• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Francuzom już chyba wszystko jedno

    Bartosz Bartczak Bartosz Bartczak

    dodane 19.06.2017 12:45

    Czy rozkochani w strajkach i przywilejach socjalnych Francuzi zagłosowali za redukcją etatów w administracji państwowej i wydłużeniem czasu pracy?

    Pozornie we Francji wszystko potoczyło się tak, jak miało się potoczyć. System wyborczy, oparty na zsynchronizowaniu wyborów prezydenckich i parlamentarnych, zadziałał. Jeszcze dwa miesiące temu wydawało się, że Macron jest po prostu wymyśloną przez francuski establishment tamą dla Marine Le Pen i będzie miał problem z zorganizowaniem większości parlamentarnej. Nad Francją mogło zawisnąć widmo koabitacji. Jednak nowy prezydent Francji uruchomił spore pokłady entuzjazmu dla swojej osoby, które zdążyły zadziałać w wyborach parlamentarnych.

    Czy Macron ma jednak mocny mandat do rządzenia? W drugiej turze wyborów parlamentarnych zagłosowało zaledwie 43 proc. Francuzów, podczas gdy normalnie do wyborów chodzi około 60 proc. z nich. Wyższe poparcie w liczbach bezwzględnych miała zarówno partia François Hollande’a w 2012 roku, jak i partia Nicolasa Sarkozy’ego w roku 2007. A obie partie przegrały wybory po pięciu latach rządów. Ugrupowanie Hollande’a, czyli Partia Socjalistyczna, zostało w czerwcowych wyborach wręcz zmiecione, tracąc prawie 80 proc. wyborców.

    Program Emmanuela Macrona był równie reformatorski, a zarazem równie ogólnikowy, jak programy Hollande’a i Sarkozy’ego. A obaj polegli na jego realizacji. Jak Francuzi zareagują na pomysł wydłużenia czasu pracy czy zwolnień w administracji państwowej? Poprzednio na pomysły uderzające w ich przywileje socjalne zareagowali nerwowo - przez Francję przetoczyła się fala strajków i protestów. Nowy prezydent może spotkać się z podobną niechęcią dla swoich reformatorskich zapędów.

    Wielką nadzieję wywołują zapowiedzi Macrona dotyczące polityki zagranicznej. Francja ma znowu stać się, wspólnie z Niemcami, lokomotywą Europy. Ale partnerem dla Angeli Merkel mieli być zarówno Nicolas Sarkozy, jak i François Hollande. Jak było, wiemy wszyscy. A młody, niedoświadczony i słabo zakorzeniony w polityce swojego kraju Macron ma na takie partnerstwo jeszcze mniejsze szanse niż polityczni wyjadacze w rodzaju byłych prezydentów.

    Emmanuel Macron wydaje się inaczej pokolorowaną wersją tego samego, co prezentowali Sarkozy i Hollande. Tylko że wersją dużo bledszą. Dlaczego mimo to Francuzi na niego zagłosowali? Może im jest po prostu wszystko jedno, o czym może świadczyć frekwencja. I tylko odsuwają w czasie dojście do władzy Marine Le Pen.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Gość
      19.06.2017 18:02
      Litości Redaktorze Bartczak! Trump, który pojawił się jak meteor w amerykańskiej polityce i wygrał wybory mimo iż zdobył mniej głosów niż Clinton to wielki mąż stanu z mocnym poparciem społecznym a jego krytycy to wichrzyciele. Macron, ktory jest we francuskiej polityce od ładnych kilku lat i potrafił pokazać, że "ma jaja" i potrafi postawić się związkom zawodowym to człowiek z kapelusza bez poparcia społecznego... dlaczego nie szanuje Pan inteligencji swoich czytelników?
    • gregg48
      19.06.2017 20:02
      "Może im jest po prostu wszystko jedno, o czym może świadczyć frekwencja".
    • gregg48
      19.06.2017 20:20
      "Może im jest po prostu wszystko jedno, o czym może świadczyć frekwencja"

      No to policzmy. Przy frekwencji 50,92 % PiS zdobywa w 2015 roku 37,58% głosów, co oznacza, że głosowało na niego 19% uprawnionych do głosowania. Natomiast przy frekwencji 42,94% (48,70% w pierwszej turze) blok prezydencki Macrona zdobywa w 2017 roku 49,12% głosów, co oznacza, że głosowało na niego 21% uprawnionych.
      Ale oczywiście Francuzom jest już wszystko jedno, podczas gdy polski suweren dał prawicowym populistom mandat do radykalnych pozakonstytucyjnych zmian ustrojowych i wspierania katolickiego konserwatyzmu.
      Krótko mówiąc - kolejny absurdalny wpis redaktora Bartczaka...
      I proszę mi nie usuwać komentarza, bo nikogo w nim nie obrażam.
    • Gość
      20.06.2017 09:54
      Partia prezydencka była szeroko reklamowana jako czynnik „odnowy” życia politycznego. Powtarzano w mediach, że składa się z „przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego”. Jednak 91 proc. osób wpisanych na listy wyborcze LREM (La République En Marche) należy do wąskiej warstwy 9,5 proc. obywateli najlepiej sytuowanych w kraju. To szefowie wielkich przedsiębiorstw prywatnych, dyrektorzy banków, przedstawiciele wolnych zawodów.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół