• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Jak Matt uratował Grzegorza

    Agata Puścikowska

    |

    GN 32/2017

    dodane 10.08.2017 00:00

    Nieszczęśliwa miłość, a potem ciężka choroba. Ale Talbot nad nim czuwa.

    Grzegorz Jakielski jest informatykiem, marketingowcem, grafikiem. Taki z niego, jak sam mówi, człowiek orkiestra. Zrobił więc stronę o Talbocie, założył profile na portalu społecznościowym. Wydaje obrazki, gazetkę, a nawet sam skleja medaliki z wizerunkiem sługi Bożego. I stara się, by postać irlandzkiego robotnika była w końcu szerzej znana w Polsce.

    – Sam go poznałem w 2012 roku. Uratował mi życie – mówi Grzegorz, pokazując dokumentacje medyczną. I rzeczywiście, było z nim źle. Bardzo źle.

    Ślubu nie będzie

    Długa to historia z wątkiem romantyczno-tragicznym w tle.

    – Poznałem dziewczynę, zakochałem się. Planowaliśmy ślub. Moja narzeczona była DDA, czyli dorosłym dzieckiem alkoholika. Mnie to najpierw nic nie mówiło, ot, tajemniczy skrót, bo w naszej rodzinie się nie piło. Ja sam w zasadzie byłem abstynentem. Jednak okazało się, że te trzy literki – DDA – to poważny problem. Jej, mój i nasz. Codzienne spory, okropne kłótnie zaczęły być normą. Aż w końcu ślub odłożyliśmy. To odłożenie okazało się rezygnacją. Miałem 26 lat, życie mi się zawaliło.

    Grzegorz wpadł w silną depresję. – Złamało mnie. Firma mi padła, życie wydawało się bezsensowne. Było coraz gorzej...

    Pozostała jeszcze wiara: 26 sierpnia, wraz z rodzicami, pojechali do Niepokalanowa. – Pierwszy raz chyba szczerze się modliłem. Prosiłem: „Jezu, pomóż”. W księgarni była rozdawana gazetka na temat problemów alkoholowych.

    Już w domu przeczytał jeden z artykułów – o Mateuszu Talbocie, o którym wcześniej nie miał pojęcia. – To był pierwszy przełom: miałem przedziwne uczucie, że po prostu muszę się o Talbocie dowiedzieć czegoś więcej.

    I zaczął szukać. Okazało się, że w Płocku-Trzepowie przy kościele znajduje się pomnik Talbota. Jedyny w Polsce. A tamtejszy proboszcz ks. Zbigniew Kaniecki krzewi kult sługi Bożego. – Miałem dziwne uczucie takiego przynaglenia, taki Boży ciąg, żeby tam pojechać. Pojechałem raz, drugi. Zacząłem czytać dostępne informacje o słudze Bożym Mateuszu. I z każdym dniem ta postać mnie coraz bardziej fascynowała. Wcale nie wyłącznie dlatego, że był alkoholikiem, a przestał pić. To człowiek wielkiego serca, ogromnej skromności, mistyk. W poznawaniu go pomógł mi też płocki proboszcz.

    Na odchodne Grzegorz dostał obrazek z wizerunkiem sługi Bożego i modlitwą. – Ten obrazek... nie spodobał mi się. Taki niezbyt estetyczny. Wiedziałem, że powinienem zrobić godniejszy. Przygotowałem projekt i zleciłem znajomej drukarni. Zawiozłem potem obrazki do Płocka, zostawiłem sto sztuk. Tak po prostu, z potrzeby serca.

    Od tych stu obrazków się zaczęło. Potem Grzegorz drukował jeszcze więcej obrazków z wizerunkami sługi Bożego, który za życia miał zrobioną tylko jedną fotografię. A potem przyszedł czas na stronę internetową poświęconą Talbotowi, profile na portalach społecznościowych.

    Płocki proboszcz raz w roku organizuje tzw. Spotkania z Talbotem. To czas dla rodzin i osób dotkniętych problemem alkoholowym. Jest Msza św., świadectwa walki z nałogiem i wielki grill na koniec.

    – Nigdy nie miałem styczności ze środowiskiem AA. Pojechałem tam jednak. Okazało się, że to świetni ludzie, otwarci i ciepli. Śmiali się nawet, bo byłem jedyną osobą niedoświadczoną alkoholowym tematem. Rozdawałem materiały dotyczące Talbota. Wielu bardzo dziękowało, jak mówili, postać sługi Bożego jest im szczególnie bliska, a jego wsparcie daje siłę do walki.

    Bo jak ma nie dawać? Talbot wpadł w alkoholizm w wieku 13 lat. Był biednym irlandzkim dzieckiem, robotnikiem. Pił przez kilkanaście lat na umór. Stoczył się i po ludzku właściwie nie było dla niego ratunku. I wtedy, w poczuciu absolutnego dna, postanowił przestać pić. Uczepił się Eucharystii jak najlepszego lekarstwa, uczepił się Maryi. Za Talbota modliła się też jego matka. Pierwsze trzy miesiące w pełnej abstynencji były koszmarem. I regularną walką. Ratowała go Komunia Święta. I ciągłe przebywanie w kościele. Wytrwał cudem. Kolejne miesiące i lata to powolne stawanie na nogi, ale też pogłębianie wiary.

    – Prawda, że wielki hart ducha? – pyta retorycznie Grzegorz. Ktoś nawet mu powiedział: „Powołanie do Talbota pan ma”. I chyba to racja, bo skąd nagle taka życiowa konieczność, by niepijący wspierał... pijących?

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół