• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zanik z bezruchu

    Franciszek Kucharczak Franciszek Kucharczak

    |

    GN 38/2017

    dodane 21.09.2017 00:00

    Odchodzący od Kościoła nie wiedzą, co tracą, bo ci, co są w Kościele, rzadko wiedzą, co mają.

    Bardzo lubię Czechy. Pięknie wyglądają kolorowe pola i lasy, i wsie rozrzucone wśród wzgórz. Malowniczość wielu miejscowości podkreślają wieże kościołów, wokół których zazwyczaj skupione są domy. Z daleka widać, że to dla tych lokalnych społeczności centrum, najważniejszy budynek, miejsce, wokół którego toczy się życie.

    No właśnie – z daleka. Bo jeśli podjechać bliżej, najczęściej okazuje się, że te kościoły to już tylko niszczejąca pamiątka tego, czym były. Dachy dziurawe, okna powybijane, a zamknięte na głucho drzwi obrastają chwasty.

    To wygląda jak ciało, które niedawno opuściła dusza. Jest jeszcze może nawet okazałe, ale już zimne, nieruchome i nieme. Rozkład to kwestia czasu. Można je ewentualnie balsamować, ale nie po to, żeby działało, tylko żeby jakoś wyglądało.

    Ciekawa rzecz, że po naszej stronie granicy wciąż buduje się nowe kościoły, a kilka kroków za granicą nikt nie potrzebuje nawet starych. Z państwem, którego obywatele w olbrzymiej większości deklarują katolicyzm, sąsiaduje państwo – rekordzista pod względem liczby ateistów. A przecież mieszkańcy tego kraju prawie niczym nie różnią się od nas. Krew z krwi, w dodatku nasi rodzice chrzestni. Więc jak to się stało? Księża byli gorsi niż gdzie indziej i świeccy im powiedzieli „spadajcie na księżyc”? Świeccy byli bardziej oporni?

    Pewnie, że zaszłości historyczne, że husytyzm, wojna trzydziestoletnia, polityka Habsburgów. Pewnie, że zamordyzm komunistyczny większy niż u nas. Ale przecież był czas, wcale nie taki dawny, że te wspaniałe kościoły, rozsiane licznie po całym kraju, były pełne. A potem – zanik. Jakby brakło źródła zasilania. Jakby wszyscy razem, solidarnie, stracili ducha.

    Zanik ducha – gdzieś tu jest prawdziwa przyczyna zaniku chrześcijaństwa w wielu społeczeństwach ociężałej i zmęczonej cywilizacji Zachodu. Nie prześladowania i inne przeciwności są wrogiem duszy, lecz obojętność, nijakość, nuda, bezmyślna rutyna. Bezruch nie ma nic wspólnego z Duchem Świętym, który jest w bezustannym ruchu. Wieje, gdzie chce, ale zawsze tam, gdzie jest to dobre dla człowieka. Jeśli ludzie nie patrzą, skąd wieje ten wiatr i nie zamierzają nic zmieniać, zaczyna się bezruch, gnicie i umieranie.

    To Duch Święty ożywia Kościół. I to do Niego trzeba się zwracać, gdy kościoły grożą ruiną, gdy sypią się ściany i pękają fundamenty. Kościół przetrwa, ale nie mamy gwarancji, że w Europie albo że przynajmniej w Polsce. Nie ma też co biadolić nad rumowiskiem dawnej chwały, bo Bóg, jeśli zechce, potrafi ożywić nawet szkielety. A zechce, jeśli zaprosimy Ducha i pozwolimy Mu meblować nasze życie po swojemu. Tak odradza się Kościół, bo to Duch daje życie, a nie najwspanialsze ludzkie konstrukcje. Owszem, te konstrukcje na nowo ożyją, jeśli ożyją prawdziwe świątynie, jakimi są ludzie.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • Sluzebnica
      22.09.2017 01:00
      Nie ma większej miłości, gdy ktoś oddaje życie, za przyjaciół swoich. Piękna, odważna Kobieta!
    • Gość
      22.09.2017 15:20
      "po naszej stronie granicy wciąż buduje się nowe kościoły" a czy jest taka potrzeba? "deklarują katolicyzm" a czy z własnej woli zostali ochrzczeni etc?
    • gut
      22.09.2017 20:37
      Chyba, wszystko ma swoją kolej... ∴Autor Nieznany ≔ ≕ Zmierzch jest obietnicą poranka.∴

    • Józef Szczur
      23.09.2017 13:45
      Carrie DeKlyen to zaprawdę postać godna naśladowania. Osierociła piątkę dzieci, którymi jako rodzic miała obowiązek się opiekować. Gdyby się podjęła leczenia, dzieci już narodzone prawdopodobnie miałyby jeszcze matkę, a tak — nie żyje ona, nie żyje noworodek.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół