• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Dubia kardynała

    Jacek Dziedzina Jacek Dziedzina

    dodane 06.09.2017 18:10

    Zmarły kardynał Carlo Caffarra potrafił krytycznie spojrzeć nie tylko na adhortację Franciszka „Amoris laetitia”. Miał również uwagi wobec… encykliki Pawła VI „Humanae vitae”.

    To zestawienie wyda się zapewne dla wielu zaskoczeniem, bo o ile pierwszy dokument uchodzi (niesłusznie) za owoc tzw. liberalnego myślenia w Kościele, drugi jest sztandarowym dokumentem tzw. opcji konserwatywnej.

    Kardynał Caffarra kojarzony był dotąd głównie z listem czterech kardynałów (tzw. dubia) w sprawie interpretacji „Amoris laetitia”, opublikowanym (moim zdaniem nieszczęśliwie) w raczej antykościelnej na co dzień gazecie „La Repubblica”. Historia sporu o AL jest znana i będzie miała zapewne ciąg dalszy.

    W tym miejscu jednak warto zatrzymać się na mniej znanym wątku, jakim były właśnie krytyczne uwagi kardynała odnośnie „Humanae vitae”. Nie tyle co do istoty nauczania, ile co do sposobu uzasadniania m.in. sprzeciwu Kościoła wobec antykoncepcji. Zwrócił na to uwagę parę lat temu George Weigel. Amerykański biograf Jana Pawła II przywołał słowa kard. Caffarry, pozornie dość zaskakujące w kontekście jego poglądów. Wprawdzie zawsze popierał nauczanie zawartego w „Humanae vitae” odnośnie planowania rodziny i antykoncepcji, to jednocześnie wyrażał pogląd, że argumentacja encykliki… pozostawia wiele do życzenia. „Nikt już dziś nie kwestionuje, że «Humanae vitae» w czasie, gdy została opublikowana, spoczywała na fundamentach dość kruchej antropologii i że w jej argumentach można było odnaleźć pewien «biologizm»”, cytował kardynała Weigel. To o tyle zaskakujące, że powszechnie uważa się, iż decydującą rolę w powstaniu tej encykliki miał Karol Wojtyła, którego personalistyczna wizja jest przecież daleka od jakiegokolwiek biologizmu. Z dokumentów, do których Weigel dotarł w krakowskim archiwum wynika jednak, że encyklika byłaby bardziej przekonująca, gdyby rzeczywiście oparła swoją argumentację na personalistycznej myśli krakowskiej szkoły, gdy tymczasem tak naprawdę zabrakło w niej szerokiej wizji humanistycznej. Sam zakaz stosowania pigułki antykoncepcyjnej, do czego sprowadzono w istocie dyskusję o encyklice, był, owszem, wynikiem wpływu Wojtyły na Pawła VI, jednak już samo uzasadnienie, dlaczego jej stosowanie kłóci się z najgłębszą prawdą o człowieku i jego seksualności, nie opierało się tak mocno na myśli Wojtyły. Być może to jest kluczem do zrozumienia, dlaczego nie tylko świat, ale nawet duża część katolików odrzuciła moralne nauczanie papieża Pawła VI. W tym kontekście widać dopiero, że krytyczne, choć zawsze wynikające z miłości, uwagi ś.p. kard. Cafarry były bezcenne dla Kościoła.

    Zmarły kardynał miał świadomość, że – jak sam mówił – „szatan rzuca dziś Bogu straszne i ostateczne wyzwanie. Chce Mu pokazać, że za jego sprawą powstanie alternatywne antystworzenie, które ludzie uznają za lepsze od tego, co stworzył Bóg”. Kardynał był pod wyraźnym wrażeniem korespondencji z siostrą Łucją, która 30 lat temu napisała mu właśnie słynne słowa: „Decydująca konfrontacja między Królestwem Bożym i szatanem będzie dotyczyć małżeństwa i rodziny”. Pisała to już po publikacji „Humanae vitae”. Kardynał, krytykując argumentację (nie istotę) zawartą w tym dokumencie, miał zapewne na uwadze również to, że nie wystarczy głosić prawdy o małżeństwie i płciowości człowieka. Trzeba to robić w taki sposób, by odbiorca tę prawdę uznał za swoją.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • PTaraski
      07.09.2017 09:02
      Artykuł, choć dobrze mówi o zmarłym Kardynale, co jest słuszne, opiera się na niewiedzy i przeczy elementarnym faktom. Po pierwsze nieprawdą jest zdanie:

      >Wojtyła, którego personalistyczna wizja jest przecież daleka od jakiegokolwiek biologizmu .... <

      Otóż wizja Wojtyła był bliskie pelagianizmowi negującego skutki grzechu pierworodnego i konieczność łaski. W wizji Wojtyły zawartej w jego "Teologii ciała" sfera seksualna została podniesiona do roli sacrum, do roli uświęcającej związek. Oczywiście nie ma to żadnego pokrycia w PŚ, ani Tradycji Kościoła, i wydaje się być jego oryginalnym błędem. Kościół naucza jednak, że w wyniku grzechu pierworodnego, człowiek został zdeformowany, szczególnie w sferze seksualnej. Uczy także, że to nie folgowanie popędom może uświęcić człowieka, ale Boża łaska - a to odrzuca właśnie pelagianizm.

      >Z dokumentów, do których Weigel dotarł w krakowskim archiwum wynika jednak, że encyklika byłaby bardziej przekonująca, gdyby rzeczywiście oparła swoją argumentację na personalistycznej myśli krakowskiej szkoły ... <

      Tutaj drogi redaktor wykazuje się brakiem zrozumienia słowa "wynika". Z dokumentów wcale nie wynika, że encyklika byłaby bardziej przekonywująca, co jest pojęciem subiektywnym, ale że zdaniem Weigla byłaby bardziej przekonywująca.

      > Sam zakaz stosowania pigułki antykoncepcyjnej, do czego sprowadzono w istocie dyskusję o encyklice, był, owszem, wynikiem wpływu Wojtyły ... <

      I znowu zupełna niewiedza! Tak to jest, gdy dziennikarz powtarza niedorzeczności za pseudo-autorytetem typu Weigla. Nie wiem, czy to była niewiedza Weigla, czy manipulacja, w każdym razie jest to fałsz. Otóż poprzedni papieże tak samo zdecydowanie wypowiadali się przeciwko antykoncepcji.

      Kościół nie mógł i nie może głosić zresztą niczego innego, bo według chrześcijańskiej koncepcji małżeństwa, celem jego jest poczęcie i wychowanie potomstwa. Kościół stoi też na gruncie prawa naturalnego, a to mówi że celem aktu seksualnego jest prokreacja.

      Niestety to zostało zakłamane podczas rewolucji Soboru Watykańskiego 2. , który błędnie dodał do celów małżeństwa wzajemną więź. Wojtyła poszedł jeszcze dalej, i w seksie zaczął upatrywać narzędzie uświęcenia. To oczywiście otwarło drzwi deformacji pojęcia małżeństwa, bo jeśli małżeński seks może być dobry sam w sobie, to czemu nie odmówić go parom bez ślubu, a w następnym kroku parom homoseksualnym?

      Jeśli chodzi o personalizm Wojtyły, to była to koncepcja zupełnie błędna. Wojtyła nie miał odpowiedniego wykształcenia filozoficznego, ani tym bardziej teologicznego. Jak wiemy, sam poznawał filozofię w czasie niemieckiej okupacji. Niestety z personalistycznej filozofii zrobił ideologię, nie potrafiąc zresztą dostrzec jej błędów i niezgodności z nauczaniem Kościoła. Dzisiaj ta filozofia jest martwa, bo nikt jej już nie uprawia, ale niestety w przez Wojtyłę wciąż w kręgach kościelnych pokutuje. Wojtyła tak się w tych swoich antropocentrycznych błędach zapędził, że nawet w jednej z encyklik napisał, że po wcieleniu Chrystusa człowiek, każdy, stał się Bogiem, co jest herezją i przypomina kuszenie przez węża w Raju: będziecie jak bogowie.

      > Być może to jest kluczem do zrozumienia, dlaczego nie tylko świat, ale nawet duża część katolików odrzuciła moralne nauczanie <

      Niestety to nie świat i część katolików wpierw odrzuciły naukę Kościoła o małżeństwie, ale najpierw została ona zdeformowana przez Wojtyłę i SW2.

      > Decydująca konfrontacja między Królestwem Bożym i szatanem będzie dotyczyć małżeństwa i rodziny <

      Tak, ale szatan zadziałał przez ludzi Kościoła deformując nauczanie o małżeństwie.
      Można poczytać sobie o tym w bardzo dobrej serii artykułów:

      https://rorate-caeli.blogspot.com/2017/03/the-church-and-asmodeus-part-1.html

      https://rorate-caeli.blogspot.com/2017/03/the-church-and-asmodeus-part-2.html

      https://rorate-caeli.blogspot.com/2017/03/the-church-and-asmodeus-part-3-and.html

      https://rorate-caeli.blogspot.com/2017/04/the-evils-of-amoris-laetitia-church-and.html

      Dla Polaka jest to lektura obowiązująca, bo w Polsce właśnie najbardziej szerzone są błędy Wojtyły.

      I jeszcze jedno. Weigel jako dziennikarz jest niewiarygodny. Jest to bardziej agitator i działacz polityczny wspierający linię tzw. neo-cons, czyli tzw. neokonserwatystów, którzy byli frakcją popychającą USA do kolejnych destruktywnych wojen na Bliskim Wschodzie: w Iraku, Libii, Syrii itd. Weigel należał zresztą do sygnatariuszy listu w sprawie rozpętania wojny z Irakiem. No i mamy tam sytuację, jaką mamy: 100 000 zabitych, szalejący terroryzm i Państwo islamskie, akty terroru w Europie, fale imigrantów, zagrożenie cywilizacji chrześcijańskiej.

      Po owocach ich poznacie!!!
    • PTaraski
      07.09.2017 09:17
      Wspomniana seria artykułów ma tytuł: Kościół i Asmodeusz.

      Parafrazując znane powiedzenie P6, można powiedzieć: Smród Asmodeusza wdarł się do Kościoła.

      Smród wdarł się przez nową, niezgodną z prawdziwym nauczaniem Kościoła definicję małżeństwa, przez podniesienie seksu do roli uświęcającej. Potem było odrzucenie nauczania o złu antykoncepcji. A dzisiaj mamy kolejną odsłonę tego dramatu, kiedy promowana jest komunia dla cudzołożników. Franciszek twierdzi, że niektóre konkubinaty mają "łaskę małżeństwa". Na ostatnim synodzie niemal przegłosowano dokument, w który dopatrywał się dobra w sodomii.

      A to przecież nie koniec tej historii, bo zwolennicy zmian chcą ślubów sodomickich itp. aż do zupełnej destrukcji Kościoła. Na to jednak Pan Bóg nie pozwoli, bo jest powiedziane: A bramy piekielne go [Kościoła] nie przemogą.
    • Gość
      07.09.2017 15:20
      Zle sie dzieje w KK :https://dorzeczy.pl/religia/40725/Hiszpania-Skrytykowal-papieza-Franciszka-zostal-usuniety-z-katolickiego-uniwersytetu.html
    • Gość Marek
      07.09.2017 23:48
      Również dziękuję. Przeczytałem z uwagą. Czytałem też opracowanie krytyczne na zalinkowanych stronach dotyczące teologii ciała, jest to dla mnie trudny dość tekst, ale Pan teraz w skrócie wiele wyjaśnił.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół