• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Czasem zdaje się, że Bóg nas opuścił, o nie. On tylko doświadcza nas i próbuje - pisał w więzieniu

    Małgorzata Gajos

    dodane 13.11.2017 08:21

    Zginął męczeńską śmiercią. Dziś bł. Franciszek Kęsy obchodziłby urodziny.

    Franek był synem Stanisława i Anny. Urodził się 13 listopada  1920 roku w Berlinie. Miał czworo rodzeństwa - trzech braci i siostrę. W 1921 roku rodzice przyjechali do Poznania. Ojciec z zawodu był cieślą, rozpoczął pracę w elektrowni. Mama zajmowała się wychowaniem dzieci i prowadzeniem domu. Franek nie cieszył się najlepszym zdrowiem, często chorował. Marzył o wstąpieniu do seminarium salezjańskiego, ale choroba mu w tym przeszkodziła.

    Wiara była w centrum jego życia. Codziennie służył do Mszy i odmawiał różaniec. Był związany z salezjańskim oratorium przy ul. Wronieckiej. Śpiewał w chórze Stuligrosza, a jego pasją był sport.

    Próbował zaciągnąć się do wojska podczas kampanii wrześniowej, nie udało mu się to jednak. Po powrocie do Poznania Czesław Jóźwiak załatwił mu pracę u Henfflera.

    We wrześniu 1940 roku w tym samym czasie jak jego koledzy z oratorium (Jóźwiak, Klinik, Wojciechowski i Kaźmierski) został aresztowany. Podczas przesłuchań był torturowany. W grypsie do rodziców i siostry pisał:  "We Wronkach, siedząc na pojedynce, miałem czas, żeby siebie zgłębić, tam to przyszedłem do porozumienia ze swoją duszą. I tam postanowiłem żyć inaczej, tak jak nakazał nam ksiądz Bosko, żyć tak, aby się Bogu podobać i Jego Matce".

    Chłopcy z Piątki opisywali swoim najbliższym życie codziennie w więzieniu. Franek pisał również o kolegach. "Ten mały Bebiś [Klinik] do nas na pięć minut wleci. Ja czasem idę do Edzia Bebisia albo do Jantaszka Potrzęsały i siedzę trochę. Z Edziem Klinikiem i Czesiem widzimy się. Rozmawiamy co dzień z Czesiem na przechadzce. Czasem do nas przyleci. [...] Wieczorem otwieramy okno i rozmawiamy na migi albo alfabetem zrobionym z papieru".

    W grypsie do ojca Kęsy pisał: "Byłem na Fortach, na Młyńskiej, we Wronkach i jeszcze nie wiem, co mnie czeka, ale nigdy wiary i ufności nie straciłem, przeciwnie, nawet wzmogła się we mnie... Na każdym kroku widzę Boską Opatrzność. [...] Życie jest jedną pełnią cierpień i trosk. Nie bylibyśmy w stanie ich znieść, gdyby nad nami nie było Boga, który jest Ojcem naszym najlepszym. On daje nam siły, abyśmy te przeciwności zwalczali i hartowali duszę swoją. Czasem zdaje się, że Bóg nas opuścił, o nie, On nas nie opuścił. On tylko doświadcza nas i próbuje". 

    Gdy dowiedział się o zmartwieniach siostry Irki, której groziło wywiezienie do Niemiec, Franek prosił 10 maja 1942 Boga, aby to on doznawał zmartwień i przykrości, a nie jego najbliżsi. Humor nie opuszczał go jednak. "Ja się mego humoru nie pozbyłem, jeszcze figle płatam - pisał - Raz Jantaszkowi schowałem łyżkę i jedli razem ze Stefanem jedną... Była dolewka, więc jedli bardzo długo... Edziowi Bebisiowi [Klinikowi] poprzestawiałem raz meble i na pokrywie kibla napisałem: Achtung Giftgas! [Uwaga, gaz trujący!] i namalowałem trupią czaszkę. Sam wachman podobno śmiał się do rozpuku..."

    24 sierpnia 1942 roku Franciszek wraz z kolegami z oratorium w Poznaniu, po niesprawiedliwym procesie, pobycie w kilku więzieniach, został zgilotynowany na dziedzińcu więzienia w Dreźnie. 13 czerwca 1999 roku w Warszawie św. Jan Paweł II ogłosił ich błogosławionymi. W ostatnim liście pisał:

    "Moi Najukochańsi Rodzice i Rodzeństwo
    Nadeszła chwila pożegnania się z Wami i to właśnie w dniu 24 sierpnia, dzień Maryi W[spomożycielki] W[iernych]. Och, jaka to radość dla mnie, że już odchodzę z tego świata i to tak, jak powinien umierać każdy. Byłem właśnie przed chwilą u spowiedzi świętej, za chwilę zostanę posilony Najśw. Sakramentem. Bóg Dobry bierze mnie do siebie. Nie żałuję, że w tak młodym wieku schodzę z tego świata. Teraz jestem w stanie łaski, a nie wiem, czy później byłbym wierny mym przyrzeczeniom Bogu oddanym. Kochani Rodzice i Rodzeństwo, bardzo Was przepraszam raz jeszcze z całego serca za wszystko złe i żałuję za wszystko z całego serca, przebaczcie mi, idę do nieba. Do zobaczenia, tam w Niebie będę prosił Boga.
    Właśnie przyjąłem Najśw. Sakrament. Módlcie się czasem za mnie. Zostańcie z Bogiem.
    Wasz syn
    Franek.
    Już idę. Bardzo przepraszam za wszystko".

    Cytaty pochodzą z książki ks. L. Musielaka SDB Bohaterska Piątka.

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół