• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Gdy rodzeństwo... znika

    Agata Puścikowska Agata Puścikowska

    |

    GN 28/2017

    dodane 13.07.2017 00:00

    Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni. Wszyscy z wyjątkiem najmłodszego. I zaczęło się...

    Wyjechali na wakacje prawie wszyscy nasi podopieczni. I cóż z tego, że zrobiła się cisza w domu, gdy słowo „prawie” robi różnicę... Bo oto wyjechała starsza czwórka. Tak się złożyło, że część na obozy harcerskie ZHR, część na obóz KSM. Wyjechali, nawet dobrze się bawią, choć pogoda w tym roku nie rozpieszcza, a życie w lesie pod namiotami do najprostszych nie należy. A tymczasem najmłodszy, blisko czterolatek, został w domu. I się zaczęło...

    Czterolatek, przyzwyczajony do obecności i atencji sześciu starszych osób, jednym słowem książątko, na obecność i atencję wyłącznie rodziców niemal prychnął. A za tymże prychnięciem przyszedł foch, no bo kto się z nim będzie bawić? Wszak dorośli rodzice to gorsza zabawa niż starsi bracia. Po drugie, kto będzie mu robił „kanapecki”, bo wiadomo, że siostry robią owe lepiej niż matka. Po trzecie i po czwarte – przecież on będzie tęsknił! Bo nagle tak mu się domowy stan kochania zawęził, że za cicho w domu i tylko z echem można porozmawiać o klockach i autkach. Rodzice się do tego niezbyt nadają. Dobrze chociaż, że psy, kot, świnki morskie i królik postanowiły zostać i nie wyjechały na wakacje... No i nastała nuda. I trudne rozmowy: kiedy wrócą, co to znaczy „tydzień” i dlaczego to tak długo, dlaczego go nie zabrali...

    Ale i druga strona tego samego medalu istnieje. Czyli telefony od sióstr i braci. Telefony są do Jasia i o Jasiu. A co Jaś robi, a co się z nim dzieje. I jak tam jego dinozaury, i czy ich nie pogubił. Bo jak wiadomo, gdy pogubi, grubszy problem i rodzina stoi na baczność, aż się znajdą.

    Niedługo koniec obozów i wszystko wróci do normy. Harmider, śmiechy i półkłótnie. I nawet wyliczanka, „kto tym razem Jaśkowi poczyta te głupie dinozaury, których wszyscy mają dość”. Będzie zwyczajnie, czyli wielodzietnie. I nieco szaleńczo. Ale bez przedziwnej, dziecięcej tęsknoty. Tęsknoty za rodzeństwem. Tęsknoty, której może doświadczyć tylko siostra lub brat. Dobrej tęsknoty. A za czas jakiś, gdy tylko czterolatek podrośnie, pojedzie również na jakiś obóz. I wtedy to się dopiero będzie działo! Bo gdy wyjadą na wakacje wszyscy nasi podopieczni, to z pewnością zapadnie... wyczekana cisza. I może nawet jakieś szaleństwo. Lecz po dwóch, trzech dniach rozpocznie się nerwowe zaglądanie w kalendarz i odliczanie czasu. Do szalonego, rodzinnego, wielodzietnego... powrotu. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • L.
      13.07.2017 16:33
      Mam w domu dokładnie to samo ;-) Nawet wiek i cel wyjazdu się zgadza. Tyle że została córcia a pojechali na obóz trzej bracia. Dramacik :-) Jak Ci rodzice jedynaków dają ???
    • Gość
      14.07.2017 12:00
      Wprawdzie mam tylko trójeczkę (za to same nastolatki w różnym wieku), ale do dziś pamiętam ten dzień, kiedy wszyscy troje jednocześnie byli nieobecni (babcia, oaza). Nie mogłam sobie miejsca znaleźć...
    • Gość
      19.07.2017 20:58
      U nas to samo :) Z tym że za jakiś czas beniaminek pewnie przestanie być beniaminkiem. Choć przyjdzie kiedyś takie dziecko, które będzie tym ostatnim w rodzinie - kosmiczna myśl!
    • Dziewczyna
      19.07.2017 23:12
      Bez przesady, ja zawsze sobie miejsce i zajęcie znajduje jak wyjeżdża 4 moich dzieci, a odliczam dni do końca laby nie z powodu tęsknoty.. Od dzieci trzeba odpocząć nie myśląc o nich. Nie jest to trudne. Rok szkolny jest od pracy, a wakacje to czas odpoczynku także od dzieci, nie mam z tym problemu.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół