• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Klątwa WOS

    Piotr Legutko

    |

    GN 28/2017

    dodane 13.07.2017 00:00

    Szkoła nie przygotowuje przyszłych obywateli do życia w społeczeństwie.

    Wyniki tegorocznych matur nie przyniosły większych sensacji. Przy pierwszym, majowym podejściu (we wrześniu będą poprawki) egzamin dojrzałości oblało 21,5 proc. zdających, co staje się już pewnego rodzaju normą. Tradycyjnie więcej porażek odnotowano w technikach niż liceach, co zapewne wynika z niższej motywacji. Po prostu maturzyści z ogólniaków zazwyczaj chcą kontynuować naukę dalej, z kolei absolwenci techników mogą już szukać ofert na rynku pracy. Bardzo dobrze wypadł egzamin z polskiego i języków obcych, nieźle z matematyki, fatalnie z przedmiotów dodatkowych. Najgorzej – z wiedzy o społeczeństwie. Przeciętny maturzysta zdający WOS udzielił zaledwie 26 proc. trafnych odpowiedzi. Dla porównania średnia z niełatwej przecież matematyki wyniosła w liceach 60 proc. Swoista klątwa WOS trwa już kolejny rok. W 2016 przeciętna zdobycz na tym przedmiocie wyniosła 27 proc., dwa lata temu też 26 proc. Można więc mówić o trwałej zapaści. Z czego ona wynika?

    Nie miałam pojęcia, co czytam

    Marcin Smolik, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, tłumaczył dziennikarzom majową klęskę niedocenianiem trudności tego przedmiotu, zawierającego elementy prawoznawstwa, socjologii czy przedsiębiorczości. – Tymczasem u wielu osób przystępujących do egzaminu z WOS pokutuje przekonanie, że aby go zdać, wystarczy pooglądać telewizję, posłuchać radia, poczytać gazetę – mówił dyrektor CKE. Takie przekonanie z czegoś się bierze. Widocznie lekcje wiedzy o społeczeństwie mają właśnie charakter „przeglądów prasy”, a i lektura zadań z ubiegłych lat dodawała odwagi, by do egzaminu podejść „z marszu”. Pod warunkiem, że faktycznie śledzi się wydarzenia zachodzące w przestrzeni publicznej i coś się z nich rozumie.

    O tym, że jest inaczej, widać było na Twitterze już w dniu egzaminu. „Nie napisałam nawet wypracowania, bo nie miałam pojęcia, co czytam”, „Wyszłam po godzinie WOS-u i jestem przerażona moją niewiedzą”, „WOS to jakaś tragedia, czyli jak co roku #jużpo#matura2017” – to najbardziej charakterystyczne wpisy maturzystów. Co ich tak przeraziło?

    Może zadanie polegające na porównaniu wyników wyborów z 1991 oraz 2015 roku, by na tej podstawie ocenić wady i zalety systemu wielopartyjnego? Albo konieczność rozróżnienia, czym różnią się kompetencje wojewody i marszałka województwa? Bo trudno przyjąć, by możliwości maturzysty przerastało wymienienie państw tworzących Grupę Wyszehradzką albo napisanie, jaki to konflikt zbrojny toczy się blisko granic Polski. Faktem jest, że aż 60 proc. zdających WOS nie zdobyło nawet punktu z wypracowania. Zero na arkuszu oznacza, że ponad połowa maturzystów w ogóle nie podjęła wyzwania albo zrobiła to bardzo źle.

    Bez tego da się żyć?

    Wnioski wynikające z trwałej niedojrzałości maturzystów w zakresie wiedzy o społeczeństwie są co najmniej dwa. Pierwszy dotyczy zastraszająco słabej orientacji młodego pokolenia w życiu publicznym i rozumienia procesów tam zachodzących. Drugi – konieczności poważnej refleksji nad obecną formułą przedmiotu o nazwie WOS. Zacznijmy od sprawy pierwszej.

    Podstawowym źródłem informacji o świecie dla przeciętnego nastolatka nie jest dziś telewizja, radio czy prasa, a nawet portal internetowy, ale… inny nastolatek, a konkretnie jego profil na Face­booku. Maturzysta (proszę wybaczyć generalizację, która zawsze bywa wobec jednostek niesprawiedliwa) jest uzależniony od swojego smartfona i znajdujących się w nim kontaktów z grupą znajomych. – Wszystkie badania, nie tylko polskie, pokazują w tym pokoleniu zanik zainteresowania sprawami publicznymi – potwierdza Jarosław Flis, socjolog i politolog z UJ. Młodzi żyją we własnym świecie, bo daje on im poczucie bezpieczeństwa i wrażenie samowystarczalności. – Panuje przekonanie, że bez wiedzy o społeczeństwie doskonale da się żyć, poza tym młodych odrzuca hermetyczność języka, jakim posługują się media, a jednocześnie są przekonani, że właściwie nie jest to jakaś poważna „wiedza”, którą warto przyswajać – wylicza J. Flis.

    Powyższa diagnoza powinna bardzo niepokoić. Mówimy bowiem o obywatelach, którzy właśnie posiedli prawo wyborcze, ale zapewne nie bardzo będą mieli ochotę z niego korzystać. A nawet gdyby mieli – jak widać, nie pozyskali znikąd podstawowej wiedzy, czym różni się wojewoda od marszałka województwa, jak się wybiera sołtysa i na czym polega funkcjonowanie wspólnot mieszkaniowych. Zasadność istnienia w szkołach przedmiotu o nazwie WOS miała takiej sytuacji zapobiegać i sprawić, by w kolejnych latach demokracja (także lokalna) była faktycznie rządami większości obywateli, traktujących uczestnictwo w życiu publicznym jako pewien obowiązek.

    Niewiedza kosztuje

    Matura z WOS być może nie daje podstaw do wyciągania aż tak daleko idących wniosków, choć jest to swoista próba wykonana na grupie blisko 25 tys. osób. Nie jest ona jednak reprezentatywna, bo mamy do czynienia z uczniami, którzy ów przedmiot wybrali świadomie i dobrowolnie, ze swoistą elitą, młodymi ludźmi uważającymi się za „zorientowanych w temacie”. Trzeba zatem przyjąć założenie, że średnia krajowa wygląda jeszcze gorzej. Mamy więc jako społeczeństwo problem nie z przedmiotem szkolnym, ale z niewiedzą, która może drogo kosztować także w życiu pozaszkolnym. Czasem dosłownie, co pokazują statystyki konsumentów padających ofiarą nie tylko politycznych demagogów, ale i finansowych oszustów.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • Gość
      16.08.2017 13:18
      Jestem nauczycielem wos w gimnazjum. Podejście do przedmiotu ( nawet pośród nauczycieli) jest oporne. Treści są trudne dla dzieci. Podręczniki w ponadgimnazjalnej wołają o pomstę. Przeładowane. Jeden temat z podręcznika można przerabiać na 2/3 jednostkach lekcyjnych. I jeszcze jeden problem. To przedmiot humanistyczny, tu trzeba czytać, czytać, czytać... Kto to dziś robi?
    • Fidel Castro
      16.08.2017 14:40
      Tragedia bo młodzież nie "kuma" stosunków międzynarodowych ? Do czego jest im to potrzebne? Żeby z kolegami sobie popolitykować na szkolnej przerwie ? Na polu międzynarodowym Putin,Merkel i Trump rozgrywają nas jak pionki z pierwszego szeregu w szachownicy.Tej podstawowej wiedzy nie mają nasi politycy a co tu mówić o młodzieży. A co z przygotowaniem do życia w rodzinie ? Co z podstawową edukacją seksualną ?
    • Gość
      17.08.2017 12:16
      Jestem uczniem liceum z rozszerzeniem z WOS-u i jak patrzę na zakres materiału na maturę to się włosy jeżą na głowie drodzy państwo jak na jeden egzamin jakim jest matura można dać w zakresie podstawy ekonomii nie będącej na lekcjach od 2gim stosunki narodowe które najczęściej nauczyciele przesuwają ale według systemu powinny być pół roku przed egzaminem dojrzałości. Wiecie państwo przecież ci może się stać przez 6 miesięcy to nie jest wiedza o społeczeństwie to totolotek bo matura nie jest połączona z materiałem Gdyby ktoś pomyślał i na egzaminie Gim. dał więcej pytań może by pomogło .Młodzież interesuje polityka można to zaobserwować np. Po wielkiej oglądalności Maxsa kolanko na serwisie YouTube problemem jest że w tegorocznym sejmie dzieci i młodzieży obcięto parę roczników i zabrano prawo wypowiedzi
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół