• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zmarł z brewiarzem w dłoniach

    Szymon Babuchowski Szymon Babuchowski

    |

    GN 28/2017

    dodane 13.07.2017 00:00

    Kiedy kardynała Joachima Meisnera nazywano konserwatystą, on odpowiadał: „Konserwatywny, bardzo proszę, ale tylko w znaczeniu tego, który broni wiary”.

    Siedział z pogodną twarzą, w fotelu, z brewiarzem w dłoniach. Tak znalazł go rano jeden z przyjaciół, który chciał z nim odprawić Mszę św. – Musiał tak zasnąć – powiedział o zmarłym kard. Rainer Maria Woelki, jego następca na stanowisku metropolity Kolonii. – Rozumiał śmierć jako przejście z jednej do drugiej ręki Boga. Teraz po prostu wypełnił swoje życie.

    Za dużo dyskusji, za mało modlitwy

    Wieczorem poprzedniego dnia kardynał Joachim Meisner rozmawiał telefonicznie z kard. Gerhardem Ludwigiem Müllerem. – Powiedział mi, że czuje się dobrze, jeśli chodzi o zdrowie, ale podzielił się też refleksją, że jest bardzo zaniepokojony sytuacją w Kościele katolickim – relacjonował przebieg rozmowy kard. Müller.

    Warto przypomnieć, że Joachim Meisner był jednym z czterech kardynałów, którzy we wrześniu ubiegłego roku poprosili papieża i Kongregację Nauki Wiary o rozwianie niepewności i wyjaśnienie punktów adhortacji „Amoris laetitia” dotyczących dopuszczenia w indywidualnych przypadkach do Komunii św. osób rozwiedzionych żyjących w nowych związkach. Ale nie tylko z tego powodu nazywano go konserwatystą – tę łatkę przyczepiono mu wiele lat wcześniej. On sam natomiast powtarzał: „Konserwatywny, bardzo proszę, ale tylko w znaczeniu tego, który broni wiary”.

    Był w tej obronie konsekwentny, nie godził się na kompromisy. – Dla katolików jedyną gwiazdą, za jaką powinni podążać, jest gwiazda betlejemska – mówił jeszcze jako biskup Berlina, piętnując w ten sposób radzieckie, pięcioramienne gwiazdy widniejące na wielu NRD-owskich budynkach. Później, po upadku muru berlińskiego, niestrudzenie walczył z bezbożnością konsumpcyjnie nastawionego społeczeństwa. Szczególną uwagę poświęcał obronie życia. Protestował przeciwko próbom legalizacji eutanazji i jako pierwszy sprzeciwił się temu, by kościelne poradnie rodzinne w Niemczech wydawały kobietom zaświadczenie pozwalające na dokonanie aborcji. To z jego inicjatywy papież Jan Paweł II nakazał w 1999 r. wycofanie się Kościoła katolickiego w Niemczech z państwowego systemu poradnictwa dla kobiet w ciąży, co zresztą wielu niemieckich biskupów przyjęło z niechęcią.

    – Niemieccy katolicy zbyt wiele dyskutują, a zbyt mało się modlą – twierdził, przeciwstawiając się wszelkim próbom rozwadniania wiary. Podczas Światowych Dni Młodzieży w Kolonii przypominał o znaczeniu codziennej modlitwy i potrzebie indywidualnej spowiedzi. Odmówił też udziału w poświęceniu nowego witraża w kolońskiej katedrze, który przedstawiał abstrakcyjny wzór ułożony z tysięcy kolorowych kwadracików. Arcybiskup stwierdził wówczas, że tam, gdzie sztuka oddziela się od religijności, „kult zastyga w rytualizmie, a kultura ulega zwyrodnieniu. Traci swój umiar”. Naraził się tym samym na ostre reprymendy polityków, także tych z podobno chrześcijańskiego CDU, którzy mówili, że kardynał „nie rozumie istoty sztuki i kultury”.

    Niewiara – opium dla ludu

    Niepokoił się o przyszłość Europy. Dzielił się tym niepokojem także z nami, Polakami. Jako kaznodzieja podczas pielgrzymek w Piekarach Śląskich ukazywał zgubne skutki twierdzenia, że „religia to opium dla ludu”. – Gorzej, że również dziś tu i ówdzie próbuje się tym kłamstwem praktycznie ateizować dzieci i młodzież. Skutkiem tego nie wiara, ale niewiara stała się opium dla ludu, który – pozbawiony religii – coraz bardziej ulega pokusom narkotyków. To zaś powoduje samounicestwienie – mówił. Z kolei w innym śląskim sanktuarium – Matki Bożej Uśmiechniętej w Pszowie – przestrzegał, by wpływ Zachodu nie zamienił nas w niewierzących egoistów: – Ma być odwrotnie, wy macie zmieniać Europę. A waszym najważniejszym towarem eksportowym jest Maryja!

    Z Polską łączyły go szczególnie silne relacje. Nic dziwnego, urodził się przecież we Wrocławiu. Miasto było wtedy wprawdzie niemieckie, ale wpływ kultury polskiej był w nim odczuwalny. „Po latach zauważam, że bliskość Polski i Polaków zostawiła pewien ślad chociażby w sposobie mówienia tamtejszych Niemców. W języku polskim bowiem – inaczej niż w niemieckim – akcentuje się przedostatnią sylabę wyrazu i z takim to właśnie akcentem Niemcy we Wrocławiu wymawiali niemieckie słowa; dla przeciętnego mieszkańca Niemiec brzmi to bardzo dziwnie. Moi rodzice prowadzili mały sklepik, a kiedy wybuchła wojna, to także do Wrocławia przywieziono polskich jeńców, których zmuszano do pracy w niemieckich rodzinach. Polacy oczywiście mieli dzieci, a my całkiem normalnie bawiliśmy się z nimi i nie różnicowaliśmy się według narodowości. Żywność można było wówczas dostać tylko na kartki. Polacy przychodzili do naszego sklepu z kartką na kilogram chleba, a moja mama dawała im dwa” – wspominał w rozmowie z Adamem Sosnowskim, opublikowanej na łamach miesięcznika „Wpis”.

    Gdy miał jedenaście lat, musiał wraz z rodziną opuścić Wrocław. Mniej więcej w tym samym czasie zmarł jego ojciec. – Została nam tylko matka – pełna wdzięku i piękna. Prawdziwa Ślązaczka! Kiedy postanowiłem zostać księdzem, ona powiedziała mi: „To oznacza, że nigdy się nie ożenisz. Bez kobiety serce mężczyzny umiera. Dlatego trzymaj się bardzo mocno serca Matki Bożej”. I tak tyle już lat czuję się szczęśliwy z tą jedną kobietą – opowiadał uczestniczkom pielgrzymki do Piekar Śląskich, gdzie ofiarował swój pierścień biskupi „najpiękniejszej śląskiej kobiecie” – Matce Bożej Piekarskiej.

    Do Wrocławia wrócił pierwszy raz dopiero jako ksiądz, pociągiem. Było to w 1966 r. W katedrze spotkał wtedy kard. Bolesława Kominka, który zaprosił go na kawę – od tego zaczęła się ich przyjaźń. Później wracał do Polski, gdy tylko było to możliwe. – Moje podróże nie mają nic wspólnego z sentymentalizmem – wyznawał w wywiadzie dla telewizji Deutsche Welle. – Każdy z nas ma taki kawałek świata, który nazywa ojczyzną, miejsce, gdzie zdobył swoje pierwsze doświadczenia: poznał, czym jest droga, drzewo, niebo, matka, ojciec. Wrocławska Leśnica jest dalej moją ojczyzną, chociaż nie jest już niemiecka. Potrzebuję jej, bo jest częścią mojej tożsamości. Ojczyzna nie jest pojęciem politycznym, lecz pojęciem czysto ludzkim.

    Musimy trzymać się razem

    Przyjaźnił się także z następcą kardynała Kominka – kard. Henrykiem Gulbinowiczem, dobrze znał się z prymasem Polski Józefem Glempem. Wspominał, że po wyborze kardynała Ratzingera na papieża powiedział do kard. Glempa: „Józef, po 400 latach rządów włoskich papieży mieliśmy Polaka, a teraz Niemca. To jest Boża opatrzność. Te dwa kraje w środku Europy są jej sercem i muszą trzymać się razem, nieważne, co się wydarzy”.

    Kard. Joachim Meisner czuł się szczególnie blisko związany z Janem Pawłem II, którego poznał podczas jednej z pielgrzymek do Piekar Śląskich, gdy ten był już metropolitą Krakowa. – Od początku mieliśmy podobne zapatrywania na wiarę. Był duchownym z krwi i kości, przy tym sympatycznym, wysportowanym człowiekiem – wspominał w rozmowie z niemiecką telewizją. Papieża Polaka nazywał „wyjątkowym budowniczym mostów między niebem a ziemią”, jego pontyfikat uważał za „filar prawdy dla świata”. O spotkaniach z nim napisał nawet książkę, pełną osobistych wspomnień i prywatnych zdjęć. Jej tytuł brzmiał bardzo wymownie: „Był moim przyjacielem”. – Później często miałem z tego powodu wyrzuty sumienia, nie wiem, czy nie za bardzo się spoufaliłem – zwierzał się Adamowi Sosnowskiemu.

    Nie da się jednak zaprzeczyć temu, że to właśnie Jan Paweł II miał wielki wpływ na karierę niemieckiego hierarchy. Najpierw, w 1980 r., mianował go biskupem podzielonego Berlina, a w 1983 r. podniósł do godności kardynalskiej. Wreszcie w 1989 r. kardynał Meisner został arcybiskupem metropolitą Kolonii. Funkcję tę sprawował 25 lat. Przez cały czas aktywnie uczestniczył w społecznych debatach, niezmiennie wzbudzając wiele emocji wśród swoich rodaków. Dlaczego tak się działo? Odpowiedzią może być fragment wywiadu, jakiego kardynał udzielił naszemu redakcyjnemu koledze, ks. Tomaszowi Jaklewiczowi: „Ludzie chcą dziś być absolutnie autonomiczni, dlatego emancypują się od Boga. Człowiek stawia siebie na miejscu Stwórcy i nagle sam robi się za wszystko na świecie odpowiedzialny, tak bardzo, że chce nawet poprawiać naturę. Ale z drugiej strony instynktownie czujemy, że oddalenie się od Boga to błędna decyzja, nawet jeśli nie chcemy się do tego przyznać. Dlaczego? Bo nosimy w sobie obraz Boży. Wyzwolić się od Boga to trochę tak, jakby pozbyć się własnej skóry. Człowiek czasem opuszcza Boga, ale Bóg nigdy nie opuszcza człowieka”.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • Gość
      14.07.2017 07:53
      Drodzy, platny art na gosc.pl??!! To chyba jakies nieporozumienie. Albo swiadectwo wiary albo kupczenie? Wierze ze Duch sw uzdrowi Was z checi zysku ponad wszystko. Modle sie za Was
    • Gość
      15.07.2017 13:12
      Model biznesowy oparty na Donaldzie Trumpie, którym zachwyca się redaktor naczelny GN.
    • Gość
      16.07.2017 00:08
      Czy Gość mógłby zamieścić na stronie list papieża Benedykta, napisany z okazji pogrzebu kardynała Meissnera - piękny list z bardzo pięknymi słowami o Eucharystii. Proszę.
    • Gość
      02.09.2017 17:18
      @Gość, piękny list papieża Benedykta??? Raczej niesłychanie dramatyczny, bo jest w nim mowa o tym, że Kościół tonie. Dlatego media "katolickie" nie chcą go w całości przytoczyć. Zacytujmy:

      >Wiemy, że jemu gorliwemu pasterzowi i duszpasterzowi trudno było opuszczać swoją posługę, i to właśnie w czasach, gdy Kościół szczególnie pilnie potrzebuje przekonujących pasterzy, którzy sprzeciwiają się dyktaturze ducha czasów i postanawiają w pełni żyć i myśleć w oparciu o wiarę.<

      --- czytaj zupełnie brak takich pasterzy, jakże gorzka to prawda.

      > ... Pan nie opuszcza swojego Kościoła, nawet jeśli czasami łódź jest już tak pełna, że niemal się wywraca.
      Odniesienie do obecnej sytuacji Kościoła pod kierownictwem Franciszka i tego straszliwego zamiszania, którego dzisiaj doświadczmy, kiedy właśnie brak pasterzy i przewodników.

      Dodajmy, że kard. Meisner umarł niedługo potem, gdy dowiedział się, że kard. Mueller ma być w trybie natychmiastowym zwolniony ze stanowiska prefekta Kongregacji Nauki Wiary.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół