• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Niemiec biskupem Krakowa

    Jacek Dziedzina Jacek Dziedzina

    dodane 11.10.2017 13:23

    Papież nazywający w jednej bulli i polskiego króla, i wielkiego mistrza krzyżackiego umiłowanymi synami – to jakiś brak rozeznania sytuacji politycznej czy… obraz zjednoczonej Europy?

    Takie debaty to już niemal gatunek wymarły. Z jednej strony bowiem mamy pyskówki w telewizyjnych niby-dyskusjach, gdzie nikt nikogo nie słucha, z drugiej – ceremonialne spotkania ze składem przytakujących sobie nawzajem „dyskutantów”. „Teologia Polityczna”, jedno z najciekawszych obecnie środowisk intelektualnych w Polsce, zorganizowała wczoraj na Zamku Królewskim w Warszawie coś, co zupełnie nie mieści się w obu tych kategoriach. Konferencja, której tytuł „Europa – kryzys i nadzieja” być może budził obawy przed niezbyt porywającym ciągiem akademickich paneli, okazała się prawdziwą intelektualną i duchową ucztą i zarazem odtrutką na zerojedynkowe i czarno-białe „referowanie rzeczywistości”. Nie żeby prelegenci i dyskutanci nie mieli wyrazistych poglądów, przeciwnie – wyrażane opinie oddawały temperaturę sporu o tytułowy kryzys i źródła nadziei dla Europy. Ale zarazem były to opinie naszpikowane takim poziomem erudycji (czyli konkretów), której często brakuje w naszych publicystycznych pytaniach-odpowiedziach.

    Nie miejsce tu na referowanie całości długiej konferencji, ale na jeden wątek warto zwrócić uwagę: wystąpienie, właściwie wykład abp. Grzegorza Rysia, a następnie recenzje, w tym również jego (wykładu) rzeczowa krytyka ze strony dyskutantów. Pomijam już sam fakt, że tak się da rozmawiać: najpierw wysłuchać wykładu, do którego tez – można odnieść wrażenie – nie ma się jak doczepić, by następnie… przyznać rację niektórym wątpliwościom zgłaszanym przez recenzentów. Szczególną uwagę przykuł wątek (on też wzbudził najwięcej kontrowersji), w którym abp Ryś mówił o źródłach jedności europejskiej. Ponieważ w wielu publicystycznych tekstach pojawia się często przykład średniowiecznej Christianitas, na której należałoby się wzorować, rodzi się pytanie, czy aby na pewno wszyscy jej zwolennicy wiedzą, o czym mówią. Bo samo hasło „chrześcijańskich wartości” i porządku na nich zbudowanego jest dość pojemne.

    Abp Ryś tymczasem przywołał przykład najstarszego rękopisu przechowywanego w Polsce („Praedicationes”, czyli „Kazania”) pochodzącego z VIII wieku, z terenu północnej Italii. Spisany został on przez irlandzkiego mnicha, a do Krakowa trafił z Kolonii za pośrednictwem niemieckiego duchownego, Aarona, który został biskupem krakowskim. „Ilekroć patrzę na tę księgę, tylekroć myślę właśnie o jedności Europy” – mówił abp Ryś. „Ona jest zakodowana w tej księdze: napisanej we Włoszech przez irlandzkiego mnicha, przywiezionej do Krakowa przez niemieckiego mnicha, który został tu biskupem. Dzisiaj to jest niewyobrażalne. Czy ktoś sobie dziś wyobraża niemieckiego mnicha jako biskupa w Krakowie? Dziś jest problemem przeniesienie biskupa z Krakowa do Łodzi – dodał z żartem łódzki arcybiskup nominat.

    Mówiąc o idei Christianitas, przywołał Będę Czcigodnego, dla którego Europa była już świadomą siebie wspólnotą różnych narodowości, ale tej samej wiary („fides”), która wyznacza jej jedność. „Ta jedność w Europie średniowiecznej nie była jednak aż tak wzorowa, gdyż miała też swoje elementy ograniczające lub wykluczające” – mówił abp Ryś. „Nie każdy urodzony w Europie był Europejczykiem i nie miał pełni wynikających z tego praw” (np. nie mieli ich heretycy, żydzi czy poganie – i do tego wykluczenia akurat chyba nie chcielibyśmy wracać, mając chociażby doświadczenie wykluczenia chrześcijan ze społeczności zdominowanych przez muzułmanów). Jeszcze mocniej zabrzmiał cytat z bulli papieża Marcina V do Zbigniewa Oleśnickiego z 1423 roku. Dokument papieski odnosił się do sytuacji, w której przyszyły biskup krakowski uczestniczył w walce, broniąc króla Władysława Jagiełły. Otóż papież w bulli mówi o… umiłowanych synach – królu polskim i wielkim mistrzu krzyżackim. „W ten sposób papież wskazywał politycznym wrogom jedność znacznie głębszą niż spór; przypominał, że są członkami wielkiej rodziny”, mówił abp Ryś. Czyżby papież i Watykan miał kiepskie rozeznanie w sytuacji politycznej? Wychowani na PRL-owskiej narracji historycznej, w której konflikt polsko-krzyżacki był przedstawiany jako starcie cywilizacji słowiańskiej z germańską, zapewne w taki sposób spontanicznie reagujemy na podobne sformułowania papieża. Gdy tymczasem ten konflikt był rzeczywiście kłótnią w rodzinie. Nawet jeśli był to – na co zwrócili uwagę krytycy wykładu abp. Rysia – konflikt realny, z całą gamą złych emocji i realnych krzywd. W tym nazewnictwie „umiłowani synowie” nie chodzi zatem bynajmniej o próbę udawania, że konfliktu nie ma. Tak jak i dzisiaj nie trzeba udawać, że nie dzielą nas w Europie spory a to o Brexit, a to o mniejszość polską w Niemczech, a to o pracowników delegowanych czy wymianę ciosów słownych między przywódcami państw. Tylko czy w tej temperaturze sporu wyobrażamy sobie naszą własną reakcję na list papieża, gdyby ten nazwał w nim skonfliktowanych liderów umiłowanymi synami? Zapewne każda ze stron uznałaby to za próbę relatywizowania odpowiedzialności tego drugiego. A co dopiero w sytuacji prawdziwej wojny (spór polsko-krzyżacki nie toczył się przecież na Facebooku…). Kalki, a właściwie kagańce polityczne, jakie nakładamy sobie sami w naszym „referowaniu rzeczywistości”, nie pozwalają nam w gruncie rzeczy zrozumieć tego, czym miałaby być jedność europejska oparta na chrześcijańskich wartościach. Chociaż bardzo chętnie się na tę ideę powołujemy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Adam
      11.10.2017 17:25
      Bedę Czcigodnego
    • naturystka
      11.10.2017 17:28
      jak mówił św pamięci ks Tichner, chrześcijaństwo jest jeszcze w Polsce ciagle wyzwaniem(wzywaniem , powołaniem ?), przed nami...
    • Savonarola
      19.10.2017 19:02
      Kiedy krzyzacy przy pomocy ognia i miecza "nawracali" plemiona pruskie to byli naszymi sojusznikami,potem Prusy byly naszym lennikiem,a kiedy w czasacg reformacji opowiedzieli sie po stronie Lutra i przeszli na luteranizm,to stala sie zadziwiajaca rzecz-z naszego lennika stali sie jednym z naszych rozbiorcow.U nas w czasach poprzedzajacych upadek Polski zwyciezyla jezuicka kontreformacja...
    • man
      26.10.2017 18:50
      Jedność oparta na chrześcijańskich wartościach, na pewno nie będzie polegać na wspólnym trzymaniu się za rączki, głaskaniu po główkach w trudnych chwilach i szeptaniu sobie przesłodkich słówek. Mówi się, że jak mężczyźni się pokłócą, to dadzą sobie po razie, a gdy emocje opadną, idą na piwo. W wymiarze międzynarodowym wygląda to mniej więcej tak, jak wyglądała bitwa pod Grunwaldem. Wiadomo, że lepiej byłoby się dogadać, ale niestety nieraz tatuś nie może. Znacznie gorsza od uczciwej wojny, jest jednak zdradzieckość (zobaczcie jak blisko do radzieckość). W wymiarze międzynarodowym wygląda to jak Unia Europejska. Wszyscy mówią, że równość, że braterstwo, że szacunek, a chodzi o to, żeby Niemcy żyli długo i dostatnie.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół