• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Dlaczego to nie jest nasz cel?

    dodane 16.11.2017 00:00

    Natrafiłem na rozmowę z biskupem Antoinem Chberem z Tartus w Syrii. Jest on kolejnym hierarchą z Bliskiego Wschodu, który dobitnie mówi, że tamtejszych chrześcijan nie należy przyjmować do Europy, ale zdecydowanie lepiej pomagać im na miejscu.

    Z powodów czysto ludzkich – w Syrii są u siebie, w swoim domu, a do europejskich warunków trudno im się przyzwyczaić. Ale wśród przyczyn są również kwestie ekonomiczne – za te same pieniądze można pomóc dziesięć razy większej liczbie osób na miejscu, niż w Europie. Przypomnę, że to nie są moje słowa, ale opinia syryjskiego biskupa. W rozmowie pojawił się też wątek islamski. Biskup z Tartus przekonywał, że ponieważ syryjscy chrześcijanie od wieków żyją razem z muzułmanami i dzięki temu dobrze ich znają, i tylko oni potrafią zanieść Ewangelię do świata arabskiego. A na Bliskim Wschodzie żyje 300 mln wyznawców Allaha. Zaraz potem dodał jednak zdanie, którego nie rozumiem: „Nie chodzi o to, że chcemy ich wszystkich nawrócić na chrześcijaństwo, nie to jest naszym celem”. Nie pojmuję, dlaczego katolicki biskup zastrzega się, że jego celem nie jest nawrócenie muzułmanów na chrześcijaństwo? Ja oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że przyprowadzenie do Kościoła 300 mln muzułmanów żyjących na Bliskim Wschodzie jest niewykonalne, skoro nawet św. Franciszkowi z Asyżu nie powiodła się taka misja ewangelizacyjna. To jest dla mnie jasne. Prawdopodobnie wcześniej chrześcijanie zupełnie znikną z Syrii, niż tamtejsi muzułmanie trafią do Kościoła…

    Realizm jest potrzebny, nie rozumiem jednak, skąd bierze się wyraźnie zarysowany rodzaj kapitulanctwa. Nie jest naszym celem nawrócenie wszystkich tamtejszych muzułmanów na chrześcijaństwo. Nie wspominałbym o tym jednym, właściwie marginalnym w całej rozmowie zdaniu, gdyby nie to, że wyrażone tu przekonanie wcale marginalne nie jest. My nie chcemy wszystkich nawrócić. Ciągle to gdzieś słyszę. Niby wszyscy katolicy dobrze wiedzą, że Kościół ze swej natury jest misyjny, to znaczy posłany do wszystkich, ale gdy przychodzi co do czego, to człowiek dowiaduje się, że „nawrócenie wszystkich muzułmanów nie jest naszym celem”. Nie dziwi mnie już takie stawianie sprawy, bo – jak wspomniałem – takie myślenie jest mocno rozpowszechnione w Kościele. Chciałbym jednak wiedzieć, skąd ono się wzięło. Jakimi szczelinami wsączyło się do naszych głów tak bardzo, że uznajemy za stosowne i właściwe zaznaczyć, że nie chodzi nam o przyprowadzenie wszystkich do Chrystusa. I to nawet wtedy, gdy nikt takiej deklaracji nie oczekuje.

    Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na tekst amerykańskiego arcybiskupa Charlesa J. Chaputa z Filadelfii. Jest to konferencja na temat adhortacji „Amoris laetitia”, wygłoszona do księży. Nie ma co ukrywać, że odkąd ten dokument się ukazał, wzbudza spore kontrowersje, co na wstępie zaznaczył abp Chaput. Choć konferencja była adresowana do duszpasterzy, to jednak wszystkim może pomóc w zrozumieniu papieskiej adhortacji (ss. 34–36).

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • w
      16.11.2017 19:35
      Skąd to się wzięło? Jak to mówią - ryba psuje się od głowy...
    • Gosc
      17.11.2017 15:00
      A czy autor tego tekstu (jakos nie moge znalezc nazwiska) chce nawrocic np wszystkich Europejczykow? Albo chocby wszystkich Polakow? I co konkretnie w tym celu robi?
    • Rak
      20.11.2017 07:15
      Mysle, ze takie mamy dzis czasy, nikt nie chce byc oskarzony o narzucanie wlasnej wiary, o poczucie wyzszosci. Chrzescijanie nie chca byc postrzegani jako agresywni krzyzowcy. Raczej nie chodzi o to, ze nie chcemy nawracac, ale o to, ze dzis trzeba wypowiadac sie w takich kwestiach delikatnie, bo poprawnosc polityczna to cienki lod. Z drugiej strony mysle, ze nie powinnismy sie przejmowac bardziej poprawnoscia polityczna niz Bogiem.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół