• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Poza pamięcią

    Andrzej Grajewski

    |

    GN 36/2017

    dodane 07.09.2017 00:00

    Czy obrońcy Węgierskiej Górki spoczywają w nieoznaczonej mogile na cmentarzu garnizonowym w Bielsku-Białej?

    Według ustaleń historyków oraz dowódcy obrony fortów w Węgierskiej Górce kpt. Tadeusza Semika, w czasie walk między 1 a 3 września 1939 r. zginęło 11 polskich żołnierzy. Siedmiu w dwóch fortach „Włóczęga” i „Wędrowiec”, czterech w schronie bojowym na przedpolu, zniszczonym ogniem niemieckiej artylerii. 11 nazwisk widnieje na tablicy umieszczonej na forcie „Wędrowiec”. Otwarte jest pytanie, gdzie pochowano poległych żołnierzy.

    Latem br., odwiedzając cmentarz garnizonowy w Bielsku Białej, usłyszałem, że być może żołnierze z Węgierskiej Górki zostali tutaj pogrzebani jesienią 1939 r. O pomoc w weryfikacji tej informacji poprosiłem Henryka Juszczyka, byłego przewodniczącego Rady Miejskiej w Bielsku-Białej, obecnie pełnomocnika ds. społecznych prezydenta miasta. Na jego prośbę Paweł Futoma z Urzędu Miejskiego sprawdził zapisy w Księdze Pochowanych Cmentarza Wojska Polskiego w Bielsku-Białej. Kwerenda potwierdziła fakt pochówku obrońców Węgierskiej Górki na tym cmentarzu, umożliwiła także identyfikację ich mogił. Warto dodać, że w Księdze Pochowanych umieszczone są tylko nazwiska spoczywających na cmentarzu żołnierzy, bez adnotacji, gdzie zginęli. Dopiero porównując nazwiska z Księgi Pochowanych z listą nazwisk umieszczoną na „Wędrowcu”, możemy stwierdzić, że obrońcy Węgierskiej Górki spoczywają na cmentarzu garnizonowym w Bielsku-Białej.

    Pozycja ryglująca

    Przed koniecznością obrony od południa Polska stanęła dopiero w marcu 1939 r., kiedy Hitler zajął Czechy, ustanawiając Protektorat Czech i Moraw, a Słowacja ogłosiła suwerenność, oddając się jednocześnie pod militarną opiekę III Rzeszy. Tereny słowackie zajmowane przez jednostki niemieckie otrzymały status eksterytorialny. W ten sposób pogranicze polsko-słowackie stało się dla Wehrmachtu ważną bazą przygotowań do agresji na Polskę.

    Nasz sztab przewidywał, że niemieckie uderzenie od strony Słowacji może być prowadzone m.in. doliną Soły, aby rozciąć i okrążyć siły broniące południowych granic państwa polskiego. Pod koniec czerwca 1939 r. zdecydowano o budowie fortyfikacji w rejonie Węgierskiej Górki i Korbielowa. Budowę, którą nadzorował inż. mjr Jan Śliwiński, zaczęto w lipcu. Wojsku i hufcom junaków w budowie fortów pomagała miejscowa ludność. Całego zaplanowanego systemu nie zdążono jednak wybudować. We wrześniu do walki były gotowe jedynie 4 forty: „Waligóra” i „Włóczęga”, położone na wschodnim stoku Małej Baraniej Cisieckiej i strzegące doliny Soły, oraz ulokowane w dolinie Żabnicy „Wędrowiec” i „Wąwóz”. Położono przed nimi zasieki z drutu kolczastego, a z szyn kolejowych zrobiono tzw. kozły, aby uniemożliwić podejście czołgów. Żaden z bunkrów nie został jednak wykończony i zaopatrzony. Nie funkcjonował system wentylacyjny, nie zdołano zbudować łączności ani zainstalować oświetlenia. Brakowało także jedzenia, wody pitnej oraz amunicji.

    W końcu sierpnia forty obsadzili żołnierze 151. Kompanii Fortecznej „Węgierska Górka”. Jednostka liczyła 71 żołnierzy, a dowodził nią kpt. Tadeusz Semik. Nie była to żadna elitarna jednostka, jak później pisali niemieccy korespondenci wojenni. W ocenie jej dowódcy: „Kompania Forteczna była przypadkowym zlepkiem żołnierzy zebranych z różnych baonów Korpusu Ochrony Pogranicza i Obrony Narodowej, którzy przeważnie nie znali się wzajemnie”.

    Umocnienia wokół Węgierskiej Górki obsadzili żołnierze batalionu Korpusu Ochrony Pogranicza „Berezwecz”, stacjonującego wcześniej w województwie wileńskim i dopiero wiosną przerzuconego na południe. Dowodził nim mjr Kazimierz Czarkowski. Batalion wspierały trzy baterie artylerii oraz kompania Obrony Narodowej. Łącznie pozycji w tym rejonie broniło ok. 1500–1700 polskich żołnierzy. Niemcy wiedzieli o polskich przygotowaniach, ponieważ pod koniec sierpnia ich lotnictwo wykonywało loty zwiadowcze nad tym terytorium. Informacje o umocnieniach przekazywali także członkowie niemieckiej mniejszości, którzy pod pretekstem wypraw turystycznych kręcili się po okolicy.

    Godziny chwały

    1 września 1939 r. o świcie z kierunku Zwardonia oraz Przełęczy Jabłonkowskiej ruszyła VII Bawarska Dywizja Piechoty, bardzo silnie uzbrojona, dowodzona przez gen. Eugena Otta, zaliczonego później do elity dowódców Wehrmachtu. Jednostka do wojny przygotowywała się w rejonie Czadcy na Słowacji. Liczyła 17 tys. żołnierzy, ale jedynie część oddziałów atakowała Węgierską Górkę. Niemieckie dowództwo zakładało, że polska obrona zostanie przełamana z marszu. Okazało się jednak, że pomimo nawałnicy ognia artyleryjskiego i nalotów lotniczych polskie oddziały powstrzymały posuwanie się Niemców w dolinie Soły i zadały im poważne straty. Walki o Węgierską Górkę trwały do 3 września. W pierwszym okresie załogi fortów były względnie bezpieczne. Niemcy nie mogli się do nich zbliżyć, rażeni ogniem żołnierzy z batalionu „Berezwecz”. Jednak wieczorem 2 września, ze względu na sytuację na innych odcinkach frontu, batalion otrzymał rozkaz wycofania się. Razem z żołnierzami tej jednostki wycofała się załoga fortu „Waligóra”, co ułatwiło Niemcom podejście pod „Włóczęgę”. Walki o fort trwały całą noc i dopiero rano 3 września, kiedy Niemcom udało się podejść pod jego mury i ogniem z działa rozbić drzwi pancerne, załoga „Włóczęgi” skapitulowała. Odtąd cały atak został skierowany na fort „Wędrowiec”, w którym znajdował się także kpt. Semik. Obrońcy odparli kilka szturmów, ale i tutaj wróg zaczął podchodzić pod fort. W końcu niemieckim saperom udało się wrzucić do środka kilka wiązek granatów oraz ładunek wybuchowy, który eksplodował. To spowodowało, że ok. godz. 17 kpt. Semik zdecydował o kapitulacji. Trwał jeszcze fort „Wąwóz”, położony w głębi doliny Żabnicy, na uboczu działań bojowych. Żołnierze z tej placówki wytrwali do wieczora, wtedy zniszczyli ciężki sprzęt i rozproszyli się. Dowódca VII dywizji gen. Ott napisał później, że obrońcy Węgierskiej Górki zasługują na najwyższy żołnierski szacunek, gdyż przez wiele godzin samotnie odpierali ciągłe natarcie z udziałem artylerii i lotnictwa. „Poddali się właściwie po wyczerpaniu wszelkich możliwości obrony, mając uszkodzone działa, amunicję na wyczerpaniu, niemal wszyscy odnieśli rany” – zanotował.

    Kwatery nr 3 i 4

    Po bitwie Niemcy zebrali z pola walki ciała polskich żołnierzy i prawdopodobnie przewieźli je do Bielska, aby pochować na cmentarzu garnizonowym, wówczas położonym na skraju miasta. Dzięki informacjom zapisanym w Księdze Pochówków wiemy, że sierżant Stanisław Raczyński, dowódca fortu „Wędrowiec”, strzelcy: Jan Kulpa, Antoni Michalski, Jan Tlałka, Antoni Kopeć oraz Władysław Szczepański leżą w zbiorowej mogile w kwaterze nr 3. W kwaterze nr 4 został pochowany Wiktor Zieniewicz. Prawdopodobnie w tej samej spoczywają pozostali żołnierze polegli w czasie walk o Węgierską Górkę: kapral Franciszek Tomaszek, kapral Bolesław Wiśniewski oraz strzelcy Jan Flis i Wawrzyniec Szpak. Ich nazwiska nie zostały jednak zapisane w Księdze Pochowanych. Natomiast na tablicy pamiątkowej, postawionej na tym cmentarzu w latach 60., z informacją, że spoczywają tutaj żołnierze polegli we wrześniu 1939 r., oprócz wymienionych w Księdze znajduje się także nazwisko Szpak. Widnieją także nazwiska, których nie znalazłem w żadnym opracowaniu na temat walk o forty, ale być może są nieznanymi dotąd żołnierzami poległymi w tej bitwie.

    Niewielka tablica, dzisiaj zarośnięta i praktycznie niewidoczna, znajduje się po lewej stronie zbudowanego jeszcze w czasach PRL pomnika. Napis na nim informuje, że pomnik upamiętnia poległych „w walce o wolność i demokrację”. Skąd wzięły się nazwiska na tablicy? Zakładam, że wykorzystano oryginalną dokumentację cmentarza. Nie skojarzono jednak nazwisk poległych z obrońcami Węgierskiej Górki.

    Jak wspomina Tadeusz Michałek, którego firma niegdyś opiekowała się cmentarzem, w latach 90. przyjeżdżał do niego starszy pan i przekonywał, że pochowani tutaj żołnierze zginęli w obronie Węgierskiej Górki. Domagał się, aby ten fakt został uwieczniony na tablicy pamiątkowej. Ponieważ jego prośba nie została spełniona, w akcie desperacji sam na tablicy przed nazwiskami poległych wyrył słowa: „w Węgierskiej Górce”. Tak pozostało do dzisiaj.

    Na ile wiarygodna jest informacja o tym pochówku? Księga Pochowanych, z której pochodzą informacje o żołnierzach poległych w obronie Węgierskiej Górki, powstała w 2000 r. na podstawie dokumentów pierwotnych, których dzisiaj w Urzędzie Miejskim w Bielsku-Białej nie ma. Tworzący ją urzędnik nie żyje. Z pewnością jednak sporządzając ją, dysponował dokumentami świadczącymi o tym pochówku. Inaczej trudno byłoby wyjaśnić, dlaczego nazwiska właśnie tych żołnierzy zostały umieszczone na symbolicznej tablicy. Aby mieć całkowitą pewność, potrzebne są dodatkowe badania historyczne, być może także prace ekshumacyjne. Wszystko jednak wskazuje na to, że obrońcy Węgierskiej Górki spoczywają na cmentarzu garnizonowym w Bielsku-Białej. Pora więc, aby miejsce ich wiecznego spoczynku otrzymało oprawę godną ich walki i bohaterskiej śmierci.

    Korzystałem m.in. z książek Stanisława Suchanka „Forty Węgierskiej Górki” oraz „Węgierska Górka – Westerplatte Południa”, a także pracy zbiorowej „Obrońcy Węgierskiej Górki”.

      Tablica z nazwiskami żołnierzy poległych we wrześniu 1939 r. na cmentarzu garnizonowym w Bielsku-Białej.
    Tomasz Jodlowski /REPORTER/east news

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół