• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Europa regionów wychodzi bokiem

    Jacek Dziedzina Jacek Dziedzina

    dodane 03.10.2017 13:11

    Miliardy euro pompowane przez UE na politykę regionalną mają również swoje skutki uboczne w postaci silnych separatyzmów.

    W Unii Europejskiej od dekad ścierają się ze sobą dwie wizje integracji: tzw. Europa ojczyzn i opcja federalistyczna. Jest oczywiste, że od dłuższego czasu wygrywa ten drugi kierunek. Według jego zwolenników, państwa narodowe mają zrzec się roli dominującej na rzecz centralnych ośrodków UE w Brukseli (w rzeczywistości to bardziej złożony proces, bo najbardziej profederalistyczne państwa, jak Niemcy czy Francja, są jednocześnie liderami w forsowaniu własnych interesów narodowych). Paradoks polega na tym, że koncepcja federalistyczna, walcząca z „przestarzałą” ideą państw narodowych, jednocześnie promuje mocno ideę Europy regionów. Miało to swoje różne etapy i odcienie, ale jest jedna cecha wspólna: przyszłością Unii są nie narody, ale europejskie regiony zjednoczone w europejskiej federacji.

    W traktatach rzymskich ojcowie założyciele nie mówili jeszcze o polityce regionalnej w sposób obligujący państwa członkowskie, które postrzegano jednak głównie w kategoriach narodowych. Była za to zachęta do prowadzenia takiej polityki regionalnej, która zmniejszałaby różnice w rozwoju między poszczególnymi regionami Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. W kilku artykułach traktatu przewidziano pomoc wyłącznie regionom o największym bezrobociu i najniższych zarobkach. Fundusze strukturalne pojawiły się później – od 1964 roku wspierały rolnictwo, a od połowy lat 70. zaczął działać Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego. W kolejnych traktatach polityka regionalna stała się priorytetem zmieniającej się Wspólnoty, przekształconej w końcu w Unię Europejską. Na poszczególne regiony szły olbrzymie środki – najpierw rzeczywiście wspomagające najbardziej opóźnione w rozwoju obszary (co po rozszerzeniu UE o kraje Europy Centralnej stało się jeszcze bardziej widoczne), z czasem jednak finansujące projekty, które trudno nazwać inwestycją w realny rozwój (środki można uzyskać na cele, które są zgodne z priorytetami wyznaczonymi w Brukseli, co nie zawsze przekłada się na rzeczywiste potrzeby).

    Problem okazał się jeszcze większy, gdy okazało się, że polityka regionalna, wsparta setkami miliardów euro, nie tylko nie zmniejszyła różnic w rozwoju poszczególnych regionów, ale w niektórych przypadkach doprowadziła wręcz do zahamowania koniecznych reform państwa (szczególnie patologicznym przykładem jest tutaj Grecja) oraz zaniedbań w podnoszeniu konkurencyjności gospodarek. W efekcie największe inwestycje światowych i bardziej lokalnych koncernów były i są nadal lokowane w najbogatszych regionach, które stały się jeszcze bogatsze dzięki funduszom przeznaczonym na… wyrównanie poziomu rozwoju. Zamiast zatem skutecznie niwelować różnice między regionami poprzez inwestycje w projekty, które przyciągałyby inwestorów, fundusze w wielu przypadkach (nie wszystkich, oczywiście) zostały przeznaczone na kosmetyczne i wizerunkowe zmiany, które może i poprawiają samopoczucie mieszkańców, ale niekoniecznie dają zastrzyk konieczny do rozwoju.

    Jak to się ma do separatyzmów? Nie jest odkryciem stwierdzenie, że najsilniejsze ruchy separatystyczne rozwijają się nie tylko w silnych tożsamościowo regionach (owszem, również wspieranych przez programy unijne), ale przede wszystkim w regionach najbogatszych, które zaczynają dążyć do samodzielności budżetowej (większej niż daje im autonomia). Poza ideologią i poczuciem tożsamości jest w tym także chęć oddzielenia się od biedniejszych regionów, które są częścią tego samego państwa. Katalonia, poza wszystkimi czynnikami narodowościowymi, tożsamościowymi, jest przykładem tego, że w miarę rosnącej zamożności regionu – nierównego w stosunku do reszty kraju – dążenie albo do autonomii (to już Katalończycy mieli), albo do niepodległości jest skutkiem prowadzenia takiej długofalowej, nie do końca przemyślanej polityki regionalnej. Chyba że właśnie jest to polityka dobrze przemyślana i obliczona właśnie na taki skutek... Ale wtedy to już temat na osobny komentarz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • gut
      03.10.2017 20:41
      »Europa regionów wychodzi bokiem.« ;-d Trafnie i zgrabnie ujęte! ;-)))
    • jan
      04.10.2017 10:06
      Odwraca Pan kota ogonem. Najsilniejsze dążenia separatystyczne związane są (i zawsze były) z ruchem nacjonalistycznym. Katalińczycy, Baskowie, Szkoci, Irlandczycy... to nie jakieś wymyślone administracyjnie regiony wspierane przez tą złą Unię tylko ludzie, którzy coraz mocniej walczą o swoją tożsamość NARODOWĄ. Jeżeli autor jest takim zwolennikiem panstw narodowych to tym bardziej powinien popierać separatystów bo Hiszpania narodowym panstwem na pewno nie jest, tak samo jak np. Wielka Brytania. Niech więc Pan się zdecyduje czy popiera Pan państwa narodowe (i wtedy niech Pan kibicuje Katalończykom nie mieszając w to Unii) albo popiera Pan państwa federalne (i wtedy niech Pan krytykuje kataloński separatyzm, który nota bene jest zaprzeczeniem federalizmu promowanego w Unii przez np Niemcy czy Francję).
    • gość
      04.10.2017 12:36
      stara metoda dziel i rządź, sprawdzone metody raczej ruska specyfika, w łuni cała kupa bolszewików, bolszewickich intelektualistów, z naszego podwórka dziwne że nikogo jeszcze nie zamknęli za inwestycje euro 2014, duże kwoty zniknęły w niebycie
    • Wolfram
      05.10.2017 10:09
      do jan - A ty odwracasz kota do góry nogami. Popieranie państw federalnych wcale nie oznacza zgodę na tworzenie unijnego państwa federalnego i zarzucanie autorowi niekonsekwencji oraz sprowadzanie wyboru do dwóch opcji jest wybiegiem erystycznym. Polityka regionów jest naciągana i to nic nowego.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół