boże słowo, spoglądając ukradkiem na Miriam. „Oczarowałaś me serce, siostro ma, oblubienico, oczarowałaś me serce jednym spojrzeniem twych oczu, jednym paciorkiem twych naszyjników. Jak piękna jest miłość twoja, siostro ma, oblubienico”.

Miałem ochotę tańczyć do słów tej pieśni i śpiewać o miłości. Cieszyłem się jak Adam na myśl o Ewie, widziałem w Miriam najcudowniejszy dar Boga i czułem się niegodny tego skarbu. Skoro Najwyższy darzy tak gorącą miłością swój lud, to ja czułem się trochę podobny do Niego. Jahwe – wieczny oblubieniec miłujący swój lud, swoją oblubienicę. A my z Miriam jakby ukryci we wnętrzu tej miłości.

Tak właśnie widziałem miłość. Pobożnie, czyli po Bożemu. Bo te dwie miłości, Boża i ludzka, łączą się ze sobą bardzo głęboko. Oblubieniec zwraca się do ukochanej: „siostro, przyjaciółko i oblubienico”. Rozmyślałem, siostra i oblubienica? Dziwne połączenie. Wtedy jeszcze, z głową w chmurach, nie pojmowałem, że w tych słowach kryje się coś, co będzie mi przeznaczone. Czy nie jest tak, że w swojej żonie trzeba widzieć także siostrę w człowieczeństwie (wszak mamy jednego Ojca!) i przyjaciółkę?

Wybierałem dwa razy

Wybierałem ją dwa razy jako żonę. Pierwszy raz tak jak wszyscy młodzi. Zgodnie ze zwyczajem prosiłem jej ojca o rękę córki. Zgodził się, znał mnie. Na odchodne powiedział mi tajemniczo, że sama miłość do Miriam nie wystarczy, że może nam się udać tylko wtedy, gdy bardziej niż ją będę kochał Boga. Dziś wiem, że to było proroctwo, które powtórzę wszystkim narzeczonym.

Wszystko potoczyło się tak inaczej. W każdym małżeństwie rzeczy toczą się inaczej, niż planujemy. Kiedy zauważyłem, że Miriam nosi pod sercem dziecko, poczułem, że ziemia usuwa mi się spod nóg. Kto jest ojcem? Musiało się stać coś strasznego, to była pierwsza myśl. Tymczasem z niej emanował jakiś nieziemski spokój. Ale to tylko potęgowało moje zamieszanie. Nie chciałem jej skrzywdzić, nie podejrzewałem ani przez moment o coś złego, ale nie rozumiałem. A ona prosiła łagodnie, bym zaufał, że wszystko się wyjaśni, że Bóg ma swój plan, że jest blisko, że nas nie zostawi, że znajdziemy drogę.

Postanowiłem odejść. Wtedy Pan Bóg rzucił mi koło ratunkowe. „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów”. Gdy to do mnie dotarło, powiedziałem „Amen”. Wybrałem i ją, i Boga na nowo. Na zawsze. To nocne proroctwo stało się moją Ewangelią, moją skałą, moim drogowskazem, światłem w ciemności. Tego już się trzymałem do końca moich dni. Nie tylko Syn począł się z Ducha Świętego. Moja decyzja, moje trwanie przy Maryi, moja miłość – to wszystko też zrodziło się na nowo z Ducha Świętego.

Należymy do Niego

Jeśli kiedykolwiek przyjdzie jakiemuś małżonkowi myśl, by odejść, wołajcie mnie na pomoc. Podpowiem, zwłaszcza mężczyznom, co trzeba. Nie znamy nigdy całej prawdy. Nie rozumiemy do końca drugiej strony. Zapatrzeni w siebie gubimy się w domysłach, podejrzeniach. Nasz egoizm, pożądanie, zazdrość, pycha zaciemniają obraz. Sami nigdy nie widzimy wspólnych małżeńskich spraw jasno. A co najgorsze, zapominamy o tej trzeciej stronie, o Bogu. A On nam sprzyja.

Zrozumiałem, że Pan Bóg szanuje naszą decyzję o małżeństwie. Ma wprawdzie swoje wielkie plany, ale niczego nie chce w nas niszczyć, niczego nam odbierać. Szanuje nasze małe plany. Czy nie jest cudowne to, że Jego Syn miał przyjść do nas przez normalny ludzki dom? Kryje się tu niezwykła prawda: małżeństwo i rodzina to wielka sprawa dla Boga! Tak było od początku, ale wciąż zapominamy o tym. Jak to było w raju? Adam i Ewa, obdarowani sobą nawzajem, ich miłość od początku miała być znakiem miłości Boga. Zanim pojawiły się chrzest czy Eucharystia, było już... małżeństwo, jako święty znak, w którym błyszczy szekina, Boża chwała!

Czy odnalazłem spełnienie jako mąż u boku małżonki i jako ojciec Jezusa? Kiedy się żyje pod jednym dachem z Bogiem i ukochaną kobietą, to czy mogło być mi źle? Czy jest możliwe większe szczęście? Jasne, że bywały trudne chwile. Jak w każdej rodzinie. Męcząca wędrówka do Betlejem, w gospodach nie chcą nas przyjąć. Bóg się rodzi, a ja nie potrafię znaleźć godnego miejsca, by mógł przyjśc na świat. Głód, smród i ubóstwo. Czułem, że zawiodłem. A potem ucieczka przed Herodem, emigracja do Egiptu. Budowa naszego skromnego domu w Nazarecie. No i dwunastolatek, jak to nastolatki, zagubiony w Jerozolimie . W ciągu tych lat w Nazarecie dominowała proza życia, żadnych cudowności. Patrząc na rosnącego Jezusa, nieraz wydawało mi się, że Jego pochodzenie to tylko sen. Jedynie w oczach Miriam widziałem wciąż niebo. Czułem, że ona należy bardziej do Boga niż do mnie. Wszyscy bowiem należymy bardziej do Boga niż do kogokolwiek innego.

A co z tym seksem?

To was niepokoi? Niepotrzebnie, ale rozumiem. Nie czułem się niespełniony jako mężczyzna. Seks jest świetnym pomysłem Boga, jednak to tylko ikona, cielesny wyraz komunii osób. Tak, żyliśmy we wstrzemięźliwości. Tak chciała Miriam i ja także. I tak chciał Bóg. Dlaczego? Jezus mówił kiedyś, że w niebie już żenić się nie będą, ani za mąż wychodzić. A przecież tam będzie i miłość, i cielesność w nowym wydaniu. Żyliśmy z Miriam w czystości nie dlatego, że seks jest zły. Między nami było już teraz jak w niebie, bo wraz z Jezusem niebo zstąpiło na ziemię. Zamieszkało między nami. Dosłownie między nami! Obecność Boga nie pomniejsza miłości, ale ją potęguje. Jedno spojrzenie, uśmiech czy dotyk dłoni może wyrazić większą bliskość i miłość, niż sądzicie. Im bliżej jesteście oboje Boga, tym bliżej siebie.

To, co dziś niszczy wiele małżeństw, to pornografia. Wielu wydaje się, że czystość to jakieś nieludzkie wyrzeczenie. Owszem, trzeba zapanować nad sobą, ale dojrzała czystość ma swoją pozytywną stronę. To wyzwolenie, doświadczenie przejrzystości, prostoty i radości. To chwała ludzkiego ciała przed Bogiem. Płciowość to „wielka tajemnica”, jak pisze św. Paweł. Gdy się ją przeżywa w „bojaźni Chrystusowej”, otwierają się nowe horyzonty, zdumienie, szacunek, zachwyt.

Nie znaczy to, że wszystkie małżeństwa mają naśladować nasz dziewiczy styl. To nie jest wasze powołanie. ­Kochajcie się, twórzcie jedno ciało, bądźcie płodni, znajdujcie radość w seksie. Człowiek jest najbardziej podobny do Boga, gdy kocha. Ale uważajcie. Seks jest pomyślany przez Boga jako ikona, w pewnym sensie jako celebracja sakramentu małżeństwa, w którym wy sami jesteście kapłanami. Zjednoczenie seksualne ma być znakiem nie tylko waszego wzajemnego obdarowania. Ono zapowiada niebo, wieczną szczęśliwość. To przedsmak uczty Godów Baranka. I właśnie dlatego seksualność jest dla wielu pułapką, staje się bożkiem. Zamiast dawać szczęście, może głęboko ranić. Zamiast jednoczyć, może zamykać. Zamiast być znakiem miłości, może być formą egoizmu. Dlatego tak ważne jest mówienie całej prawdy o seksie, czyli o jego Bożym pochodzeniu i celu.

Kochać jak Józef

Kilka rad dla małżonków: 1. Zawsze jest inaczej, niż planowaliście czy marzyliście.Akceptujcie to. 2. Miłość to nie tylko uczucia. To bardziej wybór. Anielska rada, gdy nachodzi was pokusa odejścia: „Nie bój się wziąć do siebie swej małżonki/swego małżonka”. 3. Bez zasilania z nieba nie dacie rady, czyli bądźcie wierni modlitwie, spowiedzi, Mszy św.; od czasu do czasu rekolekcje. 4. Unikajcie pornografii, chrońcie przed nią młodych, módlcie się o czyste serce. 5. Uczcie się patrzeć na siebie jak na siostrę/brata w człowieczeństwie, jak na przyjaciela. 6. Nie przelewajcie na dzieci całej miłości, zapominając o kochaniu współmałżonka. 7. Czystość w małżeństwie też jest potrzebna. Nie w znaczeniu wstrzemięźliwości, ale w tym sensie, że jedność ciał ma harmonizować z jednością osób. Seks jako zaspokojenie swoich potrzeb raczej oddala, niż zbliża. 8. Myślcie kategoriami „my” nie „ja”. 9. Wierzcie w moc sakramentu małżeństwa. •

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • gosc
    12.12.2017 08:48
    Powszechny bład w tych rekonstrukcjach, to założenie, że Józefa i Marię łączyła miłość romantyczna (tzn że byli w sobie "zakochani") -tymczasem w tamtych czasach i kulturze żydowskiej małżeństwa były aranżowane przez rodziny, państwo młodzi nie musieli się nawet znać wcześniej i naprawdę romantyczne uczucia nie były aż tak wynoszone na piedestał jak teraz. Zatem o wiele bardziej prawdopodobne jest, zwłaszcza w stosunku do Maryi i Józefa (którzy jak wiadomo pochodzili z dobrych rodów) że ich małżenstwo zostało starannie przygotowane i zaaranżowane z przyczyn innych niż ich domniemana miłość... co nie zmienia faktu,że zapewne oboje gorliwie się modlili o mozliwie jak najlepsze wypelnienie przeznaczonych dla nich ról.
    doceń 7
  • AB
    09.01.2018 11:41
    Te porady sà piękne, ale opisujà rodzinę idealnà albo przynajmniej zmierzajàcà do ideałi. A co jeśli jeden z małżonków odrzuca naukę Kościoła albo wogóle traci wiarę? Dziś to bardzo częsta sytuacja :-(
    doceń 3
  • śwjacenty
    09.01.2018 11:48
    "Tak, żyliśmy we wstrzemięźliwości. Tak chciała Miriam i ja także. I tak chciał Bóg" a w ewangelii św. Mateusza (1,25) czytamy: "Ale nie obcował z nią, dopóki nie powiła syna, i nadał mu imię Jezus."
    doceń 4
  • gut
    10.01.2018 22:30
    Bardzo oryginalna, fajna ścieżka rozważań! ;-> Iść tą drogą iść... ;)))
    doceń 3

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama