• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Klimat dla Trumpa

    Tomasz Teluk

    |

    GN 28/2017

    dodane 13.07.2017 00:00

    Czy USA i Polska będą sojusznikami podczas przyszłorocznego szczytu klimatycznego ONZ w Katowicach?

    Donald Trump należy do tych konserwatystów, którym przez gardło nie przejdzie termin „globalne ocieplenie”. Gdy tylko doszedł do władzy, zrealizował swoją obietnicę wyborczą i wycofał USA z porozumienia paryskiego z grudnia 2015 r. Zrobił to, ponieważ umowa stanowiła hamulec dla amerykańskiej gospodarki, poza tym otoczenie prezydenta nie wyznaje hipotezy dotyczącej efektu cieplarnianego będącego wynikiem przemysłowej działalności człowieka.

    Gdy prezydent Stanów Zjednoczonych znalazł się w ogniu krytyki za zerwanie globalnej solidarności w kwestii polityki klimatycznej, postanowił upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Ogłosił, że mur odgradzający USA od swojego południowego sąsiada, Meksyku, zostanie zbudowany z ogniw fotowoltaicznych i będzie to istotny wkład Stanów Zjednoczonych w światową politykę ekologiczną.

    Trump neguje efekt cieplarniany

    Zamieszanie wokół tzw. globalnego ocieplenia trwało już dwie dekady, odkąd na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych wynegocjowano porozumienie klimatyczne, zwane Protokołem z Kioto, w 1997 r. Traktat formalnie obowiązywał do 2012 r., ale został przedłużony o 8 lat. Nie podpisały go USA, skarżąc się na łagodne potraktowanie Chin w dokumencie, potem wypowiedziała go Kanada. Traktat paryski miał być pierwszą umową globalną, mającą kontynuować walkę rządów z gazami cieplarnianymi, lecz nogę między drzwi a futrynę włożył właśnie Donald Trump.

    Projekt walki z efektem cieplarnianym od początku przybierał formę rewolucji ideologicznej. Ochrona środowiska stała się nośnym medialnie hasłem, które rzeczywiście zjednoczyło aktywistów, polityków z lewej strony, naukowców czy gwiazdy muzyki i sportu. Ideowym motorem projektu stały się organizacje prezentujące skrajne poglądy na ochronę środowiska typu Greenpeace. Forsowały one przekaz na skraju katastrofizmu i histerii, perorując, że dwutlenek węgla jest 100 razy groźniejszy niż bomba jądrowa, a ludzkość nie przetrwa globalnego ocieplenia. Najbardziej znany polityk lansujący powyższe tezy – demokrata Al Gore – pisał o Śląsku, że powietrze jest tam tak zanieczyszczone, że nauczyciele sprowadzają dzieci do kopalń, a potem ostrożnie wychylają się, aby sprawdzić, czy można już wyjść na powierzchnię.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół