Nowy numer 20/2018 Archiwum

Zimowe wiersze na lato

Chcę dla nich tylko dobra i nic nie jest w tym wierszu prawdziwsze.

Latem, na prośbę czytelników, wracamy do wierszy. Jakby do dawnej rubryki „Poezja i teologia”. Dzisiaj dwa wiersze o naszej współczesności. Też trochę o tym, jak trudno być w drugiej dekadzie XXI wieku młodym człowiekiem, i o tym, że uczta babilońskiego króla Baltazara trwa. I o współczuciu.•

Przez szybę starbusia

wyplątują kabelki z włosów.
Szybki, coraz szybszy krok.
Potrząsają dredami, chichoczą,
pociągają z kubków z wieczkami,
mamroczą do nieobecnych,
ciągną fikuśne walizki na kółkach.
Tanie linie – drogie życie. Przed nimi.

Już od dawna im nie zazdroszczę

oto
blondyn jak z Nirvany (Kurt Cobain)
podnosi dziewczynę jak z Nirvany (Courtney Love),
a ta podnosi przekłutą brew. Zachwycona.
Zerkają, co ja na to.
A ja na to jak na lato,
czyli udaję, że się bawię
tak dobrze nimi, jak oni sobą.
Więc mrugam porozumiewawczo,
udając, że wiem tyle co oni
albo nawet mniej;
niczego im nie zdradzam.
Wszystko w swoim czasie,
kochani.
Idzie grudzień, cichnie wiatr.

Ale jestem z nimi znacznie bardziej,
niż wynikałoby to z tego, co napisałem.
Chcę dla nich tylko dobra
i nic nie jest w tym wierszu
prawdziwsze.

W SiSi Coffee. Od ścianki do ściany

Na ściance wesolutkie napisy:
peace, love and coffee.
Że niby tak się da przeżyć życie:
poza złem i dobrem,
z pacyfą na piersi, jak
nieustanny Erasmus, jak
projekt na umowę/zlecenie,
bez perspektyw i raczej przeciwko.
Bez specjalnych zabezpieczeń
(poza prezerwatywą),
nie wychodząc z internetu.
Jak u Taco Hemingwaya:
„Świat jest WF-em, a ja nie mam stroju/
świat to liceum,
ja mam lewe zwolnienie”.

O wielkomiejski Babilonie,
wielka Nierządnico,
uwodzicielko młodych i nie tylko,
o pysku okolonym kożuszkiem.
Widzę cię na olsztyńskiej starówce,
w bladym blasku smartfona,
słyszę w gitarowym rifie.

Na ściance w SiSi,
przed którą pozujesz,
jakaś ręka wyciera
peace, love and coffe
i zapisuje

mane, tekel and fares.

« 1 »
oceń artykuł