• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Sami się nie zmienimy

    o. Augustyn Pelanowski

    |

    GN 35/2017

    dodane 03.09.2017 00:00

    To, co naprawdę dobre, jest również Bogu przyjemne, a dla nas fascynująco doskonałe.

    Przejawy miłosierdzia Bożego powinny nas przekonywać do tego, by ciągle udoskonalać nasze myślenie o sobie samych jako tych, którzy mają się oddawać Bogu w zbliżaniu się do Niego. Ująłem ofiarowanie siebie jak zbliżanie, gdyż to, co my nazywamy ofiarą, Biblia nazywa zbliżaniem się poprzez hebrajskie słowo korban (rdzeń karow tłumaczy się jako podchodzenie bliżej). Grecki czasownik zapisany w drugim wierszu: metamorfousthe – dajcie się przemieniać, przekształcać – wyraża proces stawania się zupełnie innymi niż dotychczas, jednak bez zmiany tożsamości. Czasownik ten sugeruje takie oddawanie się Bogu, przez które On może nas zmieniać. Chodzi o poddanie się miłości Boga, która kontynuuje swój zamiar stwórczy przez odkupienie z grzechu. Zbliżając się do Niego, pozwalamy się zmieniać nie tylko w myśleniu, ale w całej swej naturze, nabierając cech, jakich w sobie nigdy nie dostrzegaliśmy – cech boskich. Sami się nie zmienimy, ale możemy nie stawiać oporu, by Bóg nas zmieniał. Nie kiedyś, w przyszłości, ale teraz. Ważne jest dziś, a wieczność ujawnia się jako aktualność, a nie jako fantazjowanie nastolatka czy wspominanie starca. Zmiana nie dotyczy tylko naszego myślenia, ale całości bytu ludzkiego. Czasownik metamorfoomai pojawia się w odniesieniu do totalnego przemienienia Jezusa na górze Tabor, które było nagłym i zaskakującym przebłyskiem tego, co nieprzemijające, choć przemieniające (por. Mt 17,2). Paweł więc widzi całkiem realny zamiar Boga wobec nas, by nas przemieniać, jak ukazał to trzem apostołom w swoim Synu na Górze Przemienienia. Przemiana jest dziełem milczącej kontemplacji, zapierającej dech w piersiach adoracji, a nie teatralnych wyczynów duszpasterskich. Im bardziej wpatrujemy się w oblicze Jezusa w Eucharystii albo w Biblii, tym bardziej jaśniejemy, niczym Mojżesz schodzący z Horebu. Dzieje się to za sprawą Ducha, a nie naszych wysiłków i dokonań. Wszak wszyscy możemy z odsłoniętą twarzą, bez masek hipokryzji, wpatrywać się w Pana i w mocy Ducha Pańskiego coraz bardziej jaśnieć, upodabniając się do modelu człowieka objawionego w Nim samym. Upodobniamy się wtedy do Jego obrazu (por. 2 Kor 3,18).. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość
      przewiń w dół