Nowy Numer 8/2018 Archiwum

Alternatywa nie istnieje

Przedziwny jest ten zachwyt „prawej strony” w Polsce wynikami wyborów w Niemczech. Szowinizm i prorosyjskie ciągoty nie są dobrą alternatywą dla politycznej poprawności.

Można wiele zarzucić rządzącej koalicji CDU/CSU Angeli Merkel – od ideowego rozmycia, przez nieodpowiedzialną politykę imigracyjną po hegemonistyczne zapędy w polityce europejskiej. Jednak upatrywanie nadziei w silnej powyborczej pozycji liberałów z FDP i szowinistów z AfD wydaje się słabą inwestycją. Z samego faktu, że FDP jest przeciwna wielu pomysłom prezydenta Francji, z którymi również Polsce nie jest po drodze, nie wynika jeszcze, że na najbliższe lata mamy zapewniony spokój z trudnymi negocjacjami. Tak samo jak wejście do Bundestagu AfD, antyimigranckiej i szowinistycznej partii, choć może sabotować bardziej szaleńcze zapędy federalistów, w ostateczności nie zablokuje niczego, na czym zależałoby kanclerz Merkel.

Za to i liberałowie z jednej, i nacjonaliści z drugiej strony mają pełne predyspozycje, by tworzyć niekorzystny dla nas klimat w innych obszarach. Przede wszystkim w kwestii relacji z Rosją – lider FDP, potencjalny nowy szef niemieckiej dyplomacji, nieraz już błysnął deklaracjami, w których wzywał do większego otwarcia na Rosję i zniesienia sankcji, niezależnie od kwestii Krymu, którą proponuje uznać za „trwałe prowizorium”. W chwili gdy napięcie wokół Nord Stream 2 może zaważyć na przyszłości Unii Europejskiej i bezpieczeństwie Europy, takie deklaracje nie odbiegają daleko od niesławnych umizgów socjalistów z SDP, z byłym kanclerzem Schroederem na czele. Jeszcze bardziej prorosyjska i otwarcie proputinowska jest Alternatywa dla Niemiec (AfD).

Ale nawet gdyby zatrzymać się „tylko” na ich szowinizmie i nacjonalizmie, to nie ma powodów, by Polska cieszyła się z ich rosnącej pozycji. Ich antyimigrancki program nie jest skierowany tylko wobec przybyszów z Bliskiego Wschodu (choć już to by wystarczyło, by nie chcieć mieć z nimi wiele wspólnego). Przemówienia liderów AfD w kampanii wyborczej nie różniły się wiele od retoryki znanej już z Niemiec z nieco innej epoki, a deklaracja przewodniczącego tej partii w Turyngii, że „pomnik Holocaustu w Berlinie jest hańbą” (mówił to do partyjnej młodzieżówki), nie brzmią obiecująco z naszego punktu widzenia. Poprawność polityczna, której patronuje Angela Merkel, dostała za swoje w tych wyborach. Tylko wcale nie należy się cieszyć, że utarcie nosa przyszło akurat z takiej strony. Problem w tym, że realnej alternatywy dla Niemiec (także takiej, która byłaby korzystna dla nas) na razie nie widać.

« 1 »
oceń artykuł
  • xyz
    26.09.2017 21:49
    Wyniki wyborów dlatego są dobre, bo nikt nie ma wystarczającej większości, by w pełni swoje głupie pomysły realizować.
  • MBTM
    27.09.2017 16:32
    "potencjalny nowy szef niemieckiej dyplomacji, nieraz już błysnął deklaracjami, w których wzywał do większego otwarcia na Rosję i zniesienia sankcji, niezależnie od kwestii Krymu, którą proponuje uznać za „trwałe prowizorium”. Cóż ten polityk FDP póki co "błysnął deklaracjami", a kanclerz Merkel podpisała umowę Nord Stream "niezależnie od kwestii Krymu" i przeciw solidarności która ponoć istnieje w UE.
  • Tobi
    27.09.2017 23:17
    Antyimigrancki program nie jest skierowany tylko wobec przybyszów z Bliskiego Wschodu (choć już to by wystarczyło, by nie chcieć mieć z nimi wiele wspólnego) - mógłby Autor rozwinąć tę myśl.
    doceń 0
  • gość
    28.09.2017 22:17
    Imigranci zawsze są źli. No chyba że polscy to wtedy nie.
    doceń 1