Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Uciekająca współczesność

Nawet najszybsza pogoń za nowoczesnością i tak kończy się starością.

Manuela Gretkowska, pisarka, feministka, założycielka nieistniejącej już Partii Kobiet, żaliła się ostatnio (i nie tylko ostatnio) w Onecie na Polskę. Według niej problemem naszego kraju „był i jest katolicyzm”. Stwierdziła, że to, co się u nas dzieje, „to nie jest droga do współczesności, to jest pielgrzymka na kolankach w drugą stronę”.

Cytuję to zdanie, bo dobrze pokazuje istotę zaangażowania środowisk odległych od chrześcijaństwa. Otóż według nich celem i obowiązkiem ludzkości jest „droga do współczesności”. Czyli osławiony „postęp”. To ichni najświętszy dogmat. Zdążamy do nowoczesności, więc albo jesteś zgodny z jej trendami, albo spadaj. Ta mityczna nowoczesność czy też współczesność ma jednak pewną wadę – co się ludzie do niej zbliżą, to ona się oddala. Nawet gdy ktoś sądzi, że ją dopadł i w niej się zanurzył, szybko okaże się, że tapla się w odmętach obciachu. Bo minęło, bo przeszło i teraz co innego jest współczesnością. Nawet „obciach” to już jest obciach, bo się inaczej na to mówi. A jutro będzie się mówiło jeszcze inaczej.

Całe to dążenie do „współczesności” to próba dogonienia horyzontu. Nawet trudno się temu dziwić – ludzie muszą mieć jakiś cel, inaczej zwariują. Wszyscy mamy instynkt Boga i jeśli Go nie przyjmujemy, musimy zastąpić Go czymkolwiek. Żeby tylko gdzieś zdążać, żeby nie dać się owładnąć spychanej w podświadomość myśli, że jeśli nie Bóg, to byle co, czyli w ostatecznym rozrachunku – nic.

A co takiego cennego jest w owej uciekającej współczesności, że tak wielu jej fanów za nią goni? Chyba właśnie to: nadzieja. Złudna, ale jednak nadzieja. Na co? Na jakąś pełnię czasu. Na coś nieokreślonego, co kiedyś nadejdzie i wypełni tęsknotę ludzkiego serca.

Tymczasem spełnienie już nadeszło – rzec można: kulminacja prawdziwej współczesności. Czytamy o tym w Biblii: „Gdy nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo” (Ga 4,4-5).

Skoro Bóg przyszedł na ziemię akurat w takim miejscu i czasie, to znaczy, że już ponad dwa tysiące lat temu ludzkość osiągnęła cel. Cała wcześniejsza i późniejsza droga ludzkości to tylko zdążanie do tego celu – lub uciekanie od niego. Rozwój technologii i postęp naukowy nie zaspokajają ludzi ani nawet nie uspokajają. Kto nadzieję lokuje w ziemskiej przyszłości, zamiast nowości, doczeka się starości – pełnej zgorzknienia i poczucia zawodu. Żeby mimo upływu lat zachować prawdziwą świeżość, trzeba pójść – choć niekoniecznie, jak chciałaby Gretkowska, „na kolankach” – do Jezusa. Wtedy człowiek zanurzy się w pełni czasu, bo ona nie bazuje na przemijaniu, tylko na wieczności.

« 1 2 »
oceń artykuł

Reklama

  • Gość
    14.09.2017 08:35
    Ten bożek, to wypisz-wymaluj, bożek mody.
    doceń 2
  • Gość
    14.09.2017 09:57
    Postęp według ludzi żyjących w latach 70-tych - "Za trzydzieści lat na wakacje będziemy latać na Księżyc!". Postęp według ludzi żyjących w 2017 - wow mogę wybierać spośród 999 płci!
    doceń 15
  • Malina-m3
    14.09.2017 16:20
    Świetny Tekst, Panie Franciszku! Dziś "nowoczesność" to taki bożek - Moloch, i bat na osoby rozróżniające dobro od zła, prawdę od kłamstwa...