Nowy numer 17/2018 Archiwum

Podział oznacza klęskę

O społecznych i unijnych protestach oraz przyszłości obozu „dobrej zmiany” mówi Krzysztof Szczerski, szef Gabinetu Prezydenta RP.

Piotr Legutko: Zimna wojna na górze, szorstka przyjaźń… Jak można w tej chwili określić relacje między Prezydentem RP a kierownictwem PiS?

{body:BRB}Krzysztof Szczerski: {/body:BRB}Jesteśmy bez wątpienia w nowej sytuacji, ale na pewno ze strony prezydenta nie jest to sytuacja wojenna. Oczywiście decyzja o wetach wywołała spore emocje i gwałtowne niekiedy reakcje, ale teraz czas na spokojną refleksję i wyciągnięcie wniosków.

Jest dla nas oczywiste, że jeśli formacja dobrej zmiany ma przedłużyć swój społeczny mandat do rządzenia, to może to uczynić tylko w zjednoczeniu. Podział oznacza klęskę. Dlatego trzeba studzić emocje, żeby potem nie żałować słów wypowiedzianych w afekcie.

Czy Pan, jako szef Gabinetu Prezydenta RP, ma tu jakąś misję do spełnienia?

Prezydent oczekuje ode mnie teraz działania na rzecz uspokojenia relacji wewnątrz środowiska dobrej zmiany i ze wszystkich sił postaram się to osiągnąć. Będzie to trudne, bo ten kryzys emocji politycznych ujawnił, jak wiele jest różnych indywidualnych strategii wewnątrz wspólnej formacji, ale jestem pewien, że strategiczny rozsądek zwycięży.

Co zadecydowało o tak zaskakującym dla zaplecza politycznego ruchu prezydenta? Fakt, że ustawy nie były z nim konsultowane, czy raczej rosnąca z dnia na dzień fala protestów? Bo z orędzia wynikało, że nie zmienił zdania co do konieczności radykalnych zmian w SN i KRS.

Prezydent Andrzej Duda podjął decyzję, kierując się własną oceną przedłożonych ustaw, których treść w wielu miejscach była dla niego zaskakująca i trudna do zaakceptowania ze względu na ich konsekwencje. Prezydent jest przekonany, że głęboka reforma wymiaru sprawiedliwości jest konieczna. Takiej reformy oczekuje ogromna większość Polaków. Dlatego zdecydował się podpisać ustawę o ustroju sądów powszechnych, która wprowadza szereg mechanizmów uzdrawiających polskie sądownictwo. Natomiast jakość merytoryczna ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa była trudna do obrony, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę koszty wewnętrzne i zewnętrzne, jakie musielibyśmy dla ich wdrożenia ponieść. I nie chodzi tu o same protesty, podczas których obok szczerych apeli do prezydenta o dobrą decyzję pojawiały się także wyrazy gwałtownej niechęci czy wręcz pogardy. Chodzi raczej o prezydencki obowiązek utrzymania ładu i pokoju społecznego w Polsce oraz dbania o nasz wysoki status międzynarodowy. Zapewniam, że sygnały, jakie docierały do prezydenta w obu tych wymiarach, wskazywały jasno, że podpisanie tych ustaw w takim kształcie byłoby dla Polski niekorzystne.

Ryszard Terlecki mówi z przekąsem, że prezydent nie będzie miał wakacji, bo przez swoją decyzję wziął odpowiedzialność za reformę wymiaru sprawiedliwości. Jak dalece będzie się ona różnić od zawetowanych propozycji? Kogo prezydent zaprosi do współpracy przy naprawianiu ustaw?

Prace nad nowymi ustawami zostały podjęte w Kancelarii Prezydenta i będą w spokoju prowadzone. Będą to nowe projekty prezydenckie. Do czasu zakończenia tych prac jest zbyt wcześnie, aby komentować ich fragmentaryczne postanowienia. Tym bardziej że mówimy o zmianie systemowej, a ta osiąga wewnętrzną spójność, gdy jest prezentowana w całości. Poczekajmy zatem do jej ogłoszenia.

Niektórzy politycy sugerują, że te dwa weta to nie był ruch przypadkowy i prezydent myśli o własnej partii, a w tej sprawie dogaduje się z Pawłem Kukizem. Inni wskazują na Jarosława Gowina. Jest w tych plotkach jakieś ziarno prawdy, jakiś plan politycznej emancypacji?

W ostatnich dniach słyszałem już tyle plotek i zmyślonych historii, że mogę tylko pogratulować wyobraźni zarówno politykom, jak i dziennikarzom. Podkreślam z całą mocą – decyzja prezydenta nie była ruchem na szachownicy polskiego systemu partyjnego. Nie miała celów partyjnych, bo ich mieć nie mogła. Miała cel państwowy i prezydent zdecydował się ponieść koszt tej decyzji, która nie była dla niego łatwa. Teraz wielu polityków i różne partie próbują rozgrywać to dla własnych potrzeb, ale to ich sprawa.

Pojawiły się głosy, że zaproponowany przez prezydenta postulat większości kwalifikowanej powinien dotyczyć nie tylko jednej ustawy, ale stać się pewną regułą umożliwiającą budowanie szerszego konsensusu w kluczowych dla funkcjonowania państwa i polityki obszarach. Czy prezydent będzie forsował ideę „3/5” jako sposób na wyjście z polskiego klinczu?

W Polsce nie ma klinczu. Jest Prezydent Rzeczypospolitej, który wygrał demokratyczne wybory, więc ma silny mandat bezpośredni, i jest większość parlamentarna, także wyłoniona w demokratycznych wyborach, która ma z nadania społecznego pełne prawo do sformowania rządu. Nikt nie ma prawa tego podważać, zwłaszcza ci, którzy wybory przegrali, a kiedyś mówili do nas, że jak chcemy rządzić, to powinniśmy wygrać wybory. To właśnie zrobiliśmy w 2015 r., i to podwójnie! Prezydent i rząd mają zatem prawo do realizacji swojej polityki i powinni to czynić we współpracy. Czym innym jest natomiast kwestia wyboru na rozmaite stanowiska, zwłaszcza te, które są związane z kształtowaniem personalnym wymiaru sprawiedliwości. To nie jest władza wykonawcza, jaką powierza się większości rządowej, lecz funkcja kreacyjna władzy ustawodawczej, czyli Sejmu. A w Sejmie istnieje przedstawicielstwo nie tylko większości rządowej, ale także innych środowisk politycznych, które nie tworzą tej większości. Dlatego gdy ta władza dokonuje obsady stanowisk w sądownictwie, dobrze, by była to decyzja odzwierciedlająca przynajmniej minimalnie szersze spektrum opinii.

Patrząc na polaryzację polskiej polityki, można powiedzieć, że reprezentacja „szerszego spektrum” przydałaby się nie tylko w sądownictwie. A jak Pan ocenia naturę wydarzeń, jakich byliśmy świadkami w Polsce? Rodzi się autentyczny ruch społeczny, czy to jedynie efekt sprawnego marketingu ze strony opozycji?

Ruch społeczny to zjawisko trwałe. Nie rodzi się z emocji, bo one są przemijające, a zwłaszcza nie może rodzić się ze złych emocji, bo one są społecznie destrukcyjne. Ruch społeczny powinien rodzić się na pracy u podstaw, na propozycjach lepszego ułożenia spraw krajowych, na zaangażowaniu w problemy zwykłych ludzi. Ja takich postaw w działaniach obecnej opozycji nie dostrzegam.

Obrazki z wielotysięcznych manifestacji wywołały jednak bardzo nieprzychylne rządowi reakcje za granicą. Nawet z Waszyngtonu. Czy możemy się liczyć z pogorszeniem atmosfery wokół Polski? Na ile może to wpłynąć na dyplomatyczną ofensywę prezydenta z ostatnich miesięcy związaną z budowaniem bloku Trójmorza?

Musimy także za granicą cierpliwie tłumaczyć naturę zmian, jakie dokonują się w Polsce. Oczekujemy tu zwiększenia wysiłków naszej dyplomacji. Dotyczy to również partnerów regionalnych, którzy postawili ponownie na naszą siłę, czego wyrazem był ostatni szczyt Trójmorza. To duże osiągnięcie i nie wolno nam go zmarnotrawić. Z tłumaczeniem za granicą jest kłopot, bo choćby w Brukseli nie mamy w tym względzie sojuszników, nawet wśród osób z polskim paszportem. Odwrotnie, mam wrażenie, że część polskich brukselczyków czuje się bardziej opozycyjną konkurencją wobec obecnych rządów niż reprezentantami interesów Polski jako kraju członkowskiego UE, do czego obliguje ich prawo europejskie.

A jak należy zinterpretować list Donalda Tuska do Andrzeja Dudy w samym epicentrum ostatnich protestów?

Wysyłanie przez przewodniczącego Rady Europejskiej na oficjalnym papierze firmowym tej instytucji listu otwartego do prezydenta kraju członkowskiego, którego treść ma charakter czysto wewnątrzpaństwowy, będzie zapisane na czarnych kartach Unii Europejskiej jako drastyczne złamanie standardów.

Komisja Europejska przypomina, że polskie sądy są też sądami unijnymi.

Komisja się myli, i to nie pierwszy raz. Sądy w Polsce są sądami polskimi, nad którymi władzy nie sprawuje ten czy inny komisarz, tylko Polacy, bo oni są w Polsce suwerenem i będą sądzeni przez taki wymiar sprawiedliwości, o jakim sami zdecydują.

Dostaliśmy od Fransa Timmermansa kolejne ultimatum. KE poinformowała o wszczęciu postępowania przeciwko Polsce ws. naruszenia unijnych przepisów w następstwie publikacji w polskim „Dzienniku Ustaw” ustawy o ustroju sądów powszechnych. Czy nie oznacza to, że w praktyce reforma sądów została zablokowana, jeszcze zanim prezydent przystąpił do naprawiania ustaw?

Komisja Europejska w sprawie polskiej reformy sądownictwa na siłę szuka pretekstów do wykazania swojej kompetencji w obszarach, w których w oczywisty sposób jej nie posiada. Groteskowo brzmią np. jej zarzuty w sprawie ustawy o ustroju sądów powszechnych co do zróżnicowania wieku emerytalnego sędziów między kobietami a mężczyznami. Jeśli to główne uchybienie, jakie Komisja znalazła w tej ustawie, to można stanowisko KE uznać za paradoksalne. Organizacja wymiaru sprawiedliwości jest wewnętrzną sprawą każdego państwa i dlatego jest tak różna w krajach UE. Nie mam żadnych uwag do sądownictwa w Holandii, bo to nie moje państwo i nie moje sądy, i to powinno obowiązywać w obie strony. Nikt nie powinien przypisywać sobie prawa do decydowania o Polsce ponad polskimi obywatelami, a zwłaszcza w sprawach, gdzie nie sięgają jego kompetencje. Komisja powinna już dawno z własnej inicjatywy elegancko wycofać się z tego całego kuriozalnego „sporu” z Polską. •

Krzysztof Szczerski

Jest obecnie szefem Gabinetu Prezydenta RP Andrzeja Dudy, wcześniej pełnił funkcję sekretarza Stanu w Kancelarii Prezydenta, był też wiceministrem spraw zagranicznych (w latach 2007–2008). Ma 44 lata. Pochodzi z Krakowa. Z wykształcenia jest politologiem.

« 1 »
oceń artykuł