• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Grzeczność nie popłaca

    Jacek Dziedzina Jacek Dziedzina

    dodane 17.10.2017 15:27

    Nie wiem, w czyim imieniu prezydent Duda poparł starania Turcji o członkostwo w UE, ale nie sądzę, by rzeczywiście w imieniu Polski.

    „Polska popierała i popiera dzisiaj starania Turcji o wstąpienie do Unii Europejskiej”. Taką deklarację złożył prezydent Andrzej Duda po spotkaniu z odwiedzającym Polskę sułtanem Turcji (oficjalnie zwanym jeszcze prezydentem) Recepem Tayyipem Erdoganem. Po pierwsze, nie leży to ani w interesie Unii, ani w interesie Polski, ani nawet samej Turcji.

    Część europejskich elit przez długi czas wierzyła, że członkostwo Turcji w UE wpłynie na demokratyzację życia politycznego w tym kraju. Nic bardziej naiwnego. Turcja w Unii byłaby największym i po Niemczech najludniejszym krajem unijnym (a wkrótce wyprzedzi Niemcy również z demografią, bo różnica jest minimalna). Ponieważ siła głosów w Unii zależy od wielkości terytorium i liczby ludności, prosta matematyka wskazuje, że Turcja miałaby decydujący głos we wszystkich głosowaniach w Radzie UE. Wiara eurokratów, że to Unia wpłynie na standardy tureckie, jest naiwna głównie dlatego, że ambicje Turcji biegną w zupełnie innym kierunku: odgrywania roli lidera nie tylko w regionie Bliskiego Wschodu, ale również w Europie. Lidera islamskiego z wyraźnie misyjnymi ambicjami.

    Argumenty za wejściem Turcji do Unii były zawsze krótkowzroczne i naiwne: dostęp do źródeł energii i stabilizacja w regionie. Nic przecież nie stoi na przeszkodzie, by podpisywać korzystne umowy stowarzyszeniowe i współpracować w zakresie gospodarki czy – jak to ma już miejsce w ramach NATO – działań militarnych. Nic też nie stoi na przeszkodzie, by żyć razem z muzułmanami w Europie, prowadząc rozsądną politykę imigracyjną. Ale włączenie do Unii kraju obcego nam kulturowo, z wszystkimi tego konsekwencjami, byłoby wyborem cywilizacyjnym i faktyczną zgodą na koniec Europy, jaką znaliśmy. Nie leży to z pewnością również w interesie Polski. Argument nam rzekomo najbliższy, polegający na graniu Turcją przeciwko Rosji, też jest mocno ryzykowny. Erdogan jest wytrawnym graczem, który jak trzeba, zgadza się na zestrzelenie rosyjskiego samolotu, ale jak trzeba, jedzie do Moskwy pokajać się za to „nadwyrężenie” turecko-rosyjskiej przyjaźni.

    Najważniejsze jednak jest to, że sama Turcja najprawdopodobniej nie marzy już o członkostwie w UE. A w każdym razie nie na takich warunkach, jakie dotąd stawiała Bruksela. Trudno sobie dziś wyobrazić, że dumny sułtan Erdogan, który coraz bardziej otwarcie deklaruje – między słowami lub poprzez konkretne decyzje – chęć odbudowy dawnej potęgi osmańskiej, zechce poddać się poniżającej (z punktu widzenia mocarstwa) procedurze akcesyjnej, w której brukselski urzędnik (czy nawet niemiecka kanclerz) będzie decydował, jakie prawo ma obowiązywać na ogromnym terenie dawnej potęgi. Możliwe zatem, że deklaracja prezydenta Dudy, to zwykła dyplomatyczna grzeczność w obecności tureckiego gościa. Tylko… czy dyplomacja na pewno ma polegać na takich grzecznościowych deklaracjach, które nie leżą w niczyim interesie?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Scott
      18.10.2017 08:27
      Jeśli pan Redaktor myśli że polityka miedzynarodowa,, ta prawdziwa decyzyjna. Ma dużo wspólnego z deklaracjami to gratuluję. My ludzie obok możemy najczęściej obserwować skutki i tyle. I jak widać mamy kilka bardzo dobrych kontraktów dzięki tej wizycie. A 'starania' Polski to nawet nie kiwnięcie palcem w UE. Polska nie zrobiła tutaj nic.
    • deidra
      18.10.2017 08:58
      całe szczęście, że w Polsce jest więcej takich niegrzecznych, jak Autor tekstu. Suwerenny Naród Niegrzecznych, którzy uprzejmością się nie skalają, za to z kolan powstawszy, plwać będą na wszystko. Dalekowzrocznie. Bo tak!
    • Gość
      18.10.2017 10:20
      Na osiem komentarzy pięć ad personam - z czego cztery krytyczne.
      Sami się pożremy, terroryści nam niepotrzebni.
    • Dyplomata
      18.10.2017 22:19
      Dyplomacja jest sztuką, a w jej obrębie są ukłony i grzeczności mile widziane. Politycy to wiedzą. A dzięki tej sztuce jest przyjemnie, niekonfliktowo, skutecznie i na bogato. Każdy zyskuje a nikt nie musi się bać o potarganie kołnierza:) Sztuka to sztuka!
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół