• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Pełna zgoda

    Marcin Jakimowicz Marcin Jakimowicz

    |

    GN 28/2017

    dodane 13.07.2017 00:00

    Święty Jerzy jest katolikiem. Żyje sobie spokojnie w katedrze, wyżej niż prawosławny św. Mikołaj, który przed upałem ukrył się w cerkwi. Patrzą z góry na Syros, na fale, w których pluskają delfiny. I co najciekawsze, bardzo się lubią. Piją razem ouzo, gęstą kawę i oblizują usta po chałwie.

    W sklepach spożywczych obrazki świętych lub ikony. To norma. Mijam półki z kawą, oliwkami i słodkościami i widzę, że rekordy popularności biją: Jerzy (patron wyspy), Mikołaj (patron żeglarzy), Izydor i święta Tekla. Modlą się do nich i katolicy, i prawosławni. Przez kilka dni szukałem dziury w całym, starając się udowodnić, że opowieści o przyjaznych stosunkach między „ortodoksami” a katolikami to jedynie cukierkowe hasło z turystycznego folderu. Nie znalazłem.

    Jak na poligonie

    Nazwa Cyklady pochodzi od greckiego słowa oznaczającego koło. Wyspy rzeczywiście tworzą okrąg na Morzu Egejskim. W samym centrum leży Syros. Nazwy wysp (Syros, Tinos, Naxos i tak dalej) są rodzaju żeńskiego. Tak! Te wyspy muszą być kobietami. Bajecznie piękne, uwodzące. Rytm dnia odmierza bicie dzwonów cerkwi i kościołów.

    Często pisałem, że Polska jest ziemią, na której Wschód spotyka się z Zachodem. Nie byłem po prostu wcześniej na Syros. To tu prawosławie spotyka katolicyzm i nie jest to wcale brutalne zderzenie. To ewenement w Grecji.

    Stolicą wyspy jest portowe Ermupoli, centrum administracyjne, polityczne i ekonomiczne archipelagu. Miasto wybudowali krzyżowcy, którzy w 1204 roku dotarli tu z zachodniej Europy. W całej Grecji pracuje około 40 księży katolickich. Aż 13 z nich mieszka na Syros. Ponad jedna czwarta prezbiteratu całego kraju!

    W katolickiej katedrze (świetny punkt, by popatrzeć z góry na miasto) na stoliku rozłożone są ulotki: „Co nas łączy, a co nas dzieli z prawosławnymi”. Po rozdziale „Co nas łączy” następują „Różnice, które tak naprawdę nas nie dzielą”. – Z roku na rok żyjemy bliżej siebie. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie było tak wielu małżeństw mieszanych i zachowywaliśmy większą odrębność – opowiada Keti Varthalitou, stawiając na stole gorącą musakę. – Do czasów II wojny światowej żyliśmy właściwie osobno, w enklawach.

    To ewenement na skalę kraju. Na kontynencie prawosławni uważają często katolików za heretyków, a wielu tamtejszych duchownych nie chce uznać nawet katolickich chrztów – opowiadają mieszkańcy Syros. – U nas to nie do pomyślenia. Katolicy (połowa mieszkańców 16-tysięcznej wyspy), wchodząc do kościołów, całują święte obrazy (na przykład Antoniego z Padwy) i zapalają przed nimi świece. Podobnie też świętują. Nie ma tu zwyczaju wigilijnej kolacji, za to po Pasterce rodziny idą świętować w restauracjach do bladego świtu. Podobnie jest po Rezurekcji. Rozpoczyna się, gdy na wyspę spadnie gęsty jak smoła mrok, a w falach morza przegląda się księżyc. Po 23.00 spokojna, uśpiona wyspa na dźwięk słów „Christos anesti” (Chrystus zmartwychwstał) eksploduje. – Gdy zabrzmi „Chwała na wysokości Bogu”, młodzi odpalają petardy i race. Jest tak głośno, że nie słyszę słów, które wypowiadam w czasie Eucharystii. Śpiewa cały kościół, grają organy, kołyszą się dzwony, a na zewnątrz poligon… – opowiada ks. Piotr Kłym, proboszcz parafii w wiosce Vari (pochodzi z Przemyśla, ale na Syros zadomowił się na dobre). Nawet pływające w odległości wielu kilometrów od wyspy delfiny słyszą, że Chrystus zmartwychwstał. Identycznie jest pod prawosławną katedrą, a przede wszystkim cerkwią Anastasis. Tej nocy nikt na wyspie nie zmruży oka.

    Kościół na skale

    To się nazywa kościół na skale! Prawdziwy gigant. Katedra katolicka, siedziba biskupa. Najlepszy punkt widokowy, jaki można sobie wyobrazić. I doskonały strategiczny punkt obronny (statków pirackich wypatrywano z kilometrów). W dole osiołki i kozy, kobiety ubrane na czarno (greckie wdowy chodzą tak ubrane do końca życia). Akcje słońca spadają, więc cykady dostają szału, głośnym koncertem pokazując, kto naprawdę jest panem tej wyspy. Co chwilę przez drogę przebiega kot. Syros to wyspa kościółków i kotów. – Na tej małej wyspie jest ponad sto kościółków i kaplic – zarówno katolickich, jak i prawosławnych. A ponieważ mieszkańcy hucznie obchodzą odpusty ku czci patronów tych świątyń, proboszczowie mogą zapomnieć o leniwych wakacjach – śmieje się ks. Piotr. – Jeden z proboszczów ma pod opieką 29 kościółków, które może na co dzień są pustawe, ale musielibyście zobaczyć, jak wyglądają w czasie odpustów. Wakacje (wtedy wypada większość odpustów) pełne roboty.

    Na uliczkach ruch jak w ulu. Grecy jeżdżą, jak chcą. – Najczęściej używane światła? Awaryjne – śmieje się ks. Piotr. – Byłem świadkiem sytuacji, gdy samochody stawały na środku ulicy, a kierowcy ucinali sobie pogawędkę. Za nimi stały sznury samochodów, ale nikt nie trąbił. Ta wyspa to prawdziwa lekcja cierpliwości.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół