• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Liban to przesłanie

    dodane 10.08.2017 00:00

    O szukaniu Boga, cudach św. Charbela, arabskojęzycznej telewizji chrześcijańskiej i sytuacji chrześcijan w Libanie mówi Raymond Nader.

    Jak można je streścić?

    Papież podkreślił, że Liban jest przesłaniem miłości, wolności, poznania wzajemnego i dialogu. Na Bliskim Wschodzie brakuje dialogu. Działa u nas taka zasada, że jeśli podzielasz moje przekonania, to cię akceptuję. Ale jeśli są różnice, to albo cię przekonam, byś myślał tak jak ja, albo cię zabiję. Nie ma dialogu. Jan Paweł II zachęcił nas do dialogu między chrześcijanami, muzułmanami i żydami.

    W Libanie ta mozaika religijna jest bardzo złożona.

    Jedna trzecia mieszkańców Libanu to chrześcijanie, jedna trzecia – muzułmanie sunnici i jedna trzecia – muzułmanie szyici. Te grupy dzielą się jeszcze na kilkanaście mniejszych denominacji. Dlatego papież powiedział, że Liban jest laboratorium dialogu. Jeśli Libańczycy różnych religii potrafią się dogadać i żyć razem, to jest to potężne przesłanie dla świata. W Libanie ustalono zasadę, że prezydent jest chrześcijaninem, premier – sunnitą, a szef parlamentu – szyitą. Po wizycie Ojca Świętego tę zasadę wpisano do konstytucji. Ponadto jest ustalona liczba parlamentarzystów określonego wyznania, np. maronici mają 30 posłów, druzowie – 17, sunnici – 25 itd. Liban to bardzo religijny kraj. (uśmiech)

    Czy problemem Libanu są dziś uchodźcy, którzy naruszyli te proporcje?

    Mamy w tej chwili 2 miliony uchodźców i wszyscy to muzułmanie. Chrześcijanie z Syrii uciekali do Europy. Cały kraj liczy 4 miliony mieszkańców. Więc proszę sobie wyobrazić, że do Polski napływa 20 milionów ludzi. Pracujemy nad tym, żeby uchodźcy wrócili do siebie. Ja angażuję się w pracę nad naszą telewizją, która dziś jest dostępna na wszystkich kontynentach dzięki obecności na satelicie.

    Zaczynaliście od jednej kamery, a dziś oglądają Was arabskojęzyczni chrześcijanie na całym świecie. Jak to zrobiliście?

    Oczywiście problemem były pieniądze. Odwiedzałem każdą parafię w Libanie, prosząc o deklarację miesięcznych wpłat w wysokości 1, 2, 100 czy 1000 dolarów, zależnie od możliwości. Po kilku miesiącach objęliśmy zasięgiem cały Liban, pozyskaliśmy wielu przyjaciół. Kiedy pojawiła się możliwość nadawania na satelicie, potrzebowałem 1,5 miliona dolarów. Mówiłem o tym jednemu z moich kolegów. On jest biznesmenem. Powiedział mi, że akurat pracuje nad kontraktem z irlandzką firmą. I że ten biznes wart jest 3 miliony dolarów. Jeśli się powiedzie, to da mi połowę. Pojechaliśmy razem do św. Charbela, by się pomodlić. Po dwóch miesiącach przesłał na konto telewizji 1,5 miliona. Takich cudów było więcej.

    Czy kierujecie swoje przesłanie tylko do chrześcijan, czy także do wyznawców islamu?

    Nie zwracamy się bezpośrednio do muzułmanów. Ale pośrednio – tak. Zwracamy uwagę na pewne wrażliwe kwestie społeczne, takie jak prawa człowieka, godność kobiety itd. W islamie kobieta ma ograniczone prawa. Jeśli w Arabii Saudyjskiej samochód potrąci wielbłąda, to kierowca musi zapłacić właścicielowi 7 tys. riali, a za kobietę potrąconą przez samochód płaci mężowi 2 tysiące. Wielbłąd jest 3,5 razy cenniejszy niż kobieta. Więc zwracamy uwagę na godność człowieka, kobiet, dzieci. To pośrednio porusza muzułmanów, ponieważ zaczynają zastanawiać się nad swoją religią. Pytają, dlaczego muzułmańskie kobiety są traktowane o wiele gorzej niż chrześcijańskie.

    Czy macie sygnały, że także muzułmanie oglądają Waszą telewizję?

    Każdego dnia na e-maila czy Facebooka przychodzą informacje od muzułmanów, którzy nas oglądają. Kiedyś sam premier Libanu powiedział, że jest spokojny, kiedy jego dzieci oglądają naszą telewizję, bo ona jest wolna od przemocy i wie, że dzieci uczą się czegoś dobrego.

    W Europie wciąż powraca pytanie o to, czy przemoc dokonywana w imię islamu jest deformacją tej religii, czy ma w niej źródło. Jak Pan to widzi, żyjąc wśród muzułmanów na co dzień?

    Problem jest w Koranie, który mówi wprost o tym, jak muzułmanie mają odnosić się do innowierców. Są trzy drogi: albo innowiercy muszą płacić podatek (tzw. dżizja), albo trzeba ich zabić, albo nawrócić na islam. To jest napisane w tej księdze. Na szczęście nie wszyscy muzułmanie przestrzegają tego przykazania. Koran wskazuje, że dżihad (święta wojna) jest drogą do rozprzestrzeniania się islamu. Mahomet sam był wojownikiem, zabijał ludzi. Problem tkwi więc w samym Koranie. Jest on traktowany jako słowo Boga, które musi być rozumiane dosłownie.

    Był Pan oficerem armii chrześcijańskiej. Wielu pyta, jak służbę w wojsku pogodzić z przesłaniem Ewangelii.

    To był dla mnie problem. Byłem nauczycielem w szkole oficerskiej. Musiałem uczyć oficerów, jak walczyć. Oni często pytali mnie o to sami. Odpowiedź znalazłem w nauczaniu Kościoła na temat wojny i prawa do obrony. Jest pewne stopniowanie. Jeśli ktoś cię atakuje, najpierw spróbuj z nim rozmawiać, aby powstrzymać atak. Drugi stopień to użycie nacisku ekonomicznego, politycznego, bez użycia siły zbrojnej. Trzeci stopień to użycie siły, ale tak, aby nie zabijać przeciwnika. Jeśli wszystkie te sposoby zawiodą, możesz użyć pełnej siły. Jeśli do mojego domu wejdą wojownicy Państwa Islamskiego, aby zabić moją żonę i dzieci, to czy Jezus będzie ze mnie zadowolony, jeśli powiem: „OK, zabijcie ich”? Mam prawo się bronić, zaczynając od rozmowy, ale jeśli to nie skutkuje, mogę użyć siły.

    W Libanie żyjecie w pokoju jako chrześcijanie i muzułmanie, czyli jest możliwe pokojowe współistnienie na tej samej ziemi.

    O tym właśnie mówił Jan Paweł II, że to jest przesłanie płynące z Libanu. Islam w Libanie jest inny niż w pozostałych miejscach. Jest to spowodowane bliskością chrześcijan, wpływem naszej kultury. Kiedy patrzysz na muzułmanów żyjących w Bejrucie czy w innych miastach Libanu, zauważysz, że ich życie społeczne nie różni się od życia chrześcijan. Na Boże Narodzenie muzułmanie w Libanie stawiają choinki. Koran powstał częściowo w Mekce, kiedy Mahomet był łagodniejszy, nie był u władzy. Druga część powstała w Medynie, gdy prorok był już potężnym liderem i wojownikiem. Część napisana w Mekce jest tolerancyjna, część medyńska – bardziej radykalna. Umiarkowani muzułmanie trzymają się tej pierwszej części.

    Los chrześcijan na Bliskim Wschodzie jest dziś bardzo zagrożony.

    Ich sytuacja jest krytyczna. W Iraku były 2 miliony chrześcijan, zostało 200 tys. W Syrii były 3 miliony, został milion. W Izraelu i Palestynie żyje 100 tys. chrześcijan. W Libanie jest 1,5 miliona. Ale wielu młodych myśli o wyjeździe do Stanów, Kanady czy Australii. Każda rodzina w Libanie ma krewnych za granicą. Na świecie żyje 12 milionów libańskich chrześcijan. 6 milionów w Brazylii, 2 miliony w USA, milion w Australii. Wyemigrować jest bardzo prosto. W moim kraju chrześcijanie czują się na razie bezpieczni, bo prezydent i szef sił zbrojnych również wyznają tę religię. Możemy się bronić. Mamy realny udział we władzy, czego nie można powiedzieć o chrześcijanach w żadnymkraju na Bliskim Wschodzie. Ale problemem są zmiany demograficzne: liczba chrześcijan w Libanie się zmniejsza, muzułmanów – rośnie. Zachodzi obawa, że za 20 lat w Libanie chrześcijanie będą stanowić tylko 10 proc. społeczeństwa. Wtedy ten podział władz może zostać zakwestionowany. Po ludzku sądząc, można się tego obawiać. Ale patrząc z perspektyw wiary, czuję się optymistą. Musimy przetrwać. Najbliższe 25 lat będzie decydować. Nadziei dodaje fakt, że wielu muzułmanów przechodzi na chrześcijaństwo. Ruch w drugą stronę jest o wiele mniejszy. •

    Raymond Nader

    – Libańczyk, mąż i ojciec dwóch synów i córki. Dyrektor wykonawczy arabskiej telewizji chrześcijańskiej Noursat, lider wspólnoty modlitewnej Rodzina Świętego Charbela, współzałożyciel i szef chrześcijańskiej partii Libanon Message (Libańskie Przesłanie).

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół