• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zimowe wiersze na lato

    Ks. Jerzy Szymik

    |

    GN 28/2017

    dodane 13.07.2017 00:00

    Chcę dla nich tylko dobra i nic nie jest w tym wierszu prawdziwsze.

    Latem, na prośbę czytelników, wracamy do wierszy. Jakby do dawnej rubryki „Poezja i teologia”. Dzisiaj dwa wiersze o naszej współczesności. Też trochę o tym, jak trudno być w drugiej dekadzie XXI wieku młodym człowiekiem, i o tym, że uczta babilońskiego króla Baltazara trwa. I o współczuciu.•

    Przez szybę starbusia

    wyplątują kabelki z włosów.
    Szybki, coraz szybszy krok.
    Potrząsają dredami, chichoczą,
    pociągają z kubków z wieczkami,
    mamroczą do nieobecnych,
    ciągną fikuśne walizki na kółkach.
    Tanie linie – drogie życie. Przed nimi.

    Już od dawna im nie zazdroszczę

    oto
    blondyn jak z Nirvany (Kurt Cobain)
    podnosi dziewczynę jak z Nirvany (Courtney Love),
    a ta podnosi przekłutą brew. Zachwycona.
    Zerkają, co ja na to.
    A ja na to jak na lato,
    czyli udaję, że się bawię
    tak dobrze nimi, jak oni sobą.
    Więc mrugam porozumiewawczo,
    udając, że wiem tyle co oni
    albo nawet mniej;
    niczego im nie zdradzam.
    Wszystko w swoim czasie,
    kochani.
    Idzie grudzień, cichnie wiatr.

    Ale jestem z nimi znacznie bardziej,
    niż wynikałoby to z tego, co napisałem.
    Chcę dla nich tylko dobra
    i nic nie jest w tym wierszu
    prawdziwsze.

    W SiSi Coffee. Od ścianki do ściany

    Na ściance wesolutkie napisy:
    peace, love and coffee.
    Że niby tak się da przeżyć życie:
    poza złem i dobrem,
    z pacyfą na piersi, jak
    nieustanny Erasmus, jak
    projekt na umowę/zlecenie,
    bez perspektyw i raczej przeciwko.
    Bez specjalnych zabezpieczeń
    (poza prezerwatywą),
    nie wychodząc z internetu.
    Jak u Taco Hemingwaya:
    „Świat jest WF-em, a ja nie mam stroju/
    świat to liceum,
    ja mam lewe zwolnienie”.

    O wielkomiejski Babilonie,
    wielka Nierządnico,
    uwodzicielko młodych i nie tylko,
    o pysku okolonym kożuszkiem.
    Widzę cię na olsztyńskiej starówce,
    w bladym blasku smartfona,
    słyszę w gitarowym rifie.

    Na ściance w SiSi,
    przed którą pozujesz,
    jakaś ręka wyciera
    peace, love and coffe
    i zapisuje

    mane, tekel and fares.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół