• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Szturm

    Marcin Jakimowicz

    |

    GN 32/2017

    dodane 10.08.2017 00:00

    – Czy objawienia zmieniły coś w twoim życiu? Ljubjica rozkłada ręce: – Babcia regularnie chodziła na Mszę i odmawiała Różaniec. Mama i ja tak samo. A tu nagle przychodzi Gospa i wypala: „Chodźcie na Mszę i odmawiajcie Różaniec”. Przecież to nic nowego.

    Ano wróciłem – wołam za poczciwym Samem Gamgee z „Władcy pierścieni”. Do trzech razy sztuka. Mijam rozpoznawalne na całym świecie, stanowiące logo wioski, dwie wieże kościoła św. Jakuba (po jakie licho w takiej „dziurze” wybudowano w 1969 roku tak wielki kościół i dlaczego otrzymał wezwanie patrona pielgrzymów?). Spoglądam na gigantyczny, znów jakby zbyt duży krzyż, który od 83 lat stoi na Križevacu, na jasną figurkę na Podbrdo. Nie ma jak u mamy – chciałoby się westchnąć. I choć w pełni uznam werdykt Kościoła na temat prawdziwości objawień, wzdycham.

    To idzie młodość

    Nigdy dotąd nie widziałem tu takiego „zbiegu okoliczności”. Jeśli chcecie w miarę spokojnie odwiedzić Medjugorje, odradzam letni MladiFest! Z nieba leje się żar, z pleców pot, a do miejsc, które normalnie nie są okupowane przez tłumy, trudno się przebić.

    Przez tydzień Festiwalu Młodzieży każdego dnia kilkadziesiąt tysięcy ludzi pada na kolana w czasie wieczornego programu (dwie części Różańca, Msza Święta, koronka medjugorska, czyli siedem „Ojcze nasz” i siedem zdrowasiek, poświęcenie dewocjonaliów, adoracja Najświętszego Sakramentu, a wszystko zakończone trzecią częścią Różańca). Taki trzygodzinny pakiet. Dzień w dzień.

    Medjugorje to gorący temat. W znaczeniu dosłownym i metaforycznym. Na termometrze 45 stopni w cieniu. Nawet młode chorwackie wolontariuszki zaczynają nerwowo wachlować się identyfikatorami. Zwolennicy i przeciwnicy objawień/rzekomych objawień od 36 lat toczą zażartą batalię. Będę używał w tekście słowa „objawienia”, choć, jak wspominałem, wiążące będzie dla mnie zdanie Watykanu. Mam do tej wioski stosunek bardzo osobisty. Nie może być inaczej: zbyt wielu moich znajomych tu spotkało Boga i usłyszało odpowiedzi na swe pytania. Zbyt wiele przez lata widziałem. To nie jest miejsce „duchowo neutralne”. Znakomicie opisał to w swym raporcie abp Henryk Hoser, który nie wdając się w rozeznanie, czy objawienia są prawdziwe, czy nie (nie to było jego zadaniem), uznał, że „w dzisiejszym bardzo niespokojnym świecie Medjugorje staje się światłem i przesłaniem pokoju”.

    Gdy w czasie Mszy pada jego nazwisko, dociera do mnie, jak ważką rolę dla franciszkanów miała jego opinia. Był specjalnym wysłannikiem Stolicy Apostolskiej, któremu papież zlecił 11 lutego wyjazd do wioski, którą każdego roku odwiedza ponad 2,5 miliona ludzi.

    Czas teraźniejszy

    Pomyślałem o hercegowińskiej wsi, gdy w marcu urządzaliśmy rekolekcje dla liceum i gimnazjum leżących na terenie naszej parafii (600 dzieciaków w kościele, emocje jak na derbach Śląska). Pierwszego dnia świadectwem dzielił się siedzący po uszy w świecie hip-hopu Bęsiu. Opowiadał, że nawrócił się w Medjugorju. Kolejnego dnia znów padła nazwa tej wioski. Opowiadał o niej w swym świadectwie Maciek Sikorski. O przemianie duchowej pod Križevacem mówią Muniek Staszczyk czy modelka Ania Golędzinowska.

    Widziałem, jak pod gigantyczną monstrancją z osób opętanych z wrzaskiem wychodziły demony. Widziałem ubogich mieszkańców Bijakovici, którzy dzielili się z nami swym jedzeniem, mówiąc: „Gospa o to prosiła”. Słuchałem ich opowieści o tym, jak tuż przed wioską zatrzymał się serbski front, jej mieszkańcy wysłani na wojnę wracali cali, a bomby zrzucane na kościół św. Jakuba nie wybuchały.

    − Ludzie wracają stąd przemienieni. Widziałam to wiele razy – opowiada Justyna Redczuk, która przyjeżdża tu od lat jako pilot wycieczek. − Po czym to poznać? Po ich twarzach. Księża opowiadają, że spowiedzi, których słuchali, były często „powrotami po latach”. Kiedyś jechały z nami trzy zniewolone dziewczyny, na co dzień otoczone opieką egzorcysty. Wróciły przemienione.

    Czuję wyraźnie, że ten tekst ma inny ciężar gatunkowy niż dotychczasowe. To nie relacja z Fatimy, gdzie niebo nawiedziło ziemię przed stu laty, czy reportaż z Gietrzwałdu, napisany na 140. rocznicę objawień. Tekstu o Medjugorju nie pisze się w czasie przeszłym. To czas teraźniejszy. „A co, jeśli Maryja się tu nie objawia?” – rzucił niedawno znajomy. Odpowiedziałem pytaniem na pytanie: „A co, jeśli się objawia?”. To zmienia wszystko.

    Twarda ziemia

    Zmiany, zmiany. Gdy byłem tu przed dwunastu laty, zastałem wieś, której ulice zmieniały się w jeden wielki sklep, a na polach wśród winnic zaczęły wyrastać hotele. Dziś to już spore miasteczko, w którym na co dzień pracuje około 10 tys. ludzi. Dla wielu to właśnie te wszechobecne neony i tony gipsowych figurek Matki Boskiej są przeszkodą nie do przeskoczenia. Ale nie to jest istotą Medjugorja. Medjugorje pozostaje proste. Tak jak opowieść mieszkającej tu z dziada pradziada Ljubjicy Boby: – Czy objawienia zmieniły coś w twoim życiu? – Z mamą i babcią chodziłyśmy na Mszę i odmawiałyśmy Różaniec. A tu nagle przychodzi Gospa i wypala: „Chodźcie na Mszę i odmawiajcie Różaniec”. Przecież to nie żadna nowość.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • PTaraski
      08.09.2017 17:30
      Drogi redaktorze Jakimowicz, domniemane objawienia w Medjugorie są uznane za nieprawdziwe przez Kościół, dokładniej przez poprzedniego ordynariusza miejsca, co zostało potwierdzone przez jego obecnego następcę. Dla przypomnienia, to ordynariusze miejsca są odpowiedzialni za uznawanie autentyczności objawień.

      Co prawda komisja watykańska to bada, ale tej negatywnej decyzji do tej pory nie zmieniła, i pewnie nie zmieni.

      Twierdzi Pan, że abp Hoser zgodnie ze swoim mandatem rzekomo nie wypowiada się na temat prawdziwości objawień. Jednak przytoczone słowa

      „w dzisiejszym bardzo niespokojnym świecie Medjugorie staje się światłem i przesłaniem pokoju”

      sugerują niedwuznacznie prawdziwość domniemanych objawień, bo prawda jest światłem, a fałsz ciemnością. Niestety ostatnio rozpuścił pogłoskę, że jakoby Watykan miał jeszcze w tym roku uznać prawdziwość objawień i argumentował, jakoby niemożliwe był zwodzenie przez domniemanych widzących w ciągu tak długiego czasu: https://cruxnow.com/global-church/2017/08/19/vatican-delegate-every-indication-medjugorje-will-recognized-perhaps-later-year/

      Znowu wbrew swojemu mandatowi, który dotyczy tylko i wyłącznie spraw duszpasterskich, a nie prawdziwości tych wątpliwych objawień. Oczywiście, nie chcę oceniać takiego zachowania.
    • PTaraski
      08.09.2017 17:43
      Do rzetelnego dziennikarstwa należy przedstawienie za i przeciw, jeśli takie są. Niestety w artykule są tylko i wyłącznie argumenty za, chociaż negatywnych faktów związanych z Medjugorie jest bardzo wiele.

      Poprzedni biskup miejsca, który zresztą wydał negatywną opinię o domniemanych objawieniach, która do dzisiaj obowiązuje, wspominał najazd pewnych bardzo pobożnych pań. Panie przybyły do niego zapytać, czemu jest "taki zły" i nie chce uznać prawdziwości. Ksiądz biskup rzeczowo im wyjaśniał punkt po punkcie. W pewnym momencie tłumaczka oświadczyła, że takich okropnych rzeczy to ona tłumaczyć nie będzie, a zresztą te panie przybyły z daleka i mogą być bardzo zawiedzione poznaniem negatywnych faktów, a przecież przybył z daleka (USA lu Australia).

      Na co biskup odpowiedział, że nie on jest winien nieświadomości tych pań, ale ci, którzy Medjugorje bezkrytycznie propagują, nie dopuszczając negatywnych informacji. To odnosi się oczywiście też i do powyższego artykułu.
    • Anna Panna
      09.09.2017 00:15
      Jeśli red. Jakimowicz tak się emocjonuje, to jak nic objawienia są nieprawdziwe.
    • Gość
      09.09.2017 08:24
      Negatywne komentarze o Medjugorje może napisać tylko ktoś, kto swoją wiedzę na temat tego miejsca czerpie z prasy lub internetu. Obecność w miejscach, które opisuje autor artykułu zmienia cały pogląd na temat objawień Maryi. Mówię to jako osoba, która z dużym dystansem i brakiem przekonania udała się na pielgrzymkę do Medjugorje i pozbyła się dzięki temu wszelkich wątpliwości. Medjugorje jest dokładnie takie, jak opisuje je autor w reportażu: pełne modlitwy, łez ludzi, pokuty w konfesjonałach, w których księża spowiadają w wielu językach i przez wiele godzin, ludzie są przyjaźnie nastawieni do siebie i serdeczni, msze są koncelebrowane przez wielu księży, całe setki pielgrzymów uczestniczą codziennie we mszy i na różańcu i przystępują do komunii, a nade wszystko można poczuć obecność Maryi i Pana Jezusa, którzy z pewnością są obecni wśród pielgrzymów w tym wyjątkowym miejscu. Ale to wszystko można poczuć, będąc w Medjugorje. Samo czytanie na ten temat nie pozwoli w pełni docenić i ocenić tego wyjątkowego miejsca. Proponuję wrócić do swoich negatywnych wypowiedzi po wizycie w tym miejscu. Moja wypowiedź nie ma na celu obrażanie kogokolwiek, po prostu wiem, jak łatwo jest wydawać swoje opinie, nie przeżywając osobiście Medjugorje. Życzę wszystkim możliwości pielgrzymowania. Szczęść Boże! Anna Domagała
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół