• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Ofiary wojny

    Edward Kabiesz Edward Kabiesz

    |

    GN 28/2017

    dodane 13.07.2017 00:00

    Bohaterem filmu jest dziesięcioletni chłopiec, który mieszka w mikroskopijnej serbskiej enklawie otoczonej przez kosowskich Albańczyków.

    Skromna „Enklawa” Gorana Radovanovicia to jedna z najciekawszych produkcji filmowych, jaka w tym roku trafia na nasze ekrany. Chociaż akcja filmu rozgrywa się w Europie, sam temat dla wielu widzów z pewnością okaże się egzotyczny. Nie przypominam sobie innego filmu, który podejmowałby problemy, z jakimi boryka się chrześcijańska mniejszość w Kosowie. Wydaje się, że o żyjących tam chrześcijanach zapomnieli zarówno politycy, jak i media. Przypominają sobie o nich jedynie wtedy, kiedy wybuchają tam poważne zamieszki na tle etnicznym.

    Ludzie na marginesie

    Akcja filmu rozgrywa się kilka lat po zakończeniu wojny w Kosowie. Chociaż dotyka również problemów ponadczasowych, „Enklawa” została osadzona w konkretnym czasie i szczegółowo przedstawionych realiach jednej z małych serbskich społeczności, jakie ostały się w zdominowanym przez Albańczyków Kosowie. Stąd też tytuł obrazu – tę filmową mikroskopijną enklawę zamieszkuje właściwie tylko jedna rodzina. No i pop, który opiekuje się tym, co pozostało po zrujnowanej cerkwi i dzwonnicy. Co prawda dzwonnica nie ma dzwonu, ale odgrywa w filmie znaczącą rolę.

    Serbski reżyser, urodzony w byłej Jugosławii i wychowany w duchu komunizmu, w dojrzałym już wieku przeszedł głęboką przemianę duchową. W jednym z wywiadów powiedział, że mając 40 lat, poczuł przemożne pragnienie, by przyjąć chrzest. Początkowo nie potrafił sobie tego wytłumaczyć, ale wkrótce powrócił do religii swoich dziadków, czyli prawosławia. – Czułem, że czegoś mi brakuje, że pragnę żyć także życiem duchowym, a nie tylko emocjonalnym i fizycznym… Potrzebowałem tego jak wody – wyjaśniał Radovanović. Ten powrót do wiary swoich przodków był jednym z czynników, który zdecydował, że napisał scenariusz i nakręcił „Enklawę”. – Mój film to nieopowiedziana do tej pory historia o ludziach zepchniętych na margines, których nikt nie dostrzega… To jakiś absurd, że w XXI wieku ludzie żyją w tak niewyobrażalnych warunkach.

    Radovanović często podkreśla, że największym niebezpieczeństwem dla Europy jest zeświecczenie. – Nasz kalendarz rozpoczyna się od daty narodzin Chrystusa, w niedzielę nie pracujemy, ale w głębi serca od długiego już czasu nie jesteśmy chrześcijanami. Brakuje nam chrześcijańskiej, duchowej tożsamości. Gdybyśmy ją posiadali, nie byłoby problemu z przyjmowaniem uchodźców. Gdybyśmy byli prawdziwymi chrześcijanami, nasz duch odniósłby zwycięstwo, bo jest najmocniejszy.

    Problem wiary i przywiązania do tradycji przewija się również w „Enklawie”. Reżyser jest Serbem i pokazuje wydarzenia z punktu widzenia serbskiego dziecka. Nie znaczy to jednak, że nie zachowuje obiektywizmu. Wprost przeciwnie. Nie idealizuje swoich rodaków ani nie demonizuje Albańczyków z Kosowa, ale przedstawia tragizm sytuacji, w jakiej się znaleźli – na to, co zafundowała im międzynarodowa społeczność, nie mieli wpływu.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół