• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Nauka wiary godna

    Jacek Dziedzina

    |

    GN 41/2017

    dodane 12.10.2017 00:00

    Trudno wyobrazić sobie Lublin, Polskę i Kościół w Polsce bez Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Zbliżające się 100-lecie uczelni to dobra okazja, by sam KUL odpowiedział sobie na pytanie, ile w nim dzisiaj tej samej autentyczności i siły, które przez lata decydowały o jego wyjątkowości.

    Stulatkowi trudno śpiewać „Sto lat!”. Stulatkowi można pogratulować długiego życia. I spojrzeć na niego z szacunkiem z racji historycznych zawirowań, w jakich przyszło mu funkcjonować. Stulatkowi, który nie sprawia wrażenia, by wybierał się na emeryturę, warto życzyć kolejnych „osiągów”. To z kolei wymaga postawienia pytania o kondycję stulatka dzisiaj – czy daje radę w rzeczywistości zupełnie innej niż wtedy, gdy tworzyła się jego legenda. Zgodne połączenie wiary i rozumu, dwóch skrzydeł – jak pisał Jan Paweł II w encyklice „Fides et ratio” – na których człowiek może docierać do prawdy o świecie i o sobie samym, w środowiskach naukowych (nie tylko na Zachodzie) bywa nierzadko towarem deficytowym. Czy dzisiejszy KUL wypełnia tę lukę w sposób wiarygodny?

    Bez kompleksów

    Było coś prorockiego w intuicji polskich inteligentów w Petersburgu, skupionych w 1918 roku wokół ks. Idziego Radziszewskiego, rektora tamtejszej Akademii Duchownej. Zdawali sobie sprawę, że odradzające się państwo polskie będzie potrzebowało intelektualnego zaplecza, które wykształci elity zdolne do odbudowy kraju nie tylko w wymiarze państwowym, urzędniczym, przemysłowym, ale też kulturalnym i duchowym. To właśnie z inicjatywy ks. Radziszewskiego wybrano Lublin na siedzibę Uniwersytetu Lubelskiego (tak brzmiała pierwotnie nazwa późniejszego KUL). Przyjęta wówczas dewiza nowej uczelni „Deo et Patriae” (Bogu i Ojczyźnie) do dziś stanowi nieodłączny element godła KUL.

    Głównymi fundatorami uczelni byli przemysłowiec Karol Jaroszyński i inżynier Franciszek Skąpski. Sam założyciel i pierwszy rektor ks. Radziszewski miał bardzo jasny pogląd na to, jaki powinien być charakter katolickiego uniwersytetu. Znakomicie wykształcony i zdobywający naukowe doświadczenie, od Louvain przez Oxford, Cambridge po Rzym i w końcu Petersburg, w Lublinie zdołał zgromadzić wokół swojej uczelni znakomitą kadrę profesorów, których łączyło jedno: fascynacja tworzeniem od podstaw ośrodka naukowego (docelowo zajmującego się wszystkimi możliwymi obszarami wiedzy), którego wyróżnikiem miała być harmonia między wiarą a rozumem. Dlatego też od początku Katolicki Uniwersytet Lubelski (taką nazwę nadano uczelni w 1928 r.) największy nacisk kładł na rozwój nie tylko teologii (która do dzisiaj w rankingach wypada najlepiej właśnie na KUL-u), ale również swojej szkoły filozoficznej, w której metafizyka realistyczna zajęła najważniejsze miejsce. Równolegle rozwijała się katedra etyki pod kierownictwem dominikanina o. Jacka Woronieckiego, a także biblistyka, prawo świeckie i kanoniczne. Od początku na swoją renomę pracowała kulowska humanistyka, z językoznawstwem i historią na czele, później również nauki społeczne. Ambitne plany (m.in. otwarcie kierunków medycznego i przyrodniczo-matematycznego) przerwał wybuch II wojny światowej. Z ciekawostek warto przytoczyć fakt, że w okresie międzywojennym na KUL-u (który posiadał pełnię praw państwowych) aż połowę studentów stanowiły kobiety, co nie tylko w skali całej Polski, ale i Europy było czymś zupełnie wyjątkowym.

    Wyspa wolności

    Okres komunistycznej Polski to osobny, ogromny i najtrudniejszy rozdział historii KUL. Straty wojenne, obejmujące również elity intelektualne, w tym kadry profesorskie, wymusiły właściwie tworzenie uniwersytetu od podstaw. Pomogły w tym środowiska naukowe z Wilna i Lwowa, które po zajęciu tych terenów przez Sowietów zostały przesiedlone przymusowo do nowej Polski. Okres PRL kojarzy się też z najwybitniejszymi osobowościami KUL, które zaważyły na charakterze i renomie uczelni. To m.in. profesorowie Stefan Swieżawski, ks. Wincenty Granat, później ks. Stanisław Kamiński, Jerzy Kalinowski, Antoni Stępień i przede wszystkim o. Mieczysław Albert Krąpiec czy wreszcie ksiądz, później biskup i kardynał Karol Wojtyła, który dojeżdżał do Lublina z Krakowa. Paradoks sytuacji polegał na tym, że choć KUL był najbardziej narażony na szykany ze strony władz, to jednocześnie tylko tutaj rozwijała się wolna od ideologii marksistowskiej Lubelska Szkoła Filozofii Klasycznej. Był to nie tylko jedyny w Polsce, ale również w tej części Europy uniwersytet, w którym można było wykładać marksizm nie jako dogmat, ale jako kierunek poddany racjonalnej, metodologicznej krytyce. W tym okresie ukuto powiedzenie: „Od Berlina do Seulu filozofia tylko na KUL-u”. – KUL ominęła czystka marksistowska, jaką przeprowadzono w PRL w latach stalinizmu i po 1968 r. Pozwoliło to na zachowanie niezależności myśli i badań tego środowiska naukowego. Obecni profesorowie KUL dorastali przy mistrzach, którzy byli wolni od serwilizmu i poprawności politycznej okresu komunizmu – mówi GN dr Robert Derewenda, asystent w Katedrze Historii Ustroju i Administracji Polski Instytutu Historii KUL. Oczywiście pozostaje pytanie o to, czy ceną za tę stosunkową dużą swobodę w prowadzeniu badań nie było nadmierne uwikłanie we współpracę z komunistyczną bezpieką ważnych postaci w historii uniwersytetu. Warto pamiętać, że KUL jako jedna z niewielu uczelni powołał specjalny zespół naukowców, który ma badać jego historię właśnie pod tym kątem.

    Kłopotliwy dyplom

    Po KUL-u? Nie przyjmujemy. Taką odpowiedź najczęściej słyszeli absolwenci lubelskiej uczelni, gdy z ciepłym jeszcze dyplomem starali się o pracę w najcięższych latach PRL. W zebranych m.in. przez kulowskich polonistów i historyków wspomnieniach z lat 50. XX wieku są m.in. takie historie jak ta Amelii Kani-Szafrańskiej z roku 1956: „Wyjechałam z Lublina, mieszkam pod Warszawą. Szukam pracy. (...) Udało mi się otrzymać etat dezynfektora powiatowego w Piasecznie. Wynagrodzenie 560 zł miesięcznie. (...) Byłam dobrze widziana w każdym chlewie i oborze. Nim wyciągnęłam i podałam szczepionkę, szef przedstawiał mnie: »Pani magister Amelia Szafrańska«. Czasem wydawało mi się, że co rozumniejsze i okazalsze warchlaki z uznaniem pomrukiwały w tym momencie. Potem dwoje dzieci, przeprowadzka do Warszawy i znów starania o pracę (…). Najpierw w szkole podstawowej. Na twarzy dyrektora błysk zadowolenia, że polonistka. Potem: »Gdyby nie ten dyplom, tylko jakieś kursy...«. Potem w liceum ta sama historia z dyplomem, który nie od razu pokazałam, chcąc najpierw usłyszeć parę miłych słów. Później jednak słyszę: »To ci heca! Pilnie poszukujemy polonistki, ale... czy potrafiłaby pani ukazać prymasa Wyszyńskiego jako wroga Polski Ludowej?«. Boże, jestem tak blisko celu… Ostatecznie nic z tego nie wyszło: dyplom okazał się przeszkodą nie do przezwyciężenia”. Te trudności nie odstraszyły jednak wielu studentów, wśród których znaleźli się później również wybitni i znani absolwenci. A w okresie poprzedzającym bezpośrednio powstanie Solidarności KUL był prawdziwą oazą wolności, do której ciągnęli opozycjoniści (tutaj działał m.in. Bogdan Borusewicz), niezależnie od światopoglądu. KUL również przyjmował na studia tych, którzy na inne uczelnie, z racji swoich poglądów, nie mieli prawa wstępu.

    Humaniści rządzą

    Dzisiejszy KUL musi zmagać się z zupełnie innymi wyzwaniami. Przede wszystkim z dużą konkurencją na rynku uczelni wyższych. Bez wątpienia ciągle posiada atuty, które zapewniają mu popularność. – Osobliwością KUL-u jest m.in. to, że poważna część kadry naukowej to osoby pochodzące z różnych regionów Polski – mówi dr Robert Derewenda. Podobnie ze studentami. – O dziwo w samym regionie lubelskim KUL jest mniej popularny niż sąsiednia uczelnia: UMCS. Studenci KUL, pochodzący najczęściej spoza Lubelszczyzny, po ukończeniu studiów wracali do swoich rodzinnych stron. I w ten sposób renomę uniwersytetu nieśli daleko poza granice Lublina. Do dziś, przedstawiając się jako absolwent KUL, jego pracownik naukowy, spotykam się z większym zainteresowaniem, im dalej jestem od Lublina – dodaje historyk. Marzena Żołnierek na KUL kończyła polonistykę oraz zarządzanie i marketing, dziś w polskiej siedzibie Google we Wrocławiu odpowiada za promocję. – Jako absolwentka tej uczelni powiem, że KUL jest raczej cool. (śmiech) Gdy byłam jeszcze przyszłą studentką polonistyki, bardzo imponowały mi silne tradycje humanistyczne uczelni i ówczesna wysoka pozycja KUL-u w różnorakich rankingach. Kiedy jednak do studiów polonistycznych dołączył drugi fakultet, zarządzanie i marketing, okazało się, że i tam nurt humanistyczny jest wciąż niezwykle silny i dominujący, co zapewne wynikało ze specyfiki kadry. Uczelnia posiadała już solidne zaplecze wykładowców takich przedmiotów jak socjologia czy filozofia, podczas gdy tych od makroekonomii czy rachunkowości dopiero poszukiwano – przyznaje. To zresztą częsty zarzut wielu studentów kierunków „mniej humanistycznych” na KUL: że zamiast przygotowywać specjalistów, nawet tam „produkuje” humanistów. Z drugiej strony parę lat temu w jednym z niemieckich koncernów samochodowych na stanowiskach kierownicznych zatrudniono absolwentów… teologii i filozofii. Nic dziwnego: studia te poszerzają horyzonty i pomagają w abstrakcyjnym (co nie znaczy niekonkretnym) myśleniu, czyli wyrabiają zdolności, które są niezbędne w zarządzaniu ludźmi i dużymi projektami. Nie bez powodu to teologia i filozofia na KUL właśnie od lat zajmują wysokie miejsca w rankingach poszczególnych kierunków studiów w Polsce (w 2017 r. teologia na pierwszym miejscu, filozofia na czwartym). KUL jako całość plasuje się raczej w gronie średniaków wśród uczelni publicznych (w 2017 r. to 27 miejsce, ex aequo z UMCS). Poszczególne kierunki jednak podbijają notowania i są to nie tylko teologia i filozofia, ale również administracja, psychologia, socjologia czy pedagogika specjalna (znajdują się w pierwszej dziesiątce).

    Rankingi i koledzy

    Z wielu powodów słabsze wyniki w rankingach innych kulowskich kierunków sprawiają, że KUL nie jest już tak obleganą uczelnią jak dawniej. Przynajmniej w przypadku osób, dla których wysokie notowania są decydującym czynnikiem w wyborze uczelni. „Może i nie mamy wyników, ale za to mamy kolegów” – żartował wykładowca jednej z małopolskich uczelni. I nie było w tym bynajmniej chęci bagatelizowania tego, co wymaga podnoszenia poziomu kształcenia. Było to raczej podkreślenie wartości tego, co trudno ująć w jakichkolwiek rankingach: wyjątkowych relacji w czasie studiów i więzi, które trwają często do końca życia. Pod tym względem również KUL wydaje się liderem na polskim rynku uczelni wyższych. Nie tylko (choć w dużej mierze) dzięki bogatej ofercie Duszpasterstwa Akademickiego. W murach uczelni, w salach wykładowych wieczorami słychać śpiew, grę na gitarze i modlitwę. Codziennie niemal po każdej Mszy przed kościołem akademickim gromadzą się grupy przyjaciół. Niektórzy tutaj dopiero odnajdują wiarę. – Dla mnie studia na KUL, poza nauką i imprezami, były także czasem mojej głębokiej przemiany duchowej – wspomina Szczepan Wójcik z Wysokiego Mazowieckiego, pracownik jednej z największych firm ściany wschodniej. – Na drugim roku studiów przeżyłem dosyć mocny kryzys wiary. Kolega, z którym mieszkałem, zaproponował mi spotkanie w jednej ze wspólnot działających przy Duszpasterstwie Akademickim KUL. Bóg dokonywał stopniowo przemiany mojego życia. Tam też poznałem piękną dziewczynę i zakochałem się w niej. Dziś jest moją żoną, mamy czwórkę dzieci. Z tą grupą chłopaków i dziewczyn ze wspólnoty do dziś łączą nas szczególne więzi – dodaje.

    Katolicka tożsamość

    Są również głosy osób, które mają nieco inne doświadczenie. – Z perspektywy czasu widzę, że KUL nie posiadał wystarczającej mocy, by wartości chrześcijańskie stały się moimi życiowymi drogowskazami – mówi Seweryn Kapinos z Mielca. – Jako osoba, która nie była ani wybitnie religijna, ani też obojętna na wiarę, nie odczułem chęci zawalczenia o mnie. Mam wrażenie, że KUL szuka własnej tożsamości, którą zagubił w pogoni za konkurencją – dodaje. Warto nie ignorować i takich głosów.

    Z pewnością atutem KUL-u pozostaje lista znanych absolwentów, postaci ważnych dla życia publicznego i Kościoła. Są wśród nich zarówno duchowni, jak i politycy, przedsiębiorcy, ludzie kultury. Na 100-lecie wypada KUL-owi życzyć, by nie bał się przedstawiać z tej strony, która dla kilku już pokoleń absolwentów była decydującym argumentem za podjęciem studiów właśnie na tej uczelni. Walka o wysokie pozycje w rankingach musi iść w parze z dbaniem o własną tożsamość, tym bardziej że KUL jest jedynym katolickim uniwersytetem w Polsce.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • Abosolwentka
      15.10.2017 08:53
      Bardzo dziękuję za artykuł dotyczący KULu. Podobnie jak autor jestem absolwentką tej uczelni i muszę przyznać, że odnoszę wrażenie, iż postrzegam uczelnię nieco inaczej niż sam autor, może dlatego, że jestem absolwentką sporo młodszą. Bardzo rozbawił mnie fragment o grupach przyjaciół pod kościołem akademickim oraz ten: "W murach uczelni, w salach wykładowych wieczorami słychać śpiew, grę na gitarze i modlitwę" - czy aby nie jest to jednak wspomnienie sprzed wielu lat? To nie znaczy, że KUL nie ma oferty dla swoich studentów. Jestem osobą wierzącą, ale edukacja na KULu sprawiała, że nie odczuwałam potrzeby dołączenia do kolejnej wspólnoty (trochę spełniała się tam realizacja wizji ks. Blachnickiego), po prostu KUL był wspólnotą, szczególnie dla studentów z akademików - kapał był dla nas zawsze dostępny i zawsze można było liczyć na jego pomoc. Artykuł moim zdaniem jest skonstruowany dość pesymistycznie. W XXI wieku była to uczelnia, która całościowo dbała o studenta - profesorowie to nie tylko znakomici naukowcy, ale również ludzie głęboko wierzący, którzy pociągli swoją postawą i podejściem do życia. Na uczelni wciąż odbywały się konferencje na szalenie ciekawe tematy, które przyciągały pełne sale studentów - brakuje mi tego w Katowicach. Z uczelni nie chciało się wychodzić. W czasie ważnych dla kościoła wydarzeń transmisje można było oglądać wspólnie w telewizji w hallu uczelni.
      Na KULu powstało również wiele wspaniałych gmachów, które sprawiają, że uczelnia stwarza nowoczesne warunki nauki. Studiując na kierunku filologicznym obowiąkowe były zajęcia z Biblii czy KSN, na korytarzu dyżur miał ksiądz przy stoliku z którym można było porozmawiać o wszytkim. Długo by można pisać :)
      Jesteśmy z mężem z dwóch odległych regionów Polski - poznaliśmy się na KULu :)
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół