• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • My chcemy Boga

    Jakub Jałowiczor Jakub Jałowiczor

    |

    GN 28/2017

    dodane 13.07.2017 00:00

    – Naród polski, naród amerykański i narody Europy wciąż wołają: my chcemy Boga – mówił w Warszawie prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump. Te słowa mogą okazać się ważniejsze niż deklaracje dotyczące gazu i amerykańskich wojsk w Polsce.

    Zgodnie z oczekiwaniami podczas pobytu w Polsce amerykański prezydent mówił o energetyce i bezpieczeństwie. Jednak to nie dlatego jego przemówienie na warszawskim pl. Krasińskich wzbudziło entuzjazm zebranych. Donald Trump ujął słuchaczy tym, w jaki sposób mówił o polskiej historii. Zamiast poprzestać na zwyczajowej wzmiance o Pułaskim i Kościuszce, prezydent długo opowiadał o historii walk o Aleje Jerozolimskie w czasie powstania warszawskiego. Donald Trump odniósł się też do kwestii wartości, których Polska i Stany Zjednoczone powinny bronić. Jeśli warszawskie przemówienie będzie kiedyś cytowane jako prezentacja doktryny Trumpa, to doktryną tą będzie właśnie obrona tradycyjnych wartości.

    Cywilizacyjny sojusz

    „W sercu naszego życia stawiamy wiarę i rodzinę” – podkreślił w swoim przemówieniu prezydent. I dodał: „Tych, którzy zapomnieli o ich kluczowym znaczeniu, zachęcam do odwiedzenia kraju, który nigdy tego nie zapomniał – niech przyjadą do Polski”.

    Było to inne niż to, co mówili niektórzy prezydenci USA (zwłaszcza Barack Obama), a tym bardziej politycy z Europy, którzy chętniej wspominają o tolerancji czy zmianach klimatycznych. Nie było to jedynie zwyczajowe odwołanie się do idei Boga, które w Stanach Zjednoczonych można usłyszeć nawet z ust ateistów. Amerykański przywódca wyraźnie nawiązał do pielgrzymki Jana Pawła II do ojczyzny z 1979 r. i zaproponował Polsce sojusz w walce ze zjawiskami zagrażającymi zachodniej cywilizacji. Podczas gdy George W. Bush podczas wizyt w Warszawie mówił o udziale naszych wojsk w Iraku i Afganistanie, Trump – choć wspominał również o islamskim terroryzmie – odnosił się przede wszystkim do obrony wartości. „Nasza walka w obronie Zachodu nie zaczyna się na polu bitwy – zaczyna się od naszych umysłów, naszej woli, naszych dusz – tłumaczył. – Walczmy więc wszyscy jak Polacy – o rodzinę, o wolność, o ojczyznę i o Boga”.

    Zaangażowanie Donalda Trumpa w obronę konserwatywnych wartości nie było wcale oczywiste. Nowojorski milioner pędził żywot celebryty. W publicznej działalności też nie zawsze opowiadał się po prawej stronie, jeśli chodzi o kwestie światopoglądowe.

    Przez 30 lat należał do Partii Demokratycznej. W 1989 r. był jednym z organizatorów kolacji na cześć Robin Chandler Duke, emerytowanej szefowej proaborcyjnej organizacji NARAL. Podczas spotkania zbierano środki na rzecz kampanii pro choice. 10 lat później, pytany o aborcję w wywiadzie telewizyjnym, Trump odparł, że jej „nienawidzi”, ale mocno wspiera „możliwość wyboru”. Po upływie kolejnych lat stwierdził, że jest pro life. W czasie kampanii wyborczej nazwał papieża Franciszka pionkiem. Różnica zdań dotyczyła wprawdzie kwestii imigrantów z Meksyku, ale tak ostre sformułowanie sugerowało, że Trumpowi nie zależy zbytnio na głosach katolików.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół