• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Wszystkie dzieci Trumpa

    Jacek Dziedzina Jacek Dziedzina

    dodane 08.09.2017 09:30

    Donald Trump zdecydował o przerwaniu programu, który chronił dzieci nielegalnych imigrantów przed deportacją. Bardzo głupi pomysł na… relokację.

     

    Deferred Action for Childhood Arrivals. W skrócie DACA. To program, który w 2012 roku wprowadziła administracja Baracka Obamy. Jeden z niewielu rozsądnych projektów byłego prezydenta właśnie został odstawiony do archiwum za pomocą jednego podpisu Donalda Trumpa. DACA był programem dość logicznym w założeniach: ponieważ dzieci imigrantów nie podjęły świadomej i dobrowolnej decyzji o przeprowadzce do USA, nie mogą odpowiadać za decyzję podjętą przez rodziców. Dlatego też przyjęto przepisy, które mówiły, że dzieci, które przybyły do Stanów Zjednoczonych przed 16. rokiem życia, będą miały prawo do dalszej nauki i legalnej pracy. Przywilej ten przysługiwał wyłącznie tym dzieciom, które nie były notowane za przestępstwa i uczęszczały do szkoły. Ta klauzula wybijała argument przeciwnikom, którzy obawiali się, że władze będą związane tymi przepisami w postępowaniu wobec osób łamiących prawo i lekceważących edukację szkolną.

    Trudno zrozumieć i zaakceptować tę decyzję Trumpa. Mądrze i błyskawicznie zareagował na nią amerykański episkopat. Konferencja Episkopatu USA wydała oświadczenie: „Ta decyzja zrywa z naszą historią, ukazuje brak miłosierdzia i dobrej woli, stanowi wyraz krótkowzrocznej wizji przyszłości” – napisali biskupi. Jeszcze dosadniej wyraził to arcybiskup Nowego Jorku, kard. Timothy Dolan: „Jako duszpasterz muszę wam powiedzieć, że ci marzyciele nie są przestępcami, obcymi, intruzami, oni są nami, to nasi ludzie! Demonizowanie tych osób poprzez określanie ich mianem zagrożenia lub terrorystów przeczy Biblii, Ameryce, Nowemu Jorkowi i zwykłej przyzwoitości” – mówił nie kryjąc emocji podczas specjalnej konferencji prasowej. Dodatkowo skomentował decyzję Trumpa w specjalnym oświadczeniu: „Ta decyzja to odwrót od ideałów, na których zbudowany został nasz ukochany kraj”. Również Siostry Miłosierdzia, które przez 20 dni prowadziły czuwanie modlitewne przed Białym Domem w intencji utrzymania polityki migracyjnej, wydały oświadczenie: „Nie będziemy się bezczynnie przyglądały temu, jak z beneficjentów DACA, ich rodzin, pozostałych nieudokumentowanych imigrantów, a także innych grup wykluczonych, czyni się kozły ofiarne i oskarża się ich o spowodowanie problemów ekonomiczno-społecznych, które targają naszym krajem”.

    Tak jak smuci i oburza decyzja Trumpa, tak cieszy zdecydowana i jednoznaczna reakcja Kościoła w USA. Zwłaszcza głos kard. Dolana brzmi wyjątkowo szczerze i wiarygodnie, bo wcześniej nie miał oporów, by pochwalić Donalda Trumpa za jego akcję na rzecz obrony życia nienarodzonych dzieci. Pamiętamy przecież, że jedną z pierwszych decyzji obecnego prezydenta USA było podpisanie ustawy zakazującej finansowania największej organizacji proaborcyjnej Planned Parenthood i lobbowania aborcji za granicą. Dobrze więc, że tym razem, gdy decyzja o przerwaniu programu chroniącego dzieci imigrantów przed deportacją kłóci się nie tylko ze zdrowym rozsądkiem, ale też z wartościami chrześcijańskimi, których obrońcą ogłosił się Donald Trump, i kard. Kiej Dolan i cały amerykański episkopat mają odwagę powiedzieć wyraźnie: to jest obce i chrześcijaństwu, i amerykańskiej tradycji.

    «« | « | 1 | » | »»

    Wybrane dla Ciebie

    • Gość
      09.09.2017 05:01
      A ja uważam, że prezydent Trump postąpił słusznie - dzieci nie są samodzielnymi podmiotami prawnymi - odpowiadają za nich rodzice. Ponadto jeśli rodzice nielegalnie przekraczają granice, łamiąc prawo - posiadanie dzieci nie może sprawić, że ich czyn stanie się legalnym - to byłby absurd. Równie słusznie można by odmiennie sądzić złodziei z dziećmi i bez dzieci...
    • Jacek Dz
      09.09.2017 10:51
      tytułem dopowiedzenia - pojawiają się tutaj uwagi, że "za dzieci odpowiadają rodzice" i "kard. Dolan chce odbierać rodzicom dzieci w imię prawa pobytu w amerykańskim raju". Przecież to nieporozumienie - po pierwsze, program ochronny nie zakładał przymusu pozostania - tzn. deportujemy rodziców, a dzieci zostawiamy, bo są "pod ochroną". Przecież to byłby absurd i żadnych takich przypadków nie rejestrowano. To logiczne, że rodzice zabierali dzieci ze sobą. Po drugie - w praktyce ochrona dotyczy tych, którzy już dzisiaj są albo dorośli, albo są na progu dorosłości, tam układają sobie życie - nierzadko już bez rodziców. Program jednak chronił - i w sumie nadal chroni, bo zamknięcie programu nastąpi, jeśli w ciągu pół roku Kongres nie przyjmie nowej regulacji - tych, którzy przybyli z rodzicami przed 16. rokiem życia. Ale dzisiaj wielu z nich ma już ponad 20, 30 i więcej lat. Podsumowując: w programie nie chodziło o to, by rodzielać małoletnich od deportowanych rodziców...
    • (wujek) Olek
      12.09.2017 11:48
      Problem jest szerszy. Tu dzieciom i ich rodzicom grozi deportacja, jeśli nielegalnie znaleźli sie w USA, that`s law. W przypadku urodzonych w USA dzieci (stającymi sie tym automatycznie obywatelami USA) nielegalnych imigrantów polityka jest bardziej zbrodnicza: Rodziców sie deportuje a dzieci jako obywateli USA wysyła do domów dziecka czy rodzin zastępczych. Podobne do programu "aryzacji" III. Rzeszy, gdzie dzieci o "aryjskich" cechach odbierano słowiańskim rodzicom i oddawana w ręce "aryjskich", zobacz
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Lebensborn
      (pozostała działalność).
    • (wujek) Olek
      12.09.2017 12:18
      "... program ochronny nie zakładał przymusu pozostania - tzn. deportujemy rodziców, a dzieci zostawiamy, bo są "pod ochroną". Przecież to byłby absurd i żadnych takich przypadków nie rejestrowano." Tak i nie. W przypadku urodzonych w USA dzieci nielegalnych imigrantów właśnie deportowano i deportuje sie rodziców, a dzieci oddaje do domu dziecka czy adopcji. Takie fakty. Jak widać "nowoczesnym i postępowym" to nie przeszkadza.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół