• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Bez paniki

    Marcin Jakimowicz Marcin Jakimowicz

    dodane 08.09.2017 06:00

    Wynudziłem się jak mops. Było jak w polskim filmie, gdy człowiek ma ochotę wyjść z kina. I wtedy Bóg odpowiedział.

    Przed rokiem załatwiałem wyjazd na ośmiodniowe rekolekcje dla wspólnoty. W ciągu kilku dni miałem konkretnie zadeklarować, ile osób pojedzie. Mogłem się pomylić o… 5%. Do zagospodarowania ponad… 140 miejsc (czytaj: do zapłaty kilkadziesiąt tysięcy złotych). Zerknąłem na listę. Dotąd zapisało się jedynie kilkanaście osób. Brakowało grubo ponad setki. Nic dziwnego: rekolekcje miały się odbyć za dziesięć miesięcy. Kupa czasu. Czy ktoś się przyłączy? Czy znajdzie czas i pieniądze? Dostanie urlop? Sporo podobnych wątpliwości rozsadzało mą głowę.

    W nocy miałem sen. Śniło mi się, że lista pozostaje pusta. Obudziłem się rozbity.

    Po pracy poszedłem na adorację Najświętszego Sakramentu. Usiadłem przed Jezusem i bez chlipania w rękaw i rozwlekania tematu krótko powiedziałem, o co chodzi. Nic spektakularnego się nie wydarzyło. Po ludzku rzecz biorąc, wynudziłem się jak mops. Było jak w polskim filmie, gdy człowiek ma ochotę wyjść z kina. Emocje jak na grzybobraniu…

    Moje myśli szybowały we wszelkich możliwych kierunkach. Nie przejmowałem się tym. Wiedziałem przed Kim siedzę.

    Wychodziłem z kościoła z pokojem w sercu, gdy nagle przyszedł pierwszy SMS. Na wyjazd zapisały się cztery osoby. Do wieczora doszły jeszcze 32. Poczułem, że Bóg przejął inicjatywę.

    Po kilkunastu dniach chętnych było tak wielu, że musieliśmy zamknąć listę. Ta adoracja była dla mnie wydarzeniem przełomowym. Oddaniem sprawy Temu, o którym św. Piotr pisze: „Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was” (1 P 5,7).

    „Oto nie zdrzemnie się i nie zaśnie ten, który czuwa nad Izraelem”. On jest, czuwa. Nie ma sytuacji, które wymknęłyby się Mu spod kontroli. Nie trzeba czekać na duchowe fajerwerki.

    – Uczucia i emocje na modlitwie nie mówią nic o Bogu ani o samej modlitwie. One mówią o nas – wyjaśnia siostra Bogna Młynarz. – Akt wiary, na który powinniśmy się zdobyć, jest czymś bardzo prostym, ale jednocześnie niełatwym. Prostym, bo cóż prostszego niż powiedzieć: "Panie, stoję przed Tobą i wierzę, że jesteś obecny. Działaj we mnie i przeze mnie". A równocześnie niełatwym, bo jest to krok w ciemno. Trzeba to jednak zrobić, zanim... poczuje się obecność Boga, a nawet wtedy, gdy się jej nie poczuje wcale.

    Gdy kiedyś Teresa z Avila była w prawdziwych tarapatach i zaczynała wpadać w panikę, Jezus powiedział jej wprost: „Uspokój się, kobieto małej wiary. Wszystko idzie jak najlepiej”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Gość
      08.09.2017 10:12
      Dziękuję za przypomnienie :-)
      doceń 10
    • Gość
      08.09.2017 10:21
      Zawsze komuś coś nie pasuje - dajcie spokój! Mi to Słowo dziś w punkt, wiec odpuśćcie z tym narzekaniem 😚
    • Gość
      08.09.2017 11:05
      Dziękuję - bardzo dobry tekst, trzeba o tym pisać.
      Kiedyś wspominał Pan że przez jakiś czas miał taką swoją noc duchową, ja wtedy czytałam Pana teksty nie wiedząc o tym (mniej więcej lata 2012-2015) i one były cudowne, bardzo do mnie przemawiały, bardzo zbliżały mnie do Jezusa, czekałam na każdy jak na duchowy smakołyk. Ten tutaj jest właśnie taki - dziękuję :)
      A z innej beczki, ostatnio coś ciągnęło mnie na adorację - jakoś dzięki Bogu zachodzę codziennie po pracy na pare minut, ale kilka razy ostatnio wybrałam się na godzinę nocnej adoracji w jednym z miejskich kościołów - na adoracji - absolutnie cudownie, mała kapica, majestatyczny Jezus w monstrancji, 2 świece, cisza, kilka osób, dyżury. Można szczerze porozmawiac z Jezusem w bliskości. Ale też wiadomo - była noc, tak po ludzku trochę męczyła sennośc, trochę rozproszenia, ale potem po kilku takich adoracjach zauważyłam że mam w sercu radośćw ciągu dnia, jakąś siłę która po prostu się pojawiła, ja nie wiedziałam że to w ogóe jest możliwe, myślałam że mój standardowy stan samopoczucia to norma, a tu okazało się że może być o wiele lepiej i ta siła pojawiła się po tych adoracjach, niespodziewanie. Polecam każdemu, a Jezus ytle razy wspominał że na nas czeka. Taka pokora i miłość. Chwała Panu!
      doceń 14
    • Arek
      09.09.2017 10:14
      Niektórym Bóg odpowiada. A niektórym nie... Niech Pan nie myśli tylko o sobie...
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół