• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Nie czcisz Maryi? Nie jesteś wierny Biblii

    Franciszek Kucharczak Franciszek Kucharczak

    dodane 07.06.2017 12:30

    Czy o tej Niewieście, o której mówi Bóg już w raju i zapowiada, że Jej Potomstwo zmiażdży głowę węża, należy milczeć, jakby nie istniała?

    Przy okazji wydarzeń maryjnych, takich jak zawierzenie Polski Niepokalanemu Sercu Maryi, zawsze odzywają się oburzeni „ortodoksi”, prychający na „wiarę gminu” (to cytat z jednego z komentarzy), z definicji gardzący „objawieniami prywatnymi”, nawet uznanymi przez Kościół, jak Fatima, i w swoim przekonaniu wierni Pismu Świętemu.

    „Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, Chrystus” – te słowa św. Pawła (1Tm 2,5) przywołują często tacy ludzie. Ma to oznaczać, że cześć, jaką Kościół oddaje Maryi jest niebiblijna i w ogóle nieuprawniona. Najlepiej byłoby, według nich, w ogóle nie zwracać uwagi na Maryję. Mamy naśladować Jezusa, a nie Maryję.

    Ano właśnie – skoro mamy naśladować Jezusa, to powinniśmy starać się być także, jak On, Jej dziećmi.

    „Oto Matka twoja” – te słowa Jezusa powiedziane z krzyża (więc to Objawienie jak najbardziej oficjalne) to przecież nie była tylko dyspozycja dla Jana. Jezus nie mówiłby takich rzeczy, zwłaszcza w tak doniosłej chwili, tylko na użytek jednego człowieka. Każde słowo Jezusa wypowiedziane z krzyża ma olbrzymią wagę – wagę testamentu. Maryja jest więc Matką wierzących w Jezusa z woli samego Jezusa.

    A tym, którzy są przekonani o swej biblijnej prawowierności, gdy unikają nawet wymieniania imienia Maryja, należy zwrócić uwagę, że w ten sposób właśnie zaprzeczają słowom Biblii. Sama Maryja mówi przecież w hymnie Magnificat: „Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia” (Łk 1,48).

    A zatem: Nie błogosławisz Maryi? To znaczy, że nie jesteś tak wierny słowu Bożemu, jak myślisz.

    Oczywiście, że jeden jest pośrednik między Bogiem a ludźmi, ale to nie znaczy, że nie możemy zwracać się do Maryi – i innych świętych – z prośbą o modlitwę za nas. Mówimy przecież do świętych „módl się za nami”, tak jak prosimy o modlitwę innych ludzi. I w ten sposób czynimy ich w pewnym sensie pośrednikami między nami a Jezusem. To pośrednictwo modlitwy jest, rzecz jasna, zupełnie innym pośrednictwem niż to, o którym mówi św. Paweł, ale właśnie o takie chodzi, gdy mowa o świętych. Skoro modlitwa żyjących jeszcze na ziemi ludzi może coś zmienić, to tym bardziej modlitwa tych, którzy są już tak blisko Boga. I tym bardziej Maryi, której Bóg aż tak zaufał, że powierzył Jej swojego Syna. I pozwolił, żeby opiekowała się Nim, gdy był bezradny jako małe dziecko, i chciał, żeby Jezus jako dorastający chłopak był Jej posłuszny. Czy nie ma tu motywu do naśladowania Jezusa? Czy wierność Maryi aż po krzyż i Jej obecność w Wieczerniku w dniu Pięćdziesiątnicy nie mówi czegoś o Jej wyjątkowości? Czy o tej Niewieście, o której mówi Bóg już w Raju i zapowiada, że Jej Potomstwo zmiażdży głowę węża, należy milczeć, jakby nie istniała? Czy tę, którą autor Apokalipsy widzi z księżycem pod stopami i wieńcem gwiazd dwunastu nad głową, należy uważać za przeciętne narzędzie w ręku Boga? Czy tę, której Symeon przepowiedział współcierpienie w dniu męki Zbawiciela („Twoją duszę miecz przeniknie”), mamy wpychać do szeregu, tak jakby w niebie właśnie tam było Jej miejsce?

    Maryja sama nie dbała o ludzką chwałę, ale także dlatego po wejściu do nieba została wywyższona.

    Oczywiście, że można się pogubić „w przesadnej czci aniołów”, więc i w czci świętych – bo co człowiek, to inny pogląd. Dlatego Bóg dał nam Kościół, żeby m.in. rozeznawał te poglądy, żebyśmy wiedzieli, co jest fałszywą ścieżką, a co wolą Bożą względem nas. I Kościół właśnie, kierowany przez Ducha Świętego, wskazuje, jak należy czcić Maryję. Czyli jak? Ano, biblijnie. Na przykład tak, jak uczciła Maryję, natchniona przez Ducha Świętego, jej krewna Elżbieta. Choć znacznie od Maryi starsza, i w dodatku żona kapłana świątyni, a ponadto nosząca w łonie wielkiego proroka, na widok Maryi „wydała okrzyk i powiedziała: »Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?« (Łk 1,42-43).

    Matka mojego Pana! Jaki zaszczyt! I następują błogosławieństwa dla Maryi. Taka litania.

    A zatem: czy naprawdę nie mamy powodu powierzać się Maryi jako Matce? I naprawdę jest to niezgodne ze słowem Bożym?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Kefas
      09.06.2017 19:52
      Czytajcie Księgę Malachiasza tam wiele o królowej niebios.
    • PanGoladkin
      10.06.2017 23:44
      Niech będzie uwielbiona Maryja! "Drugorodna" córka Boga, jak nazwał ją sam Jezus! Kto nie oddaje czci Maryi ten nie oddaje czci Bogu ;)
    • mdolores
      12.06.2017 11:09
      Chciałbym poruszyć kilka zagadnień dotyczących Maryji:
      1. Została nam dana z wysokości krzyża jako Matka wszystkich wierzących. Nie mogę słuchać jak interpretuje się te słowa na zasadzie „Janek zajmij się moją Matką, bo zrobi biedaczka beze mnie.” Otrzymaliśmy wielki dar, którym tak często pogardzamy. Dlaczego Jezus dał nam swoją Matkę jako opiekunkę i powierniczkę? Z tego samego powodu, z jakiego Bóg wybrał ją na Matkę swojego Syna – jedynym celem jej życia zawsze było doskonałe pełnienie woli Boga. Należną Maryi cześć należy rozumieć m.in. w aspekcie 4 przykazania. Z całą pewnością nie możemy mówić o czci, która jako taka przynależy tylko Bogu (Kościół zawsze to podkreśla).
      2. Ktoś może zapytać – po co nam Ona? Mamy Jezusa – on jest Bogiem, a ona tylko człowiekiem. Po pierwsze jest doskonałym wzorem – pełna pokory i całkowitej ufności Bogu. To że Bóg ją wybrał nie było przypadkiem. Prosząc lub dziękując Bogu za jej pośrednictwem wyrażamy swoją pokorę.
      Po drugie Bóg wyznaczył nam ją na Matkę.
      Po trzecie doświadczenia świętych – analizując życiorysy beatyfikowanych zdecydowana większość cechowała się silnym nabożeństwem do Matki Bożej np. Maksymilian Kolbe, Jan Paweł II, Ojciec Pio, Charbel. Wiec nawet, jeżeli przyjąć by świętych tylko jako wzór do naśladowania to naśladujmy ich w nabożeństwie do Najświętszej Matki. Rozumiem, że każdy z nas chcę dostać się do nieba i w tym sensie być jak święty.
      Po czwarte Szatan Jej Nienawidzi – jest więc najlepsza reklama. Podczas egzorcyzmów to przywoływanie Jej imienia najbardziej go denerwuje. Oczywiście Jej interwencje są skuteczne mocą Boga, ale potwierdza to iż Bóg Ją nią nieustannie obdarza i chcę korzystać z jej pośrednictwa.
      Po piąte liczne objawienia, cuda. Już słyszę krytyków, że A) Nie trzeba w nie wierzyć dla zbawienia. Prawda, ale jeżeli są zgodne z duchem Ewangelii to mogą nam tylko pomóc. Z pewnością nie były by potrzebne gdybyśmy z duchem Ewangelii żyli na co dzień. B) Jeżeli wyrzucimy z Kościoła cały mistycyzm to co zostanie z naszej wiary – kolejny system etyczny, które zaczęliśmy tworzyć już od starożytności? Może dojdziemy do wniosku, że Eucharystia to tylko chleb, bo przecież to że przemienia się w Ciało Chrystusa to też wymysły jakiś histeryków. NIE, ta droga nie da nam zbawienia. Przemyślmy to.

    • JAWA25
      13.06.2017 18:06
      Redaktor zamiast interpretować po swojemu mógłby zacytować stosowne uchwały Soboru nt NMP.
      Lumen Gentium 62 nazywa Ją : Orędowniczką (Advocata), Wspomożycielką (Auxiliatrix), Pomocnicą (Adiutrix) i Pośredniczką (Mediatrix) "Rozumie się jednak te tytuły w taki sposób, że niczego nie ujmują one ani nie przydają godności i skuteczności działania Chrystusa, jedynego Pośrednika" (Quod tamen ita intelligitur, ut dignitati et efficacitati Christi unius Mediatoris nihil deroget, nihil superaddat)
      Amen.
      doceń 10
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół