• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Wołanie na puszczy

    Agata Puścikowska Agata Puścikowska

    |

    GN 28/2017

    dodane 13.07.2017 00:00

    Kornik drukarz niszczy świerki. A atmosferę wokół puszczy niszczy medialna histeria.

    Według leśników martwe drzewa należy usuwać. Jednak uwaga: nie wszędzie. W rezerwatach (tereny również poza Białowieskim Parkiem Narodowym) i tzw. strefach referencyjnych ścina się drzewa tylko przy leśnych ścieżkach, a więc te zagrażające człowiekowi. Tymczasem na (świetnie zrobionej) stronie internetowej ekologów głos Krystyny Czubówny dość posępnie informuje o dewastacji puszczy przez leśników. Na stronie można m.in. zagrać w grę polegającą na ochronie puszczy przed wycinką. Jednak szarych połaci martwych drzew w grze nie widać.

    Dariusz Skirko, nadleśniczy Nadleśnictwa Białowieża, mówi, że medialne słowo „wycinka” jest niewłaściwe, a wręcz przeinacza rzeczywistość. Bo „wycinanie” sugeruje „niszczenie”. A przecież trudno zniszczyć coś… już zniszczonego. – Oczyszczanie zagospodarowanej części puszczy nazywa się wycinką, zapominając np., że i na terenie BPN, gdy istnieje taka konieczność, usuwa się martwe drzewa, co nie budzi kontrowersji – tłumaczy Skirko. – BPN, w ramach ochrony czynnej, w ubiegłym roku usunął ok. 1200 metrów sześciennych drzewa, w tym okazałe dęby.

    Skirko przypomina, że tak jak w celu zabezpieczenia BPN stworzono plan ochrony parku, tak dla pozostałej części puszczy, lasów państwowych – opracowano plan urządzania lasu. Zarówno jeden, jak i drugi dokument mówią o ochronie czynnej i biernej, czyli zakładają albo pozostawienie lasu naturze, albo czynną ochronę. Choć jasne jest, że w BPN przeważa ochrona bierna.

    Duszna atmosfera puszczy

    Lipiec w Białowieży wydaje się inny niż dwa lata temu. Owszem, sporo zagranicznych turystów. Jednak „swoich” jakby mniej. A i atmosfera w miejscowości gęstnieje: tutejsi mówią, że spór wokół Puszczy Białowieskiej przybrał na sile, kiedy pod koniec marca 2016 r. minister środowiska zatwierdził aneks do „Planu urządzenia lasu” (PUL) dla Nadleśnictwa Białowieża. Przewiduje on większe cięcia chorych drzew.

    – To wina tego Szyszki i całego tego bałaganu – z podlaskim zaśpiewem mówi pan ze spożywczaka. – Jak nam puszczę wytną, to nikt tu przyjeżdżać nie będzie. Ja już mam dość, chcę spokojnie żyć. A wciąż ktoś przyjeżdża, pyta, dziennikarze wściubiają nosy. Wszyscy na tym tracimy.

    Przy wypożyczalni rowerów i kawiarni, w środku Białowieży, leży kilka transparentów, z których wynika, że wszyscy mieszkańcy myślą podobnie. – A skąd! Oni są w mniejszości – mówi pani Elżbieta Laprus, radna gminy Białowieża i działaczka społeczna. – Większość mieszkańców chce, by puszcza była zielona, piękna, bo do suchej i ogołoconej z drzew nikt nie przyjedzie. Dlatego popierają czynne ratowanie lasów. I niewielu tutaj się godzi, by całkowitą ochroną objąć całą puszczę. Przypomnę, że z ankiety przeprowadzonej przez miejscowość Narewka wynikało, iż 82 proc. biorących udział w badaniu było przeciw poszerzeniu BPN.

    – Ale jeśli te „szyszkodniki” nadal będą wycinać, to puszcza z pewnością zniknie – odgryza się napotkany mężczyzna z zieloną wstążeczką (znak rozpoznawczy osób popierających ekologów) na T-shircie. – Nie rozumiem tutejszych, którzy się nie identyfikują z lasem. Puszcza powinna być objęta całkowitą ochroną i powinna odnawiać się sama. W jednym miejscu świerki zginą, odrodzą się w drugim. A my nasze dziedzictwo zachowamy dla następnych pokoleń.

    „Spór o Puszczę powstał w wyniku poprzednich błędnych decyzji, które spowodowały zmniejszenie wycinki drzew w lasach gospodarczych puszczy w momencie, gdy leśnicy stanęli wobec największej dotąd masowej gradacji kornika drukarza, zabijającego całe drzewostany świerkowe” – czytamy natomiast w liście otwartym środowiska nauk przyrodniczych i leśnych, podpisanym przez 46 naukowców.

    Na Białorusi podobną gradację kornika odnotowano prawie dwadzieścia lat temu. Wtedy w ratowaniu tamtejszej puszczy pomagali polscy leśnicy. Zalecając wycinkę zainfekowanych drzew. – A teraz to oni zadają nam pytanie, czemu tego nie robimy. Bo my mamy coraz mniej żywych świerków, a oni – zieloną puszczę – mówi Zamojski. – Co więcej, tamtejsi leśnicy gospodarują po swojemu, również wycinając drzewa. Ale ich się nikt nie czepia: ani zieloni, ani UNESCO.

    Potrzeba spokoju

    Prof. dr hab. Bogumiła Jędrzejewska z Instytutu Biologii Ssaków PAN, jednocześnie wiceprezes Białowieskiego Stowarzyszenia Dziedzictwa Puszczy, obecnej sytuacji przypatruje się z rosnącym niepokojem. I paradoksalnie nie ze względu na szalejącego kornika. – Kornik jest elementem otaczającego nas świata przyrody. Obecnie mamy do czynienia z inwazją większą niż poprzednie, jednak nie oznacza to, że należy teraz wszystko ciąć jak leci. Trzeba wycinać przede wszystkim tam, gdzie pozostawienie obumarłych świerków jest niebezpieczne dla ludzi. Natomiast aby naprawdę pomóc puszczy i samej Białowieży, potrzebna jest spójna wizja, rozmowy, dystans, a nie emocje – twierdzi prof. Jędrzejewska. – Wszyscy kochają puszczę. Naukowcy, leśnicy, urzędnicy i ekolodzy. Choć ich wizje na jej ratowanie często się wykluczają. Ja osobiście osoby, które przypinają się do drzew czy maszyn, nazywam ekoterrorystami. Nie posługują się oni rzeczowymi argumentami, lecz ideologią.

    Według prof. Jędrzejewskiej wartością bezwzględną puszczy są drzewostany ponadstuletnie, niesadzone przez człowieka. Należy je objąć ochroną w rzetelny sposób i pilnować, by nie niszczyła ich ludzka interwencja.

    – Reszta pozostaje do dalszej dyskusji: w jaki sposób pozbywać się kornika, co rekonstruujemy, co zostawiamy, jak chronimy, jak zarządzamy. W puszczy od 1921 r. prowadzona jest gospodarka leśna. Powstałe od tamtego czasu monokultury sosnowe i świerkowe w wielu miejscach potrzebują przebudowy i opieki. Inwazja kornika najwięcej drzew zabija właśnie tam, gdzie mamy do czynienia z nasadzeniami świerkowymi. Przyroda sama się broni przed taką monokulturą drzew.

    Dodatkowo puszcza nie żyje wyłącznie kornikiem…

    – Autentycznym niebezpieczeństwem dla puszczy jest ignorowanie jej dziedzictwa kulturowego i pojmowanie go jako historii ingerencji człowieka w las lub redukowanie do „dziedzictwa miejscowej ludności”. Tymczasem historia puszczy to historia polskich królów, prawodawstwa leśnego i gospodarczego, powstań narodowych, obecności puszczy w literaturze i sztuce. To tutaj robiono zapasy przed bitwą pod Grunwaldem, tu ks. Piotr Skarga głosił kazania podczas pobytów króla Zygmunta III Wazy. Puszczę odwiedzali najwięksi pisarze, jak Henryk Sienkiewicz i Eliza Orzeszkowa, pisał o niej Adam Mickiewicz, a nasz piękny kościół, zbudowany po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, to perła rodzimej architektury, pełna patriotycznej symboliki – opowiada profesor. – Jest też jasne, że puszcza przetrwała dzięki człowiekowi. Tymczasem min. Szyszko, choć słusznie zaczął mówić o dziedzictwie kulturowym, akcentuje raczej ślady destrukcyjnych działań człowieka w lesie. To nieporozumienie.

    Krzysztof Zamojski kończy oprowadzanie po puszczy.

    – Na co dzień, gdy o niej myślę, czuję smutek, bo las, którego tyle lat broniłem, umiera. Starsi leśnicy, którzy tu przyjeżdżają, z żalu nie są w stanie spacerować po lesie. Mimo to jestem pewny, że puszcza jest silna i da radę. Chciałbym jednak móc jej pomóc skutecznie… •

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • Anna Panna
      13.08.2017 02:19
      Dziękujemy Autorce za artykuł. Prawda jest taka, że, po pierwsze, mamy w Puszczy inwazję kornika na wielką skalę, a po drugie, zakaz wycinania drzew zagraża nie tylko stabilnemu rozwojowi Puszczy, ale również turystom, na których mogą się przewracać osłabione przez kornika drzewa. Teraz w związku z nawałnicami zagrożenie to wzrasta kilkakrotnie.
    • Ziggi
      13.08.2017 10:21
      Unesco wezwało polskę do wstrzymania wycinki tak też postąpiła KE. Konstytucja nakazuje przestrzeganie prawa międzynarodowego i ratyfikowabych traktatów. Przypominam że puszcza to nie tylko drzewa ale również ptaki, porosty, grzypy i siedliska. Wycinka w okresie lęgowym jest niedopuszczalna. Pytanie jest czy chcemy mieć kolejną plantację drzew czy zachować ostatni fragment lasu pierwotnego. Dzisiejszy problem z kornikiem jest wynikiem działania leśników ktorzy namiętnie sadzili monokultury świerkowe i teraz biadolą że kornik przyszedł.
    • Fidel Castro
      14.08.2017 10:20
      Faktycznie logika pana Szyszki ma jakiś sens.Wytninijmy wszystkie drzewa.Wtedy kornik nam ich nie zje.Trudno się spierać że nie ma racji.
    • Kornik
      15.08.2017 14:41
      A co w puszczy ? walczą z kornikiem ? Tak wywożą drewno a kornik na ziemi poległ – zwycięstwo ? Okorowali drzewa i wywieźli a kornik co był pod korą został w puszczy, Korować powinni w wyznaczonym miejscu poza puszczą i potem to świństwo spalić w elektrowni. A tak kornik będzie szalał dalej. Bezmózgowie w PiSie i Rządzie. W Beskidach robią tak jak trzeba , ale bez Szyszki i dobrze to wychodzi.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół