• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Wołanie na puszczy

    Agata Puścikowska Agata Puścikowska

    |

    GN 28/2017

    dodane 13.07.2017 00:00

    Kornik drukarz niszczy świerki. A atmosferę wokół puszczy niszczy medialna histeria.

    Krótki test: z czym Panu/Pani kojarzy się Puszcza Białowieska? Pewnie większość odpowie: z wycinką drzew. Nawet żubr – symbol tego miejsca – odchodzi w zapomnienie. Czy rzeczywiście puszcza umiera, bo min. Szyszko każe rabunkowo wycinać piękne, zdrowe drzewa, jak słyszymy w mediach?

    Puszczańskie fakty

    Żeby dyskutować o Puszczy Białowieskiej, warto znać podstawowe fakty. W puszczy, leżącej na terenie Polski (42 proc.) i Białorusi (58 proc.), zachowały się fragmenty lasu pierwotnego nizin europejskich. To oznacza, że nie cała puszcza, lecz tylko jej część (głównie Białowieski Park Narodowy) jest nietknięta ręką ludzką. Przynajmniej w ostatnich dziesięcioleciach. Dodatkowo w roku 2003 powstał rezerwat Lasy Naturalne Puszczy Białowieskiej, który obejmuje 19 fragmentów lasu położonego poza BPN na terenie trzech nadleśnictw: Białowieży, Hajnówki i Browska.

    Białowieski Park Narodowy ma powierzchnię 10,5 tys. ha. Łącznie z rezerwatem (12,5 tys. ha) i tzw. strefą referencyjną, gdzie działania leśników są ograniczone do minimum (ok. 5,5 tys. ha), obszar chroniony obejmuje łącznie ok. 28,5 tys. ha. Lasy Państwowe prowadzą natomiast normalną gospodarkę leśną na 37 tys. ha. Nigdy wcześniej teren puszczy nie był objęty tak szeroką ochroną.

    Gdy jeździ się nawet kilka godzin po puszczy, nie widać tego, co pokazuje wiele stacji telewizyjnych: dzikiego wyrębu zdrowych drzew na szaloną skalę, wycinki harwesterami, czyli groźnie wyglądającymi maszynami ścinającymi gigantyczne świerki. W rzeczywistości harwestery pracują w ściśle wydzielonych miejscach. Pracują, chyba że akurat przykuwają się do nich ekolodzy, co potęguje atmosferę grozy.

    Co powie UNESCO?

    Gdy więc harwestery pracowały, a ekolodzy protestowali, w lipcu w Krakowie trwała 41. sesja Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO. Pod koniec obrad organizacja (w art. 6) wezwała Polskę do zatrzymania wycinki w najstarszych częściach Puszczy Białowieskiej. Zapadła też decyzja o wysłaniu misji naukowej. Jej raport ma być gotowy w grudniu 2018 roku. Jeśli opinia ekspertów będzie negatywna, to puszczy grozi przeniesienie z Listy Światowego Dziedzictwa na Listę Światowego Dziedzictwa w Zagrożeniu. Koncepcja ta zresztą była rok temu omawiana w Stambule, gdzie… upadła.

    – Z formalnego punktu widzenia nie ma decyzji UNESCO. Ministerstwo Środowiska tak jak do tej pory będzie realizować prawo polskie i międzynarodowe w zakresie odtwarzania i choroby siedlisk oraz gatunków ważnych z punktu widzenia Unii Europejskiej – komentuje sytuację rzecznik prasowy MŚ Paweł Mucha.

    Niektórzy leśnicy są jednak złej myśli: – Polska strona mówi, że „nic się nie stało”, a UNESCO jedynie apeluje. Boję się jednak, że urzędnicy bagatelizują problem. My mamy słaby PR, ośmiesza się nas, dyskredytuje medialnie. Obawiamy się, że nasze argumenty nie będą brane pod uwagę. Zresztą, co zastanawia, przedstawiciele UNESCO mieli podczas sesji przyjechać do puszczy. Byli zaproszeni, wszystko było ustalone i czekaliśmy, żeby pokazać, jak to naprawdę wygląda: miejsce po miejscu, punkt po punkcie. Jednak niemal w ostatniej chwili odwołali przyjazd. A zieloni straszą Komisją Europejską, która ma spore możliwości nacisku – mówi jeden z puszczańskich leśników. – Dodam, że jeśli całą dyskusję wokół puszczy wielu Polaków sprowadza do stwierdzenia „nienawidzę PiS-u”, to jakakolwiek rozmowa staje się niemożliwa. Osobiście nie jestem specjalnym zwolennikiem tej partii, co nie zmienia faktu, że jedynie min. Szyszko, przy wszystkich swoich wadach, wpadkach i dziwnych wypowiedziach, cokolwiek dla puszczy robi. Przez lata jego poprzednicy robili tylko to, czego chcieli zieloni.

    Awantura o kornika

    Krzysztof Zamojski, leśniczy Leśnictwa Stoczek z Nadleśnictwa Białowieża, jest również przewodniczącym Rady Gminy Białowieża. Praca w lesie to jego misja i pasja. Od lat. – Puszcza zmienia się przez cały czas, i to jest naturalne. Jednak czym innym jest zmiana, a czym innym dewastacja. To, co obserwujemy w tej chwili, to faza rozpadu lasu, katastrofa ekologiczna. Tymczasem tzw. ekolodzy nazywają to procesem naturalnym, który samoistnie się skończy, a puszcza się odbuduje. Ale kiedy to się stanie? Za sześćset lat? Naprawdę mamy tyle czasu? – mówi, pokazując kolejne kilometry lasu, który tylko w niższych partiach jest zielony. Wystarczy podnieść wzrok, by zobaczyć szare konary, wysuszone gałęzie świerków. Wygląd to ponury, bo te nawet 50-metrowe drzewa jeszcze niedawno cieszyły oko zielenią.

    Świerki stanowią jedną trzecią wszystkich gatunków drzew w całej puszczy. W ciągu kilku lat zginęło ich nawet milion, czyli siedem procent puszczy. A przyczyna tego stanu rzeczy, czyli kornik, nie zniknęła. To owad, który atakuje regularnie, co jakiś czas. Przez lata jednak polscy leśnicy potrafili sobie z kornikiem radzić. – Gdy owad się namnażał, ścinało się drzewo, wywoziło z lasu i sytuacja była opanowana – mówi Zamojski. – Inne metody walki z drukarzem nie były skuteczne. Jednak od 2012 r. nie mieliśmy takiej możliwości, bo ówczesny minister ugiął się pod naciskiem zielonych i zakazał nam ochrony czynnej. I owad się namnożył do niespotykanej skali. A nasze wołania o puszczę odbierane są niemal jak zamach na przyrodę.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • Anna Panna
      13.08.2017 02:19
      Dziękujemy Autorce za artykuł. Prawda jest taka, że, po pierwsze, mamy w Puszczy inwazję kornika na wielką skalę, a po drugie, zakaz wycinania drzew zagraża nie tylko stabilnemu rozwojowi Puszczy, ale również turystom, na których mogą się przewracać osłabione przez kornika drzewa. Teraz w związku z nawałnicami zagrożenie to wzrasta kilkakrotnie.
    • Ziggi
      13.08.2017 10:21
      Unesco wezwało polskę do wstrzymania wycinki tak też postąpiła KE. Konstytucja nakazuje przestrzeganie prawa międzynarodowego i ratyfikowabych traktatów. Przypominam że puszcza to nie tylko drzewa ale również ptaki, porosty, grzypy i siedliska. Wycinka w okresie lęgowym jest niedopuszczalna. Pytanie jest czy chcemy mieć kolejną plantację drzew czy zachować ostatni fragment lasu pierwotnego. Dzisiejszy problem z kornikiem jest wynikiem działania leśników ktorzy namiętnie sadzili monokultury świerkowe i teraz biadolą że kornik przyszedł.
    • Fidel Castro
      14.08.2017 10:20
      Faktycznie logika pana Szyszki ma jakiś sens.Wytninijmy wszystkie drzewa.Wtedy kornik nam ich nie zje.Trudno się spierać że nie ma racji.
    • Kornik
      15.08.2017 14:41
      A co w puszczy ? walczą z kornikiem ? Tak wywożą drewno a kornik na ziemi poległ – zwycięstwo ? Okorowali drzewa i wywieźli a kornik co był pod korą został w puszczy, Korować powinni w wyznaczonym miejscu poza puszczą i potem to świństwo spalić w elektrowni. A tak kornik będzie szalał dalej. Bezmózgowie w PiSie i Rządzie. W Beskidach robią tak jak trzeba , ale bez Szyszki i dobrze to wychodzi.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół