• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Pan przechodził

    ks. Robert Skrzypczak

    |

    GN 32/2017

    dodane 13.08.2017 00:00

    Bóg jest paschą, to znaczy przechodzi. Przechodząc zaś, wszystko wprawia w ruch, prowokuje przemianę.

    Tak objawił Bóg swoją obecność pośród narodu wybranego. Przeszedł, wybawił go z niewoli egipskiej i doprowadził do Ziemi Obiecanej. Podobnie Jezus przechodził przez wioski i miasta, przez życie konkretnych mężczyzn i kobiet.

    Ale to przejście nie jest sielanką. Czasem ma postać kryzysu, załamania, ciemności i wstrząsów. Nie lubimy kryzysów. Czujemy się przybici i zmiażdżeni. W każdym kryzysie jest element zagrożenia, ale i szansy. Dlatego kryzysy są nam nieraz koniecznie potrzebne do zbawienia. Niejedna osoba doznała wewnętrznego przebudzenia po otarciu się o śmierć bądź wskutek zbyt bolesnych następstw nader optymistycznego nastawienia do własnych możliwości, na przykład w grzeszeniu. Ojcowie pustyni przestrzegali przed „demonem południa”, postacią duchowego zniechęcenia i psychicznego wypalenia w połowie stażu małżeńskiego, wykonywania jakiegoś zawodu, na półmetku życia. Przychodzi ochota, by schować się w jakiejś jaskini zgorzknienia, drażliwości, dobrobytu. Wycofać się we własne hobby, na działeczkę, wywiesić białą flagę, oddać się jakiemuś wariactwu. Ale Bóg przychodzi do biednego współczesnego Eliasza, uciekiniera od problemów, obrońcy „świętego spokoju”, i mówi: „Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana!”.

    Wichry, trzęsienia ziemi i gradobicia nie muszą oznaczać Bożej furii przeciwko nam samym. Bóg nas kocha do tego stopnia, że użyje wszelkich środków, aby nas ratować z duchowej śmierci. W pewnym momencie nadchodzi „szmer łagodnego powiewu”, znak tego, że już jesteś gotowy na spotkanie z bezwarunkową miłością, gotowy na przyjęcie prawdy, która zbawia. „Gdy się trapiło moje serce, (...) byłem nierozumny i nie pojmowałem: byłem przed Tobą jak juczne zwierzę. Lecz ja zawsze będę z Tobą: Tyś ujął moją prawicę” (Ps 71,21-23). Doświadczenie Eliasza dowodzi, że nie każdy kryzys oznacza klęskę i nie wszystkie udręki należy poddawać znieczuleniu. Istnieją też kryzysy uświęcające. Papież Jan Paweł I uczył, że Bogu tak bardzo podoba się pokora, a tak zdecydowanie chce nas uchronić przed pychą, że gotów jest nawet dopuścić grzech ciężki, byle tylko nas zabolał i wyrwał z letargu. Abyśmy zgodzili się stanąć u „wejścia do groty”. Naprzeciw Bożego miłosierdzia. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość
      przewiń w dół