• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Ofiary wojny

    Edward Kabiesz Edward Kabiesz

    |

    GN 28/2017

    dodane 13.07.2017 00:00

    Bohaterem filmu jest dziesięcioletni chłopiec, który mieszka w mikroskopijnej serbskiej enklawie otoczonej przez kosowskich Albańczyków.

    Radovanović nie zajmuje się przyczynami ani politycznymi aspektami konfliktu w Kosowie. Przedstawia raczej bezpośrednie skutki, jakie wywołała interwencja NATO, dla mieszkających tam prawosławnych Serbów. Siły NATO przez 78 dni – od 24 marca do 10 czerwca 1999 – roku bombardowała Jugosławię, usiłując zmusić ją do podpisania umowy nadającej Kosowu szeroką autonomię. Rząd Jugosławii odmówił przyjęcia tego „upokarzającego”, jak je określał, porozumienia. Kosowo jest dla Serbów kolebką ich państwowości. Po najeździe tureckim i klęsce poniesionej w 1389 roku chrześcijanie zaczęli opuszczać te tereny w wyniku prześladowań religijnych i nałożonych na nich podatków. Z czasem emigracja Serbów przybierała na sile, a na teren Kosowa przybywali licznie wyznawcy Allaha z Albanii. W czasie tureckiego panowania stali się oni narodowością dominującą.

    Bombardowania, nazywane przez polityków i część mediów „humanitarnymi”, ostatecznie zmusiły Jugosławię do podpisania porozumienia. Największy udział w tych bombardowaniach miało lotnictwo USA, więc nie dziwi fakt, że do dzisiaj Serbowie – w przeciwieństwie do Albańczyków z Kosowa – nie pałają zbyt wielką miłością do tego kraju.

    Formalnie Kosowo pozostało nadal częścią Jugosławii, lecz w praktyce kontrolę nad nim sprawowały wojska KFOR, czyli międzynarodowe siły pokojowe NATO działające na mocy mandatu ONZ. W czasie wojny w Kosowie zbrodnie popełniały obie strony konfliktu, chociaż media nagłaśniały przede wszystkim te, za które odpowiadali Serbowie. Podpisanie porozumienia sprawiło, że do Kosowa wracali wygnani stamtąd Albańczycy, którzy brali odwet, często krwawy, na mieszkających tam Serbach. Nie tylko wypędzali ich z dotychczasowych siedzib, ale starali się niszczyć wszelkie ślady obecności serbskiej tradycji i kultury w prowincji. Ofiarą zniszczeń padały cerkwie, klasztory i cmentarze.

    Transporterem do szkoły

    Tytułowa enklawa, podobnie jak inne małe miejscowości zamieszkane przez Serbów, mogła funkcjonować tylko dzięki wsparciu stacjonujących w pobliżu jednostek KFOR. W filmach i mediach Serbowie, uważani za inspiratorów wojen mających na celu zachowanie jugosłowiańskiego dziedzictwa, a w praktyce swoją dominację, są przedstawiani jako agresorzy. Film Radovanovicia przedstawia drugą stronę medalu.

    Pierwszoplanowym bohaterem filmu jest dziesięcioletni Nenda, który wraz z ojcem i dziadkiem mieszka w maleńkiej serbskiej enklawie otoczonej przez Albańczyków. Nenda uczy się w szkole. Można się domyślać, że kiedyś uczęszczało tu wiele dzieci z serbskich rodzin, ale teraz chłopiec pozostał jej jedynym uczniem. Nauczycielka, która dojeżdża tu tylko dla niego, poświęca mu dużo czasu, bo chłopiec jest zdolny i inteligentny. Uczy się chętnie, mimo warunków, w jakich żyje, a właściwie wegetuje jego rodzina. Nenda, jego ojciec i dziadek są jedynymi Serbami, jacy pozostali w wiosce. Nenda nie ma łatwego życia. Dziadek już nie wstaje z łóżka, a ojciec nie stroni od alkoholu. Właściwie nie wiemy, dlaczego wzorem innych członków rodziny i pozostałych mieszkańców nie wyjechali z Kosowa. Czy powodem tej decyzji była bierność, czy też przywiązanie do ziemi przodków? Wiemy tylko, że dziadek chce umrzeć w swojej rodzinnej wiosce i spocząć na tutejszym prawosławnym cmentarzu.

    Rodzina żyje w skrajnie nieprzyjaznych warunkach i chociaż nie dochodzi tu do bezpośrednich aktów przemocy ze strony muzułmańskiej większości, zdajemy sobie sprawę, że wystarczy nawet drobny incydent, by cały ten pozorny spokój runął. Jednostki KFOR nie są w stanie przecież reagować na każdą ewentualną prowokację, która może doprowadzić do eskalacji przemocy. Nenda codziennie udaje się do szkoły opancerzonym transporterem KFOR, by bezpiecznie przejechać przez tereny zamieszkałe przez kosowskich Albańczyków. Ale tylko do czasu. Po powrocie do domu odrabia lekcje i opiekuje się dziadkiem, którego bardzo kocha. Razem grają w szachy, a chłopiec wieczorami czyta mu fragmenty Pisma Świętego. Dziadek chciałby przed śmiercią przyjąć Komunię, ale miejscowy pop jest zbyt zajęty, by zdążyć do niego na czas. W rzadko którym współczesnym filmie sprawy wiary przedstawione są w sposób tak naturalny jak w „Enklawie”. Tu nie ma dyskusji o wierze, ona jest po prostu częścią ich życia. Nendzie doskwiera jednak samotność. Nie ma rówieśników, z którymi mógłby się zaprzyjaźnić. Są chłopcy w jego wieku, ale to albańscy Kosowianie, którzy dla zabawy obrzucają kamieniami KFOR-owski transporter wiozący go do szkoły. Czuje do nich dystans, a próba nawiązania bliższego kontaktu prowadzi do dramatycznych konsekwencji.

    Film Radovanovicia zawiera kilka scen o symbolicznej wymowie. Do takich należą obrazy prawosławnego cmentarza, zrujnowanego w czasie działań wojennych, czy dzwonnicy bez dzwonu. I powtarzające się na przemian ujęcia muzułmańskiego wesela i chrześcijańskiego pogrzebu. Aż nadto wymowne. •

    Reż. Goran Radovanović, wyk.: Filip Subarić, Denis Mulić, Nebojša Glogovać, Anica Dobra, Miodrag Krivokapić, Serbia/Niemcy 2015

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół