• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Krew na całunie

    Jacek Dziedzina Jacek Dziedzina

    |

    GN 28/2017

    dodane 13.07.2017 00:00

    Całun Turyński nie mógł zostać sfałszowany. Dotarliśmy do naukowca, który wykonał przełomowe badania tajemniczego płótna.

    Wydawało się, że w kwestii Całunu Turyńskiego nauka powiedziała już wszystko. Włoscy uczeni jednak właśnie otworzyli nowy rozdział w tych badaniach. Używając najnowocześniejszych technologii, dowiedli ponad wszelką wątpliwość, że znajdujące się na tkaninie plamy to krew człowieka poddanego wyjątkowo bestialskim torturom.

    Wiara i rozum

    Nie ma drugiego takiego wizerunku, który tak bardzo rozgrzewałby emocje zwolenników i przeciwników jego autentyczności, a tym samym tak mocno angażował autorytety naukowe. W tym gronie są również tacy, którzy do badania Całunu Turyńskiego podchodzą bez żadnych uprzedzeń i założeń. I wbrew dziwnemu skądinąd przekonaniu, że nauka i wiara „muszą” stanowić dla siebie konkurencję, to właśnie ci naukowcy dochodzą do wniosków, które często pokrywają się z tzw. zmysłem wiary, intuicją osób wierzących. Tak jest właśnie w przypadku najnowszych badań zespołu włoskich naukowców. Pracujący w Trieście, Bari i Padwie profesorowie – Elvio Carlino (rozmowa obok), Liberato De Caro, Cinzia Giannini i Giulio Fanti – 30 czerwca opublikowali wyniki swoich analiz w anglojęzycznym piśmie naukowym „Plos One”, wydawanym równolegle w Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii.

    „Straszna historia”

    Po raz pierwszy zastosowano metody i techniki, które pozwoliły nie tylko całkowicie wykluczyć sfałszowanie śladów krwi na płótnie, ale również odkryć zupełnie nieznany dotąd wątek: obecność na całunie kreatyniny i ferrytyny. To substancje, których obecność we krwi jest dowodem na rozpad mięśni, następujący w wyniku silnego urazu wielu narządów. Autorzy badań używają na to znanego w medycynie określenia politrauma. Można z całą pewnością powiedzieć, że w płótno został owinięty człowiek poddany przed śmiercią torturom, które dosłownie rozszarpały jego ciało. Nie rozstrzygając sporu o to, czy w płótno było owinięte ciało Jezusa Chrystusa czy innego człowieka, naukowcy w konkluzji swojego raportu stwierdzają jednak, że badanie włókna całunu ukazuje „wyjątkowo brutalny scenariusz tortur, jakie musiała przejść zawinięta w płótno ofiara”. Włoscy badacze najwyraźniej mieli poczucie, że pracowali nad czymś, co bez znajomości kontekstu i Ewangelii mogłoby wyglądać na odkrytą po wiekach kryminalną zagadkę, bo rezygnując trochę z naukowej powściągliwości w wyrażaniu emocji, napisali: „Całun Turyński opowiada straszliwą historię”. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • gut
      13.08.2017 14:50
      Bardzo Ciekawe Wiadomości! :)
    • gregg84
      13.08.2017 16:47
      'W tym gronie są również tacy, którzy do badania Całunu Turyńskiego podchodzą bez żadnych uprzedzeń i założeń. I wbrew dziwnemu skądinąd przekonaniu, że nauka i wiara „muszą” stanowić dla siebie konkurencję, to właśnie ci naukowcy dochodzą do wniosków, które często pokrywają się z tzw. zmysłem wiary, intuicją osób wierzących'.

      Owo "dziwne skądinąd przekonanie" bierze się stąd, że rozmaite wiary religijne czerpią swoje prawdy (nieraz sprzeczne wewnętrznie i między sobą) z nieweryfikowalnych objawień i teologicznych refleksji, podczas gdy rzetelna nauka to efekt teorii, które udało się materialnie zweryfikować albo przynajmniej pozytywnie sfalsyfikować. Jeśli nauka i religie nie są wobec siebie konkurencyjne to tylko dlatego, że:
      1. Nauka jeszcze nie naruszyła obszaru, na temat którego tradycyjnie wypowiadała się religia.
      2. Religia dostosowała swoje twierdzenia do odkryć naukowych.
      W przypadku opisywanego przez redaktora odkrycia naukowego, to nie wzmacnia ono wcale hipotezy chrześcijańskiej pochodzenia Całunu. Gdybym był chrześcijaninem i chciał stworzyć całun na podobieństwo artefaktu biblijnego, mógłbym chcieć także, aby krew do tego użyta pochodziła od człowieka niewinnie zamęczonego - tak jak Jezus w ewangeliach.
    • Gość-Rych
      15.08.2017 02:05
      W Ewangeliach jest mniej ostro
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół