• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Nowe wyzwania

    Andrzej Grajewski

    |

    GN48/2017

    dodane 30.11.2017 00:00

    Udało się opanować sytuację w spółkach górniczych, ale do normalności droga daleka. Węgiel zdrożał o blisko 25 proc. i w wielu miejscach kraju do niedawna go brakowało. Nieszybko uda się nadrobić zaległości z poprzednich lat.

    Węgla na składach jesienią brakowało, ponadto był on znacznie droższy aniżeli przed rokiem. To konsekwencja podwyżek na światowych rynkach, które odczuli konsumenci, ale które pozwoliły zarazem stanąć na nogi spółkom górniczym. Niedobory miały jednak głębsze przyczyny. Górnictwo potrzebuje czasu, aby odbudować możliwości techniczne, umożliwiające zwiększenie wydobycia. W okresie trwającej kilka lat dekoniunktury nie inwestowano w nowe ściany, sprzęt oraz lepsze technologie. Na zmieniający się rynek węgla opałowego mają jednak wpływ także inne czynniki, m.in. skądinąd słuszna i potrzebna walka ze smogiem, prowadzona przez samorządy w kilku rejonach kraju.

    Biedniejsi zapłacą więcej

    – Obecnie sytuacja na rynku się ustabilizowała – mówi Łukasz Horbacz, prezes Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla, zrzeszającej ponad 100 autoryzowanych sprzedawców węgla pochodzenia krajowego, zaopatrujących głównie indywidualnych odbiorców oraz mniejsze ciepłownie. To istotny podmiot na rynku opałowym. Węgiel wykorzystywany jest w ok. 3,5 mln gospodarstw domowych, co pokazuje również społeczny wymiar problemu zaopatrzenia tego rynku. – W trzecim kwartale mieliśmy do czynienia z brakami, co spowodowane było także większymi zakupami. Klienci, słysząc, że węgiel drożeje, robili zakupy większe niż przed rokiem, ale obecnie sytuacja wydaje się opanowana i węgiel jest dostępny – dodaje prezes Horbacz. Jednocześnie potwierdza, że cena detaliczna węgla wzrosła o 15–25 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem, w zależności od gatunku. Nastąpiły także istotne zmiany w asortymencie, co jest związane z uchwałami antysmogowymi, podejmowanymi przez kolejne samorządy. W efekcie eliminowane są z rynku paliwa najtańsze, jakościowo najgorsze, a więc muły i flotokoncentraty. – Według moich szacunków – mówi prezes Horbacz – stanowiły one dotąd 6 proc. całego rynku paliwa opałowego, który wynosi ok. 10 mln ton. Tę lukę trzeba było pokryć zakupami innych sortów, których początkowo brakowało. Warto przy okazji zwrócić uwagę także na społeczny aspekt tego, co popularnie nazywa się walką ze smogiem. Uczestniczyłem w konsultacjach praktycznie wszystkich antysmogowych uchwał samorządowych i, niestety, w żadnym wypadku nie spotkałem się z refleksją, jakie będą ich konsekwencje dla społeczeństwa, a przede wszystkim dla najbiedniejszych. Dotyczy to zarówno wymiany pieców, jak i konieczności zakupu lepszego paliwa. 80 proc. gospodarstw w Polsce używa pieców pozaklasowych, tzw. kopciuchów, które kosztują od 1500 do 2000 zł. W województwach, w których podjęto uchwały antysmogowe, muszą być one zastąpione piecami piątej klasy. Te zaś kosztują ok. 10 tys. zł lub więcej. To nie wszystko. Dotąd indywidualny odbiorca mógł kupować tanie paliwo, płacąc od 250 do 350 zł za tonę mułu czy flotu. Obecnie musi kupować wysokiej jakości miał, którego najtańszy gatunek kosztuje ok. 600 zł za tonę. Tak więc dla najbiedniejszej części społeczeństwa cena węgla w ostatnim czasie wzrosła blisko trzykrotnie – podkreśla prezes Horbacz. Oczywiście górnictwo będzie musiało się także przystosować do nowej sytuacji. Rynek dla ekogroszku szacowany jest na ok. 2 mln ton.

    Ciepło luksusem?

    W polityce społecznej używane jest pojęcie ubóstwa energetycznego. Opisuje stan, w którym gospodarstwo domowe nie może sobie pozwolić na energię lub usługi energetyczne, by zapewnić podstawowe, codzienne potrzeby, a więc ogrzewanie lub chłodzenie, gotowanie bądź oświetlenie. To ważny problem społeczny, którego waga w przyszłości będzie wzrastała. W UE ocenia się, że mamy do czynienia z ubóstwem energetycznym, gdy obywatel wydaje więcej niż 10 proc. swojego budżetu domowego na wszystkie paliwa wykorzystywane do ogrzania domu do odpowiedniej temperatury. Dla pełnego obrazu warto dodać, że średnio mieszkaniec Unii przeznacza na zakup opału jedynie ok. 6 proc. swego budżetu domowego. Tymczasem u nas ok. 1,5 mln gospodarstw domowych wydaje na zakup węgla na zimę więcej niż 10 proc. budżetu. To zaś oznacza, że dla części naszych rodaków ogrzanie mieszkania zimą może być trudnym do osiągnięcia luksusem.

    Te wyliczenia pokazują, że samorządy, podejmując uchwały antysmogowe, w ogóle nie pomyślały o tym, że słusznie walcząc o czyste powietrze, nakładają na barki najbiedniejszych obywateli ogromne ciężary. Efekt będzie taki, że coraz więcej ludzi realnie doświadczy ubóstwa energetycznego. – Już obecnie niemal 10 proc. najuboższych spośród ogrzewających się indywidualnie węglem wydaje ok. 25 proc. swego rocznego budżetu domowego na zakup opału – mówi prezes Horbacz. – To niedopuszczalne.

    Walka ze smogiem jest zadaniem pilnym i koniecznym, ale nie może przynieść skutków, jeśli ograniczy się wyłącznie do zakazów i eliminowania gorszej klasy pieców oraz gorszych gatunków węgla. Zdesperowani ludzie, aby przeżyć zimę, będą palić czymkolwiek, aby nagrzać mieszkania i nie zamarznąć. Potrzebne są więc działania osłonowe dla najsłabszych oraz rozłożenie całego procesu w czasie.

    Nie ulega wątpliwości, że ekologia będzie miała coraz większy wpływ na kształt górnictwa. Od 2009 r. w Unii Europejskiej konsekwentnie przyjmowane były dokumenty jasno sugerujące, że czas tolerancji dla wykorzystywania węgla kiepskiej jakości się kończy. Jednak przez lata w spółkach węglowych nikt się tym nie przejmował. Ich szefowie mieli na głowie przede wszystkim problem, jak zebrać pieniądze na najbliższą wypłatę dla górników i przetrwać do jutra. Dzisiaj to się zmienia. Kopalnie muszą przygotować inwestycje, aby produkować więcej tzw. sortymentów grubych, średnich i drobnych oraz ekogroszków, ale ich cena będzie znacznie wyższa.

    Zaległości do odrobienia

    Utworzenie na bazie bankrutującej Kompanii Węglowej nowej spółki – Polskiej Grupy Górniczej (PGG) uchroniło przemysł węglowy przed załamaniem. Reformie pomogły podwyżki cen węgla, ale także racjonalne działania zarządu PGG. Dzięki temu zaoszczędzono ok. 150 mln zł z kosztów funkcjonowania spółki. Tę operację umożliwiła odpowiedzialna postawa górników. Zgadzając się na porozumienie zawarte przez związki zawodowe w kwietniu 2016 r., pracownicy kopalń rezygnowali w sumie z prawie 1 mld zł własnych należnych świadczeń. Wszystko to przyniosło pozytywny skutek. W tym roku PGG osiągnie ok. 200 mln zł zysku.

    Jednym ze skutków ubocznych ostatnich kilku dramatycznych dla górnictwa lat, kiedy ceny węgla osiągnęły dno, było praktycznie całkowite zaniechanie inwestycji. Potrzeba więc czasu oraz niemałych środków, aby zakupić sprzęt oraz przygotować nowe ściany do eksploatacji. To oczywiście musi potrwać jakiś czas, aby przełożyło się na zwiększenie wydobycia. Problemy pogłębiają remonty torowisk, co utrudnia rozwiezienie po kraju węgla wydobytego na Śląsku. Dlatego, pomimo że PGG wyprodukowała i sprzedała w tym roku ok. 230 tys. ton węgla opałowego więcej niż rok wcześniej, w wielu miejscach kraju brakuje tego paliwa. Zwiększone zapotrzebowanie na węgiel wynika także z tego, że chęć zakupu surowca z polskich kopalń zgłosili dodatkowo odbiorcy, którzy dotąd korzystali w dużej części z węgla importowanego. Obecnie, w związku ze wzrostem cen na rynkach międzynarodowych, jest on droższy od krajowego.

    Czy tym wyzwaniom sprosta w najbliższych latach stale kurczące się polskie górnictwo? Łatwiej nie będzie, nawet jeśli utrzymają się dobre ceny węgla. Poprawa efektywności spółek następuje m.in. przez tworzenie tzw. kopalń zespolonych oraz przekazywanie trwale nierentownych zakładów do Spółek Restrukturyzacji Górnictwa (SRK), gdzie po jakimś czasie są zamykane. Zmniejszano w ten sposób koszty, ale spadało także wydobycie. Dzięki wzrostowi cen węgla o 22 proc. wzrosły przychody kopalń, ale produkcja spadła o ok. 6 proc., czyli wydobyto o ponad 3 mln ton węgla mniej niż przed rokiem. Brakujący węgiel – ponad 2 mln ton – musieliśmy kupić za granicą, głównie w Rosji.

    Elementem sprzyjającym osiągnięciu dobrego wyniku była także racjonalizacja zatrudnienia. Od ubiegłego roku z górnictwa odeszło ponad 10 tys. pracowników, którzy skorzystali z odpraw i urlopów górniczych. Ten model jednak się kończy. W 2018 r. spółki górnicze nie będą już miały możliwości przesuwania nierentownych kopalń do SRK. Nie będzie więc osłon socjalnych i działań restrukturyzacyjnych, prowadzonych z funduszy budżetu państwa. Wszystkie tego typu koszty będą musiały ponosić spółki węglowe. Przyszyły rok zdecyduje o tym, czy oddech, jaki górnictwo złapało w tym roku, zostanie mądrze wykorzystany, czy będzie wstępem do nowych kłopotów. 

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół