• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zranione serce

    ks. Marcin Siewruk

    |

    GN 28/2017

    dodane 13.07.2017 00:00

    Za grubymi na trzy i pół metra murami wieży zaczyna się inny, a jednocześnie bliski świat, o którym sługa Boży bp Wilhelm Pluta dawał wyraźne i przekonywające świadectwo. 1 lipca wieża omal nie spłonęła. Straty są ogromne.

    W gorzowskiej katedrze trwała wieczorna Msza św. Po zakończonym kazaniu do celebransa podbiegła kobieta i szepnęła mu coś do ucha. Następnie do zakrystii wbiegł mężczyzna, a za nim policjanci informujący o dymie unoszącym się z wieży. Przeprowadzono ewakuację wiernych, wszystko odbyło się bez paniki i nikt nie ucierpiał. 1 lipca o godz. 19.30 na miejscu pożaru pracowało już 20 jednostek straży pożarnej i przyjeżdżały następne. Języki ognia wydobywały się z wieży najważniejszego z kościołów diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. Szok mieszkańców był ogromny, wielu stało, wpatrując się w płonący symbol Gorzowa ze łzami w oczach.

    Nie dowierzałem, że płonie katedra

    Biskup Tadeusz Lityński, ordynariusz diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, przyjechał na miejsce kilkadziesiąt minut po otrzymaniu wiadomości o pożarze. – Nie dowierzałem, że płonie katedra. Prosiłem o potwierdzenie, czy jest to prawda. Od razu wsiadłem do samochodu, przyjechałem prosto z Zielonej Góry, żeby być na miejscu. To wielka rana. Świątynia zostanie na dłuższy czas wyłączona z normalnego funkcjonowania, ale trzeba będzie podjąć też ogromny wysiłek, żeby ją odrestaurować – mówił na miejscu bp Lityński.

    Po kilkudziesięciu godzinach akcji gaśniczej, w której brało udział ok. 300 strażaków, udało się opanować największy pożar w historii miasta. Na szczęście nie zawaliła się konstrukcja 40-metrowej wieży oraz nie runął umieszczony na jej szczycie dzwon. Jak zaznaczył ks. Zbigniew Kobus, proboszcz parafii katedralnej, straty są jednak ogromne i trudne do oszacowania. Hektolitry wody i piany gaśniczej dostały się do wnętrza zabytkowej świątyni. Kościół wymaga gruntownego remontu, który może spowodować wyłączenie go ze sprawowania kultu na kilkanaście miesięcy.

    W ratowaniu katedry pomagali wierni i przypadkowi przechodnie. Również aktorzy Teatru im. Juliusza Osterwy, którzy na placu katedralnym przygotowywali się do występu na scenie, rzucili się do pomocy w wynoszeniu konfesjonałów, obrazów i pozostałych sprzętów. Ludzie z napięciem obserwowali morderczą walkę strażaków z żywiołem i każdą rotę zbiegającą z wieży nagradzali gromkimi oklaskami.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół