• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Już to gdzieś widziałem...

    Piotr Legutko

    |

    GN48/2017

    dodane 30.11.2017 00:00

    Zwiastuny nowych filmów i seriali, zwane dziś modnie (bo z angielska) trailerami, to prawdziwe dzieła sztuki filmowej. Są dla obrazu tym, czym tweety dla wypowiedzi pisemnej: krótkie, treściwe i trafione w punkt. Dostajemy w dwuminutowej pigułce najatrakcyjniejsze sceny i najzabawniejsze dialogi. Dowiadujemy się nie tylko, kto gra główne role i o czym jest film. Coraz częściej widzimy kilka zwrotów akcji prowadzących do finału. A potem… już nie bardzo chce nam się sam film oglądać.

    Mówię, rzecz jasna, za siebie. Jeśli jestem zainteresowany wieczornym seansem przed telewizorem, jak ognia unikam trailera, czyli – powiedzmy to wprost – streszczenia. Zwiastuny, które w założeniu powinny niczym przystawki zaostrzać apetyt, nie pozostawiają dziś miejsca na zaskoczenie, pozwalają potem, przy daniu głównym, co najwyżej delektować się stylem, zręczną narracją, dobrą grą aktorów. Stały się tym, czym są bryki dla dobrych książek.

    Wiem, nie wszyscy tak mają. Może nawet należę do wyjątków, a potencjalny widz kocha pełnokrwiste zwiastuny. I wcale nie przeszkadza mu, że po ich obejrzeniu wie już prawie wszystko. Przeciwnie. Dopiero wtedy może podjąć decyzję: warto czy nie warto poświęcić więcej czasu na pełną wersję filmu lub serialu. To w pewnym sensie zjawisko cywilizacyjne. W drugiej dekadzie XXI wieku już nie kupuje się kota w worku. Towary mają swoje próbki, książki – bryki, a filmy trailery. Muszę najpierw skosztować, poczuć, spróbować, zanim podejmę decyzję. W tej kulturze nie ma już miejsca na podróż w nieznane. I może szkoda...

    To dlatego coraz mniej oryginalnych scenariuszy, nowych pomysłów, a coraz więcej ekranizacji komiksów, gier komputerowych, remake’ów starych, sprawdzonych przebojów. Triumfy święci prawo inżyniera Mamonia (z „Rejsu”): „podobają mi się tylko te melodie, które już słyszałem”. I właśnie obejrzany wcześniej zwiastun ma sprawić, że oglądając po raz pierwszy film, nic nie ryzykujemy. Przeciwnie, mamy to błogie uczucie, że już to gdzieś widzieliśmy...

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół