• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Franciszek nie pluszak

    Franciszek Kucharczak Franciszek Kucharczak

    dodane 04.10.2017 15:52

    Świat chce ze św. Franciszka zrobić ekologa. A chodzi o to, żeby z ekologa zrobić św. Franciszka.

    Dwa lata po śmierci był już kanonizowany. Nikt nie miał wątpliwości co do świętości Franciszka z Asyżu. „Drugi Chrystus” – mówili o nim ludzie. Pod koniec jego życia to nawet było widać na jego ciele. Franciszek z Asyżu jako pierwszy otrzymał stygmaty, bolesne znamiona nadzwyczajnego zjednoczenia z ukrzyżowanym Jezusem.

    Właśnie to podobieństwo Franciszka do Jezusa tak zachwyciło ludzi jego czasu i czasów późniejszych. To jego ewangeliczne szaleństwo tak ich pociągnęło do nowej gorliwości, bo oni na jego przykładzie widzieli, że Ewangelia działa. Widzieli, że Bóg naprawdę troszczy się o tych, co w zaufaniu do Niego nie troszczą się o siebie. Franciszek pokazał, że człowiek naprawdę nie potrzebuje niczego poza Bogiem, bo w Bogu ma wszystko. „Bóg mój i wszystko moje” – wołał Franciszek i było jasne, że dla niego to nie żadna metafora.

    Jakie to dalekie od tego, co dziś powszechnie podziwia się we Franciszku. Święty z Asyżu wedle dzisiejszych wyobrażeń to najczęściej miłośnik przyrody, obrońca zwierząt, ekolog i pacyfista. Ktoś, kto wszystko kocha i przytula wszystko co się nawinie, coś jakby panteista-dendrofil. Mistyczny pluszak taki, trwający w uwielbieniu dla stworzeń wszelakich.

    A guzik. Prawdziwy Franciszek uwielbiał Boga, a nie stworzenie. W miłości Boga był tak radykalny, że gdyby żył dzisiaj, dzisiejsi jego chwalcy z miejsca nazwaliby go fanatykiem i staliby się jego wrogami. To, co dla nich jest celem, dla Franciszka było drogą. Franciszek nazywał stworzenia braćmi ze względu na Boga, który stworzył także nas, w żadnym jednak razie stworzeń nie ubóstwiał. Nic dziwnego, że Boga wyczuwały w nim także zwierzęta i stąd tak niesłychane rzeczy, jak rozmowa z wilkiem w Gubbio, którego Franciszek przekonał, żeby nie atakował ludzi.

    Z Franciszkiem działo się coś takiego, jakby osiągnął stan bliski temu, jaki ludzie mieli w raju, zanim zgrzeszyli. Tam, jak wiemy z księgi Rodzaju, panowała harmonia wśród wszelkiego stworzenia. Ale relacja ludzi i zwierząt była tak dobra nie dlatego, że Adam i Ewa byli ekologami, lecz dlatego, że mieli właściwą relację z Bogiem.

    Zbliżenie do Boga to jest jedyna droga do prawdziwego pokoju i jedyna droga do harmonii wśród stworzeń. W drugą stronę to nie działa. Skupianie się na stworzeniu bez dania absolutnego pierwszeństwa Bogu nie przynosi żadnego dobra ani ludziom, ani innym stworzeniom.

    Świat chce ze św. Franciszka zrobić ekologa. A chodzi o to, żeby z ekologa zrobić św. Franciszka. Tylko wtedy to zadziała.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Alwernia
      05.10.2017 01:56
      Było mi dane mieszkać w pustelni św. Franciszka w Alwerni. Cisza urzekająca, w której Bóg mówi do duszy. Franciszek był mistykiem Krzyża; ludzie naturalnym rozumem bez Bożego oświecenia nigdy nie zobaczą tego, że największym cudem jest pokonanie śmierci przez Chrystusa. Franciszek dlatego tak bardzo kochał Zbawiciela. Pan Kucharczak doskonale ujął biografię Świętego. Dzięki przykładowi Franciszka moje życie zmieniło się całkowicie. Jestem człowiekiem pełnym radości i pokoju!
    • PTaraski
      05.10.2017 08:52
      W tytule powinno być "święty Franciszek", ale niestety nie ma. To dzisiejsze spoufalanie się ze Świętymi, tym bardziej z Matką Najświętszą, a najbardziej z Samym Panem Bogiem świadczy tylko o fałszywej religijności i tak naprawdę o braku Wiary.
    • ŁukaszJ
      09.10.2017 08:31
      Do gregg84: Przyjacielu w Panu! Proszę, zwróć uwagę na jedno: śmierć rozumiana przez Ciebie jako wynik "wzajemnego mordowania się zwierząt" a śmierć człowieka w wyniku grzechu (rozumiana biblijnie) to ZUPEŁNIE RÓŻNE dwie sprawy, które łączy tylko brzmienie słowa je określającego. Naturalne zjawiska, prawa NADANE przez Boga nie wykluczają i nie zaprzeczają harmonii jaka była na świecie (i jaka byłaby na świecie, i która BĘDZIE na świecie) gdy nie będzie grzechu. Grzech = śmierć. Tak. Ale nie śmierć w znaczeniu "rozkład ciała", tylko "śmierć" w znaczeniu "trwanie w stanie bez Boga (czyli w Piekle)". Szacunek do stworzeń ze względu na Stwórcę nie oznacza, że mamy być wegetarianami. Oznacza natomiast, że w naszych działaniach mamy zwracać uwagę na to, (...)co Bogu przyjemne, co doskonałe (za św. Pawłem), co przynosi korzyść (ze względu na Zbawienie wieczne). Bóg nie sprowadził śmierci - odłączenia od siebie. To Szatan powiedział "Nie chcę. Nie będę Ci służył", a za nim tę myśl, jak echo przez wszystkie wieki powtarzają niektórzy ludzie. To nie Bóg wygnał ludzi z raju (nie powiedział czegoś w stylu: "zjadłeś jabłko, to teraz wynocha") tylko człowiek powiedział Bogu "NIE!". Przez grzech przychodzi śmierć. Dla kogoś, kto NIE CHCE życia z Bogiem, w Bogu i przez Boga.
    • JAWA25
      09.10.2017 19:36
      http://gosc.pl/doc/3266801.Uczlowieczanie-zwierzat
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół