• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Co uważasz za swój największy życiowy sukces?

    Adam Szewczyk

    dodane 30.11.2017 00:00

    Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim.  Mt 4,20

    Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci, Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami.
    I rzekł do nich: „Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi”.
    Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim.

    A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał.
    A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.


    Dzisiejsze zafiksowanie na punkcie zdobywania świata i wyławiania z niego najatrakcyjniejszych świecidełek sięga jakiegoś zenitu. Nie dlatego, że człowiek jest inny niż kiedyś. Jego serce jest od zawsze takie samo. Doskonalsze są tylko narzędzia uwodzenia tego serca. Miałem taki obraz. Przed Bogiem staje człowiek sukcesu, pokazując z dumą swój obfity życiowy połów. Jednak na Bogu nie robi to wrażenia. Potem podchodzi inny człowiek. Jego serce jest pełne takich samych marzeń. Jednak nie było mu dane spełnienie większości z nich. Bóg z zainteresowaniem pyta: co uważasz za swój największy życiowy sukces? To, że umiałem się bez niego obejść, odpowiada. I Bóg się wzrusza. Wszystko jest po coś. To na wskroś chrześcijańska maksyma. Jeżeli spotyka cię w życiu cierpienie, pomyśl, że dostajesz wtedy od Boga niebieską walutę, za którą będziesz mógł kiedyś kupić największy skarb. Jeżeli potrafisz uwolnić się od obsesji łowienia skarbów tego świata i pójść za Tym, który ma do zaoferowania skarby nieskończenie cenniejsze, jesteś na najlepszej drodze do szczęścia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • CzR
      30.11.2017 10:18
      Odnoszę wrażenie, że po raz kolejny wmawia się nam, że chrześcijanin MUSI cierpieć, aby był miły Bogu. Jeśli odniesiesz sukces za życia, spełnisz się, będziesz szedł za marzeniami, to przegrasz życie w oczach Boga. Czy Bóg nie chcę czasem, żebyśmy się spełniali? Czy mamy być tylko szarymi ludźmi, którzy wiecznie muszą sobie czegoś odmawiać?
      Rozumiem kwestię "świecidełek", ale nie popadajmy ze skrajności w skrajność! Można je mieć, nie tracąc głowy!
    • pelek
      30.11.2017 19:28
      Autor czyni szkolny błąd utożsamiając wszelkie marzenia i plany życiowe ze świecidełkami. To nie jest chrzescijańskie podejście do życia. Pan Bóg nakazał nam czynić sobie ziemię poddaną oraz obracać talentami, które nam dał. Bóg nie premiuje marzycielskiego nieróbstwa, do którego ktoś dokłada rzewną filozofię pt. "umiałem żyć bez tego", bowiem ten, który zakopał talent został nazwany sługą złym i gnuśnym. Taki przyklad: człowiek się żeni, zakłada rodzinę, trwa w wierności, w rodzinie nie zawsze jest łatwo, ale z pomocą Bożą odnosi sukces życiowy w postaci udanego małżenstwa i szczęśliwej rodziny. Inny w tym czasie chleje, romansuje, a po latach zostaje sam. I ten drugi wg Autora ma być doceniony przez Pana Boga? "Marzylem o udanym małżeństwie, rodzinie, a moim największym sukcesem było to, że umiałem się bez tego obejść". Przecież to jest absurdalne.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół