• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Poseł najspokojniejszy

    dodane 07.09.2017 00:00

    O zaplanowanej agresji posłów, błędach w reformie sądownictwa i etatyzmie PiS mówi Tomasz Rzymkowski.

    Bogumił Łoziński: Bardzo jest Pan nerwowy?

    Tomasz Rzymkowski: W opinii Beaty Michniewicz z radiowej Trójki jestem najspokojniejszym posłem w obecnej kadencji Sejmu. Sam nie mogę oceniać siebie, to nie wypada.

    To dlaczego w czasie lipcowych obrad komisji sprawiedliwości, która zajmowała się projektem ustawy o Sądzie Najwyższym, krzyczał Pan do opozycji: „Jesteście parlamentarzystami czy łobuzami z ulicy?!”?

    To wynikało z braku reakcji na prośby przewodniczącego komisji o spokojną pracę nad tym projektem. Kroplą, która przelała czarę goryczy, było rzucanie we mnie papierem przez posłów Nowoczesnej. Nie wiem, dlaczego akurat we mnie, gdyż od samego początku krytykowałem ten projekt i głosowałem przeciwko niemu. W pewnym momencie zaczęli pchać stół w moją stronę. Na prośbę, aby tego nie robili, zaczęli jeszcze bardziej przyciskać. Wówczas wstałem, uderzyłem pięścią w stół i krzyknąłem, bo nie chciałem mieć połamanych nóg w ramach żałosnego spektaklu posłów Ryszarda Petru.

    Jest Pan zaskoczony agresją posłów?

    Z pewnością. Zamiast merytorycznych argumentów i dialogu jest jakaś uliczna hucpa i awantura. Nie na tym polega parlamentaryzm. To uderza w wizerunek Polski.

    Posłowie opozycji tracą nerwy z bezsilności?

    Według mnie mamy do czynienia ze starannie zaplanowaną akcją PR-owską. Spór toczy się między Nowoczesną a Platformą Obywatelską. Według nich ten, kto będzie wyrazistszy, będzie wyżej licytował, przyciągnie wyborców, a partie te walczą o ten sam elektorat. Tyle że ta licytacja przekracza granice wszelkiej kultury. Na tej komisji Nowoczesna przelicytowała Platformę, bo posłowie PO nie posunęli się do agresji. To była ustawka, role były rozpisane, pani z biura klubu Nowoczesnej przychodziła i instruowała, co kto ma robić. Według mnie problemem naszego życia politycznego jest brak dialogu, zdolności do kompromisu, woli porozumienia, wiedzy i troski o dobro wspólne. Wielokrotnie uczestniczyłem w sejmowych posiedzeniach poświęconych Trybunałowi Konstytucyjnemu. Posłom Nowoczesnej w ogóle nie zależało na rozwiązaniu problemu, nie zgłaszali żadnych konstruktywnych propozycji, argumentów, tylko atakowali i obrażali. Nawet Platforma przedstawiała kompromisowe propozycje, PiS też było gotowe do delikatnych ustępstw, jedynie nasz klub Kukiz’15 od początku dążył do kompromisu.

    Rację ma premier Beata Szydło, która stwierdziła, że protesty w sprawie sądownictwa były dobrze wyreżyserowaną i opłaconą akcją?

    Nie mam danych, aby takie tezy formułować. Nie uczestniczyłem w tych protestach, ale obserwując przekazy medialne, widziałem przede wszystkim młodych ludzi zatroskanych o losy wymiaru sprawiedliwości i polskiego państwa. Rozwiązanie, w którym pełnię władzy nad wymiarem sprawiedliwości ma mieć minister sprawiedliwości, niezależnie od tego, kto by nim był, jest sprzeczne z konstytucją i dalekie od wzorca cywilizacji zachodniej, w której sądy są niezależne, a sędziowie – niezawiśli w tym, co robią.

    Jest Pan przedstawicielem Sejmu w Krajowej Radzie Sądownictwa. Czy rzeczywiście stanowi ona jeden z głównych problemów polskiego wymiaru sprawiedliwości?

    Absolutnie nie. Według mnie jest to ostatni element władzy sądowniczej, który należałoby zreformować.

    PiS stawia KRS poważne zarzuty, m.in. twierdzi, że wybiera złych sędziów i broni interesów sędziowskiej korporacji.

    To bzdura. Takie – w dużej mierze nieuzasadnione – zarzuty podnosi minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, który jako członek KRS w ogóle na jej posiedzeniach się nie pojawia. Tymczasem w czasie selekcji kandydatów na przyszłych sędziów wybierani są najlepsi. Wśród nich są adwokaci, notariusze, radcy prawni, a nawet prokuratorzy. Członkowie KRS naprawdę bardzo rzetelnie i solidnie pracują. Gdybyśmy mieli parlamentarzystów na takim poziomie moralnym i merytorycznym, to Polska zupełnie inaczej by wyglądała. Propozycja PiS (która dzięki prezydentowi została odrzucona), aby stworzyć dwie oddzielne izby KRS, w ogóle nie odpowiadała pragmatyce jej funkcjonowania. To spowodowałoby jej paraliż.

    Dlaczego więc PiS proponuje taką ustawę?

    PiS jako spadkobierca ideowy Polskiej Partii Socjalistycznej twierdzi, że etatyzm, czyli podporządkowywanie państwu różnych obszarów życia publicznego, i socjalizm to droga do szczęśliwości narodu. To jest problem natury koncepcji reformy polskiego państwa. Obóz rządzący uważa, że wystarczy włączyć „karuzelę kadrową” i wymienić dotychczasowych na „naszych”, a wszystkie problemy znikną. To bzdura, trzeba dokonać zmian systemowych, bo nawet najuczciwszy człowiek, trafiając do systemu, który deprawuje, ulega temu procesowi.

    Dokładnie to samo mówi PiS i chce tę kontrolę nad sędziami wprowadzić.

    Tylko tego nie realizuje. Propozycja PiS sprowadza się do tego, że raz na cztery lata Sejm wybiera sędziów do KRS, ale nie ma wpływu na ich działania. Poza wymianą kadrową nic się nie zmieni, systemowa bezkarność, z jaką mamy do czynienia, pozostanie. Jestem za wprowadzeniem konkretnych rozwiązań kontrolujących nie tylko sędziów, ale w ogóle urzędników państwowych. Jeśli np. mamy sędzię w stanie spoczynku, która prowadziła samochód po pijanemu, to najwyższą karą, jaką obecnie może jej wymierzyć sąd dyscyplinarny, jest pozbawienie waloryzacji świadczenia emerytalnego przez 3 lata. Czyja to wina? Nas, polityków, którzy uchwalili takie prawo. Bardzo dużo nieprawidłowości w funkcjonowaniu sądownictwa wynika właśnie ze złego prawa. Rozmawiałem z uczciwymi sędziami, którzy mówią wprost: gdybyście ustanowili lepsze prawo, tobyśmy lepiej orzekali. Tymczasem PiS nic w tej sferze nie zmienia. Prokuratura została podporządkowana ministrowi sprawiedliwości i nie widać żadnej pozytywnej zmiany, nadal działa opieszale, nie dotrzymuje terminów i nie stawia zarzutów aferzystom za rządów PO-PSL. Rząd twierdzi, że ustawa o Sądzie Najwyższym pozwoli lepiej kontrolować sędziów, bo przewiduje wprowadzenie izby dyscyplinarnej. Według mnie będzie gorzej, gdyż ustawa przewiduje likwidację 11 wydziałów dyscyplinarnych przy sądach apelacyjnych. Ich funkcję ma przejąć jedna izba, co rodzi obawę, że się „zatka” i nie będzie w stanie tego robić. Rozwiązaniem jest zmiana prawa, rozszerzenie katalogu sankcji, łącznie z pozbawieniem funkcji sędziego i dopuszczeniem obywateli – ławników do weryfikacji zarzutów wobec sędziów.

    Jest Pan wiceprzewodniczącym sejmowej komisji ds. Amber Gold. Czy w tej aferze mamy do czynienia z korupcyjnym układem władzy sądowniczej, urzędników i polityków?

    Prokuratura celowo torpedowała działania zmierzające do wszczęcia postępowania i postawienia zarzutów. Sądy, które skazywały wielokrotnie Marcina P., jakoś nie zorientowały się, że nie mogą wobec niego stosować kary w zawieszeniu. Urząd Lotnictwa Cywilnego wydał koncesję bez sprawdzania wnioskodawcy. Wszystko to dzieje się w Gdańsku i miejscowy samorząd też odgrywa w całym układzie swoją rolę.

    Czy afera Amber Gold obciąża Donalda Tuska?

    Co do jednego nie ma żadnej wątpliwości: premier Tusk, jak zeznał jego syn Michał, „wiedział, że to lipa”. Prezes Rady Ministrów, mając taką świadomość, nie podjął żadnych konkretnych działań.

    Głosował Pan przeciwko odrzuceniu obywatelskiego projektu ustawy zakazującej aborcji i wprowadzającej kary dla kobiet. To była dobra ustawa?

    To była bardzo dobra ustawa, która w końcu mogła wprowadzić zakaz zabijania dzieci poczętych przed ich urodzeniem. PiS zrobił wielki błąd, odrzucając ją. Nie rozumiem wątpliwości dotyczącej karania. Jeśli chronimy jakieś dobro, w tym przypadku życie ludzkie, to za zabicie dziecka powinna być sankcja. Nawet za kradzież roweru jest sankcja. Proszę zauważyć, że w tym projekcie było bardzo dużo przypadków wyłączających odpowiedzialność karną kobiety. Natomiast kobieta, która z premedytacją zabija własne dziecko, nie może pozostać bezkarna.

    Był Pan związany z Ruchem Narodowym, obecnie jest Pan wiceprezesem Unii Polityki Realnej, w Sejmie należy Pan do klubu Kukiz’15. Teraz czas na tworzenie partii wokół prezydenta Andrzej Dudy?

    Jestem narodowcem, katolikiem i jest mi bliska polityka realna, o której pisał Roman Dmowski. Stąd uważam za słuszne i konieczne wspieranie jedynej obywatelskiej siły politycznej, jaką jest Kukiz’15. Według mnie nie ma szans na powstanie partii prezydenckiej, natomiast prezydenta RP Andrzeja Dudę należy wspierać i chronić. Ostatnie tygodnie pokazały, że jest mężem stanu. Decyzja o zawetowaniu ustaw o sądownictwie była dla niego bardzo niewygodna politycznie, ale z punktu widzenia państwa jak najbardziej słuszna i konieczna. Stąd huraganowy atak polityków związanych ze Zbigniewem Ziobrą na prezydenta RP. 

    Tomasz Rzymkowski

    jest posłem klubu Kukiz’15, prawnikiem. W tej kadencji został przedstawicielem Sejmu w Krajowej Radzie Sądownictwa, a także wiceprzewodniczącym komisji: śledczej ds. Amber Gold oraz sprawiedliwości i praw człowieka. Ma 31 lat, żonę i dwóch synów.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół