• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Niewygodna święta

    Ks. Tomasz Jaklewicz Ks. Tomasz Jaklewicz

    |

    GN 32/2017

    dodane 10.08.2017 00:00

    W życiu św. Edyty Stein skupiają się jak w soczewce różne wątki europejskiej tradycji. Jej pasja filozoficzna przywodzi na myśl tradycję grecką, żydowskie korzenie tradycję judaistyczną, nawrócenie – tradycję chrześcijańską. Wychowała się na styku kultur niemieckiej, żydowskiej i polskiej. Religijnie – na styku wiary żydowskiej, ewangelickiej, katolickiej oraz oświeceniowej quasi-religijnej niewiary. Może być osobą niewygodną dla wszystkich tych opcji. Dla Niemców za mało niemiecka, dla Żydów, choć ofiara Holocaustu, to jednak „przechrzta”, dla ewangelików zbyt katolicka, choć to świadectwo ewangelickiej rodziny przyczyniło się do jej nawrócenia, dla ateistów czy feministek będzie uchodzić za zdrajcę ich postępowych ideałów. Katolikom jej droga do wiary może wydać się zbyt intelektualna, za mało „charytatywna”. Auschwitz od razu kojarzymy ze św. Maksymilianem, z jego aktem oddania życia za brata, a o św. Edycie nie pamiętamy w tym kontekście. A przecież i ona zginęła w tym samym piekle. I ona dobrowolnie poszła na śmierć. Jako Żydówka i jako chrześcijanka. Mogła się uratować, proponowano jej to, odmówiła. Nie oddała życia za konkretnego człowieka, ale zginęła w duchu solidarności z własnym narodem, z którym czuła się zjednoczona nie tylko więzami krwi i religijnej tradycji, ale najbardziej przez to, że była uczennicą ukrzyżowanego Mesjasza, Żyda. Święty Maksymilian ma swoją celę śmierci, która przechowuje pamięć o jego heroizmie. Śmierć Edyty pozostała anonimowa, zagazowana i spalona, ukryta pośród cierpienia milionów jej sióstr i braci. Nie chciała, by chrzest dawał jej jakiekolwiek doczesne przywileje. „Jeżeli nie mogę dzielić losu moich braci i sióstr, moje życie jest jakby zniszczone” – odpowiedziała, gdy proponowano jej ratunek. „Doświadczenie tej kobiety, która musiała stawić czoło wyzwaniom naszego burzliwego stulecia, staje się dla nas wzorem” – mówił Jan Paweł II podczas kanonizacji. Akcentował, że jej życie jest potrójną lekcją: wolności, poszukiwania prawdy i cierpienia. Lekcja wolności: „Współczesny świat zwodzi nas kuszącą wizją otwartej bramy, która ma oznaczać, że wszystko jest dozwolone. Zarazem nie chce dostrzec ciasnej bramy rozeznania i wyrzeczenia” – zauważył papież i zwracając się do młodzieży, dodał: „Wasze życie nie jest niekończącym się dniem otwartych drzwi! Nie zatrzymujcie się na powierzchni, ale docierajcie do głębi rzeczywistości! A kiedy nadejdzie pora, miejcie odwagę dokonać wyboru! Bóg czeka na was, byście złożyli swoją wolność w Jego dobrych dłoniach”. Lekcja prawdy. Życie św. Edyty uczy, że nie ma wolności bez prawdy, a prawda i miłość są ze sobą nierozdzielnie związane. „Św. Teresa Benedykta od Krzyża mówi nam wszystkim: Nie uznawajcie za prawdę niczego, co jest wyzute z miłości. I nie uznawajcie za miłość niczego, co jest wyzute z prawdy! Jedno bez drugiego staje się niszczycielskim kłamstwem”. I wreszcie lekcja cierpienia: „Święta naucza, że droga miłości do Chrystusa prowadzi przez cierpienie. Kto naprawdę miłuje, nie cofa się przed perspektywą cierpienia: godzi się na komunię cierpienia z umiłowaną osobą. (…) Dzięki miłości cierpienie staje się owocne, samo zaś cierpienie pogłębia miłość”. Jan Paweł II przywołał też słowa świętej: „Żadne dzieło duchowe nie przychodzi na świat bez wielkich boleści”. Czy nie zapominamy o tym? Również w Kościele? Święci przypominają. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół