Nowy numer 20/2018 Archiwum

Mój szkaplerz

Chcę dziś wyjść z roli chłodno relacjonującego dziennikarza. Bo pisząc o szkaplerzu, piszę o swoim życiu wewnętrznym.

Zostałem ochrzczony 16 lipca, czyli w dniu Matki Bożej Szkaplerznej. Od prawie 30 lat noszę szkaplerz. Te dwa płatki brązowego sukna z wizerunkami Matki Bożej i Serca Jezusa są syntezą mojej duchowości. Obraz Serca Jezusa wisiał i wisi w moim domu rodzinnym. Jest prawie identyczny z wizerunkiem Jezusa Miłosiernego z podpisem: „Jezu, ufam Tobie”. A to właśnie są słowa wygrawerowane na wewnętrznych stronach obrączek ślubnych – mojej i żony.

Wbrew pozorom szkaplerz mówi o całej Trójcy Świętej. Bo – jak powiedział Jezus – kto widzi Jego, widzi i Ojca, a w pełnej jedności z Nimi dwoma pozostaje Duch Święty. O przedstawionej na drugim płatku szkaplerza Matce Bożej lubię myśleć jako o postaci jakby z cieniutkiego, kryształowo czystego szkła, bez reszty wypełnionej Duchem Świętym.

Tak się złożyło, że wiele ważnych wydarzeń z mojego życia przypadło w święta maryjne (chrzest, zaręczyny, ślub, narodziny jedynego dziecka). Jestem dzieckiem Matki Bożej. Szkaplerz jest Jej płaszczem, pod którym się chronię. Jest najmniejszym ołtarzem, który mam zawsze przy sobie. Jest też legitymacją członkowską znakomitego klubu, do którego należeli: św. Jan od Krzyża, św. Teresa z Avila, św. Teresa z Lisieux, św. Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein), św. Jan Paweł II czy św. Jan Bosco. Noszenie szkaplerza oznacza udział w dobrach duchowych zakonu karmelitańskiego. A więc jeśli gdzieś na świecie jakiś karmelita czy karmelitanka albo też inna osoba nosząca szkaplerz osiąga mistyczne szczyty, ja z tego korzystam. Nie da się tego przecenić.

« 1 2 »
oceń artykuł